
0:00
Obrona szpitali trwa już ponad dwie dekady. To ona jest głównym źródłem większości patologii – terroru płacowego czy medycyny walizkowej. Nowe dane powinny tę obronę przełamać. Ale pokazują tak bezlitosny obraz, że politycy boją się je pokazać — mówi Małgorzata Gałązka-Sobotka.
Agata Kołodziej
Agata Kołodziej, OKO.press: Od kiedy wiemy, że mamy za dużo szpitali?
Małgorzata Gałązka-Sobotka*: Od dobrych dwudziestu lat. Mówił już o tym prof. Religa w 2007 roku, kiedy był ministrem zdrowia. I to on przygotował pierwszą listę 100 szpitali do likwidacji. Nie z oszczędności. To był dokument pokazujący niedostosowanie struktury lecznictwa szpitalnego do rzeczywistych potrzeb Polaków i metod udzielania opieki.
Bo przecież medycyna to jest najbardziej prężnie, dynamicznie rozwijająca się dziedzina nauki. Co roku pojawiają się nowe metody leczenia, które sprawiają, że problem, który jeszcze chwilę temu wymagał wielodniowej hospitalizacji, dziś można załatwić jedną tabletką. A to oznacza, że nieustannie zmienia się zapotrzebowanie na strukturę i sposób udzielania świadczeń.
Zabetonowanie szpitali wbrew logice
Ale kolejne rządy nie chcą tego widzieć?
Wtedy, w 2007 roku, deklaratywnie wszyscy wiedzieli, że taka potrzeba jest. Zabrakło woli politycznej i od tamtego czasu ciągle towarzyszy nam lęk przed odważnymi ruchami.
Choć mamy już dzisiaj podstawy prawne do konsolidacji, co należy upatrywać za kamień milowy. Alenadal procesy decyzyjne nie są łatwe. Brakuje w wielu samorządach odwagi przede wszystkim w zmierzeniu się z tym, że struktura szpitali była budowana w zupełnie innym kontekście rozwoju państwa. Mieliśmy bardzo ograniczone zdolności przemieszczania się obywateli. A dziś i sami obywatele są bardziej mobilni, i mamy możliwości przewozić pacjentów na dłuższe odległości, mamy zupełnie inną sieć dróg i system transportu np. lotniczego itd.
Ale mimo to dawna sieć szpitali została zabetonowana. Szpital stał się centrum życia społecznego i w pewnym względzie również gospodarczego danego powiatu. Reforma administracyjna ukonstytuowała rolę szpitala jako mocnego atrybutu podziału administracyjnego kraju, w szczególności powiatów. Władze samorządowe wbrew temu, co tak naprawdę wpisane jest zarówno w Konstytucji, jak i innych aktach prawnych, co do roli powiatu w obszarze zdrowia, skupiły się przede wszystkim na medycynie naprawczej zamiast na zdrowiu publicznym.
Czyli na czym?
Na profilaktyce, budowaniu kompetencji zdrowotnych swojej społeczności, budowaniu prozdrowotnych warunków życia.
Bo przecież zdrowie obywateli nie zależy wyłącznie od infrastruktury szpitalnej. Ta reaguje na problem, który już się pojawił. A w rzeczywistości rolą władz samorządowych, przede wszystkim władz powiatowych, jest przeciwdziałanie tym problemom.
Czyli zapewnienie odpowiednich warunków do życia i do rozwoju społeczności, które przed chorobą uchronią. Proszę zwrócić uwagę, że kilkukrotnie jednak podejmowano próby reformowania szpitali w Polsce. Kolejną taką próbą była koncepcja sieci szpitali na początku rządów Prawa i Sprawiedliwości opracowana przez ministra Radziwiłła i wiceministra Gruzę.
Co dekadę zryw. A potem zamrażarka
Tylko nic z niej nie wyszło.
