
Drodzy wykopowicze, Mirki i Mirabelki. Zwracam się do was, żeby przestrzec was przed najgorszą firmą przeprowadzkową z jaką kiedykolwiek miałem „przyjemność”. Chciałbym ostrzec was i innych przed nimi i podobnymi im. Nazwa firmy to DS-Trans Damian Schab.
Sprawa wygląda następująco. Po 11 latach spędzonych w Wielkiej Brytanii postanowiliśmy się wraz z partnerką wyprowadzić do Polski. Szukałem różnych firm przeprowadzkowych, ale wiele z nich miało już zajęte terminy, a my mieliśmy w zasadzie miesiąc na ogarnięcie wyprowadzki. Napisałem więc na Facebooku na polskich grupach z prośbą o polecenie. Odezwało się parę osób, a w prywatnej wiadomości wylądowała wiadomość od niejakiego Damiana z DS-Trans. Gość zaproponował rozsądną cenę (chociaż i tak dosyć sporą, £1500), która wpisywała się w normy rynkowe. Zgodziłem się zlecić mu przeprowadzkę głównie dlatego, że szybko przysłał umowę, rzekome potwierdzenie polisy ubezpieczeniowej OCP (chociaż zakrył prawie wszystkie ważne dane oprócz nazwy firmy, co jak się później okazało znaczy prawdopodobnie tyle, że była to stara polisa) i kontakt z nim był szybki i przyjazny. Dodatkowo obiecał, że wszystko jedzie jednym tym samym vanem bez żadnego przekładania na tira (bardzo ważna informacja). Zapłaciłem 10% zaliczki, dogadaliśmy odbiór w piątek i dojazd rzeczy miał być w niedzielę lub maksymalnie w poniedziałek. Wszystko elegancko popakowaliśmy i zabezpieczyliśmy folią bąbelkową, kartonami, nowe pudła, itp itd.
Nadchodzi dzień przeprowadzki. Van przyjechał o umówionej godzinie, bardzo miły pan kierowca pomógł nam zapakować wszystko bardzo ładnie na vana. W vanie pośród różnych rzeczy miałem też AirTagi. Nie planowałem ich użyć, ale całe szczęście, że sobie o nich przypomniałem, bo jak się później okazało mogłem śledzić faktyczną lokalizację vana.
W niedzielę szybki telefon do pana Damiana, żeby sprawdzić czy wszystko ok. Nie odbiera. Myślę, dziwne. Wcześniej od razu odbierał i odpisywał. Kilka godzin później dostaje krótką wiadomość, że jest na działce u rodziny i nie może gadać, ale van jest już w Niemczech. Myślę ok. Sprawdzam lokalizację AirTag, bo trochę jednak red flag się odpalił. Patrzę, a van stoi w Anglii dalej na tym ich magazynie. Ale ok, może jakiś błąd airtaga. Wierzę Damianowi. Idę spać.
Poniedziałkowe popołudnie. Zero kontaktu od firmy transportowej. Zaczynam się już trochę martwić. Dzwonię, nie odbiera. Pisze wiadomość, że niby jest w szpitalu po operacji. Proszę zatem go o kontakt do innej osoby, która w tym czasie ogarnia sprawy administracyjne skoro on nie może. I nic, zero. Potem napisał, że tylko z nim będzie to załatwiane. Aha - i tu już czerwona żarówka świeci mi się na maxa. Gość obiecuje, że jutro będzie na miejscu van i przeprasza za lekkie opóźnienie. W nocy z poniedziałku na wtorek widzę, że AirTag zaczął się przemieszczać spod Londynu. Dopiero. Po tylu dniach.
We wtorek i środę powtórka z rozrywki. Praktycznie znikomy kontakt. Jakieś bajeczki ze strony Damiana o tym, że niby van się zepsuł i czekają na naprawę. W środę wieczorem widzę na AirTagu, że van dojeżdża do Polski. Ucieszyłem się, że może w końcu dojedzie. Nic bardziej mylnego. AirTag pokazał, że van zamiast do nas to jeździ do różnych miast Polski. Wrocław, Rzeszów, Warszawa. W końcu dodzwoniłem sie do właściciela. Obiecał, że w czwartek na 100% będzie van. Mówiłem mu, że miał być max w poniedziałek i przez niego przegapiłem zaplanowany lot w czwartek rano. Już się bałem, że może w ogóle te rzeczy nie dojadą.
Następnego dnia w końcu telefon z innego numeru od kierowcy, że jest już w drodze. Na co ja zdziwiony jak to już przecież pan już w drodze jest niby od tygodnia. A on, że nic nie wie dostał tego vana dopiero teraz. WTF. Po paru godzinach dojechał. Zupełnie inny van i inny kierowca. Otwieramy, a tam… masakra. Pudła niepoukładane tylko dosłownie rzucone. Widać, że ktoś to sobie rzucał i upychał na siłę. Drogi telewizor OLED cieniutki do góry nogami, gdzie na pudle wyraźnie jest pokazana strzałka i prosiłem 5 razy, żeby uważać. Nawet nieprzypięty pasami. Meble poniszczone. Brakujące drzwiczki od praktycznie nowej szafki pod TV. Połamane szuflady. Porysowane i podrapane blaty, powyłamywane nóżki od głośników stojących. No słowem jedna wielka masakra. Mało tego, dowieźli nam rzeczy innych ludzi. No hit. Czyli ewidentnie brali kilka przeprowadzek naraz i pakowali na TIRa, a potem do vanów znowu. Kierowca się wygadał, że tak to u nich właśnie wygląda. Pytam kierowcy co z resztą naszych pogubionych rzeczy, a on na to, że pewnie się pomylili i dali innymi w Rzeszowie czy gdzieś…
Mówię kierowcy, że nic nie zapłacę dopóki reszta rzeczy się nie znajdzie i co to w ogóle za cyrk. Momentalnie dzwoni do mnie właściciel. Zaczyna klnąć i agresywnie się zachowuje. Żąda zapłaty całości. Jak nie to wzywa policję. Mówię, a wzywaj pan. Czekamy. Przyjeżdża dwóch policjantów. On do nich zaczyna klnąc, a oni go wyśmiali i powiedzieli, że po pierwsze to sprawa cywilno-prawna, a po drugie to z tego co widzą po stanie otrzymanych rzeczy i brakujących to on się nie wywiązał z umowy. Kilka godzin telefonów w te i we wte i sprawdzania sprzętu. Podliczyłem szkody i ostatecznie zapłaciłem mu połowę, resztę zatrzymałem na poczet szkód (chociaż za stracony czas i nerwy nikt już mi nie odda). Po paru dniach ten sam kierowca dowiózł kilka brakujących pudeł i rzeczy, ale niestety sporo rzeczy już nie odzyskaliśmy. Mówią, że nie wiedzą gdzie są.
Piszę ten post, żeby przestrzec was przed firmą DS-Trans Damian Schab i innymi podobnymi przewoźnikami. Mieli dobre opinie, więc zaufałem (ponad 200 na fb i około 45 na google maps). Kto wie czy po prostu ich nie wykupili lub sami sobie napisali.
Jeśli ktoś z was lub waszych znajomych/rodziny planuje przeprowadzkę to zdecydowanie odradzam tę firmę.
Zamieszczam kilka zdjęć zrobionych tuż po rozładowaniu vana.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.