Aktualizacja: 30.07.2026 16:02 Publikacja: 30.07.2026 15:00 Służby w miejscu upadku rakiety w okolicach miejscowości Tarnawa-Kolonia Foto: PAP/Wojtek Jargiło „Rzeczpospolita”: Rakieta wlatuje w polską przestrzeń powietrz
Służby w miejscu upadku rakiety w okolicach miejscowości Tarnawa-Kolonia
Foto: PAP/Wojtek Jargiło
„Rzeczpospolita”: Rakieta wlatuje w polską przestrzeń powietrzną, znika z radarów, a na polu zostaje 10-metrowy krater. Dlaczego tego typu obiekty nie są zestrzeliwane?
Jarosław Wolski: Po pierwsze, trzeba mieć świadomość, że wojsko z natury nie strzela do wszystkiego, co wlatuje w przestrzeń powietrzną Polski. Z kilku przyczyn. Należy mieć w okolicy zestawy przeciwlotnicze rozwinięte na pozycjach bojowych, co ma miejsce bardzo rzadko. Po drugie, trzeba wiedzieć, że cel w ogóle leci, a pokrycie radarowe południowo-wschodniej Polski jest słabe. Wymagałoby to bardzo dużej liczby rozstawionych radarów, aby dokładnie śledzić obiekty o obniżonej skutecznej powierzchni odbicia radiolokacyjnego – na przykład rakiety Ch-101, które posiadają cechy zmniejszające ich wykrywalność.
Pocisk Ch-101
Foto: PAP
Rosyjska rakieta nad Polską. „Zanim wypracowano pozycję do strzału, rakieta po prostu się rozbiła”
Brakuje nam procedur, woli politycznej, czy też wojsko ma świadomość, że zestrzelenie niesie za sobą większe ryzyko niż sam upadek obiektu?
Kolejna sprawa dotyczy zasad użycia broni ( rules of engagement ). Dla polskich pilotów wymogiem wciąż pozostaje wzrokowe rozpoznanie celu. Wynika to z faktu, że w przestrzeni operuje szereg małych awionetek i odbywają się krótkie, niezgłoszone loty cywilne. Nikt nie chce ryzykować pomylenia i zestrzelenia cywilnej maszyny, która porusza się z prędkością przelotową zbliżoną np. do większego drona. W mojej opinii konieczność wzrokowego rozpoznania powinna zostać zniesiona, ale na ten moment procedura obowiązuje. Samoloty muszą więc wykryć cel, śledzić go i upewnić się, co to dokładnie jest. Przy ewentualnym zestrzeleniu należy ponadto uważać, aby szczątki nie spadły na teren gęsto zabudowany, co mogłoby wyrządzić duże szkody. Z natury nie strzela się więc do takich celów bez wyraźnej potrzeby.
Z tego wynika, że polska obrona powietrzna – pod względem technologicznym i operacyjnym – nie jest w stanie zareagować na kilkuminutowy incydent?
Jest w stanie zareagować. Zdaniem Dowództwa Operacyjnego cele były śledzone jeszcze po stronie ukraińskiej. Część z nich następnie zgubiono, prawdopodobnie z powodu obniżenia pułapu lotu. Po około 10 minutach jeden cel – prawdopodobnie rakieta manewrująca – został ponownie wykryty już w polskiej przestrzeni powietrznej. Podjęto procedurę przechwycenia za pomocą myśliwców F-16 właśnie po to, by wzrokowo zweryfikować obiekt. Zanim jednak wypracowano pozycję do strzału i zanim podjęto decyzję o zestrzeleniu, rakieta po prostu się rozbiła.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.