Ona zakładała istotne ograniczenie liczby szpitali, które weszłyby do tak zwanego podstawowego systemu zabezpieczenia szpitalnego. Ale jak cebula była rozbierana plaster po plastrze i na koniec dnia nic z niej nie zostało, bo do sieci szpitali została zakwalifikowana zdecydowana większość szpitali w Polsce.
Zmierzam do tego, że właściwie co dekadę mamy zryw, by przeprowadzić dużą reformę. Minister Religa – 2007 rok. Minister Radziwiłł – 2017 rok. I zaraz mamy 2027 rok, w którym teoretycznie powinien się skumulować proces konsolidacji szpitali. Co jakiś czas próbujemy robić jakiś duży skok, niewiele z niego wychodzi i zamrażamy temat na dekadę, po której znów następuje jakieś wzmożenie. Ale ciągle nie jesteśmy w stanie pokonać tego wyzwania, jakim jest istotna korekta struktury lecznictwa szpitalnego i dostosowanie jej do rzeczywistych potrzeb.
I każdy z nas, kto rozumie system, wie, że
jednym z głównych źródłem większości patologii, które skoncentrowały się, jak w soczewce w przypadku doktora Kacprzyka, jest przerośnięta struktura szpitalnictwa, które pochłania ponad 50 proc. wszystkich kosztów opieki finansowanej przez NFZ. Trwająca już ponad dwie dekady obrona szpitali przed niezbędnymi zmianami ich profili i zakresu doprowadziła do rozwoju zjawiska wielozatrudnienia, terroru płacowego, medycyny walizkowej, ale także konsekwentnego blokowania rozwoju mechanizmów ewaluacji jakości klinicznej.
A inne kraje sobie z tym radzą?
Tak, przez ten proces przechodzą prawie wszystkie kraje europejskie. Francja, Niemcy, Holandia czy Dania zmniejszają liczbę szpitali, ale jednocześnie zwiększają ich kompleksowość, wskaźnik koncentracji zabiegów, szczególnie wysokospecjalistycznych w tak zwanych centrach kompetencji.
I tu nawet nie chodzi o to, że to bardziej efektywne ekonomicznie. Dowody naukowe pokazują, że jeżeli świadczenia są realizowane zgodnie z zasadą powtarzalności, czyli są wykonywane często w danym ośrodku, zamiast raz na jakiś czas w wielu rozproszonych ośrodkach, to są wykonywane lepiej od strony klinicznej.
Czyli to nie jest tak, że to Polacy są okrutni i próbują odebrać obywatelom prawo do łóżka szpitalnego blisko domu. To rzeczywistość medyczna pokazuje, że do zapewnienia prawdziwego bezpieczeństwa zdrowotnego nam już nie jest dzisiaj potrzebny ten atrybut, jakim jest łóżko szpitalne, oddział szpitalny.
Nam jest dzisiaj potrzebna sieć dobrze wyposażonych specjalistycznych centrów opieki ambulatoryjnej i jednodniowej, z kompleksowymi centrami diagnostycznymi, skupiające wysoko wykwalifikowaną kadrę i sprzęt, zintegrowane zespoły terapeutyczne oraz zabezpieczenie w rehabilitację i opiekę długoterminową. Czyli potrzebne jest mentalne odcięcie się od tych atrybutów, które zabetonowały myślenie wielu Polaków, że zdrowie i bezpieczeństwo zapewnia szpital w tradycyjnym modelu działania.
Jako państwo z jednymi z najniższych w Europie poziomów nakładów na zdrowie mamy najwięcej łóżek ostrych w przeliczeniu na mieszkańców. A prawda jest taka, że sukces w leczeniu coraz rzadziej zależy od dostępności łóżka, a w coraz większym od innowacyjnych technologii lekowych i nielekowych oraz interdyscyplinarnych zespołów i skoordynowanych modeli kompleksowej opieki.
W tej dyskusji o szpitalnictwie brakuje mi właśnie analizy alternatyw, dobrych przykładów, i to nie holenderskich, nie duńskich, ale polskich.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.