1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Sądne godziny dla Łukasza Żaka. "Krzyknąłem: ku**a to nasi"

    Sądne godziny dla Łukasza Żaka. "Krzyknąłem: ku**a to nasi"

    RAK0RAK0przeszczepów
    2405 odsłon
    Sądne godziny dla Łukasza Żaka. "Krzyknąłem: ku**a to nasi"

    Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia trwa ostatni etap procesu Łukasza Żaka, oskarżonego o spowodowanie tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Na poniedziałek zaplanowano mowy końcowe. Zanim strony podsumują wielomiesięczny proces, sąd wysłuchał jeszcze relacji kolegów oskarżonego. Opowiadali o tym, co zobaczyli chwilę po zderzeniu i jak zachowywali się na miejscu tragedii, w której zginął 37-letni mąż i ojciec dwójki dzieci.

    Proces Łukasza Żaka zbliża się do końca. W poniedziałek strony wygłoszą mowy końcowe.

    Damian J. opisywał przed sądem chaos po wypadku i twierdził, że nie widział, kto prowadził volkswagena.

    Adam K. utrzymywał, że nie chciał pomagać sprawcy w ucieczce i działał pod wpływem ogromnego stresu.

    Polecany artykuł:

    Wypadek na Trasie Łazienkowskiej. Arteon pędził ponad 220 km/h

    Proces trwa od czerwca 2025 roku. Na ławie oskarżonych, oprócz Łukasza Żaka, zasiadło jeszcze sześciu jego znajomych. Prokuratura zarzuca im m.in. pomoc w ucieczce sprawcy i zacieraniu śladów po tragedii. Według opinii biegłych volkswagen prowadzony przez Łukasza Żaka poruszał się z prędkością około 226 km/h, mimo że na tym odcinku obowiązywało ograniczenie do 80 km/h. Śledczy ustalili również, że kierowca miał być pod wpływem alkoholu i nagrywał swoją jazdę telefonem.

    W wyniku zderzenia z fordem zginął 37-letni pasażer rodzinnego auta. Jego żona oraz dwoje małych dzieci odnieśli ciężkie obrażenia.

    Nie wiedział, kto prowadził? "K...a, to nasi"

    W poniedziałek przed sądem głos zabrał Damian J., który jechał drugim samochodem razem ze znajomymi oskarżonego. Przekonywał, że przed wyjazdem z klubu nie zwracał uwagi, kto usiadł za kierownicą volkswagena.

    • Nie wiedziałem, kto jest kierowcą. Byliśmy rozłożeni na dwa samochody. Nasz samochód znajdował się z tyłu. Nie mam pojęcia, kto wsiadał do tamtego auta i kto był za kierownicą - z eznał. Jak tłumaczył, z samochodu, którym podróżował, nie widział samego momentu zderzenia.

    • Dopiero kiedy dojechaliśmy na miejsce, zorientowaliśmy się, że to samochód, który znamy. Krzyknąłem: "K...a, to nasi". Dlatego się zatrzymaliśmy - powiedział na sali.

    "Panował straszny chaos"

    Damian J. opisywał, że na miejscu błyskawicznie zaczęli zatrzymywać się inni kierowcy.

    • Samochodów zatrzymywało się dużo. Ludzie przechodzili przez barierki. Wszyscy próbowali zorientować się, co się dzieje. Panował straszny chaos. Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś takiego na własne oczy - mówił. Twierdzi, że pierwsze pytania dotyczyły tego, czy ktoś wezwał już pomoc: - Krzyczeliśmy, czy służby są już wezwane. Jeden z mężczyzn powiedział, że jest na połączeniu i pomoc jedzie.

    Jego telefon miał być rozładowany, dlatego sam nie mógł z adzwonić pod numer alarmowy, tłumaczył. Po dobiegnięciu do rozbitych samochodów szukał przede wszystkim swoich znajomych, a później interesował się losem rodziny jadącej fordem: - Ludzie mówili, że w środku są dzieci. Może zadziałał instynkt rodzicielski. Kilkukrotnie pytałem tylko o dzieci - powiedział. - Zdjąłem z siebie kamizelkę i przykryłem ją. Powiedziałem też, żeby jej nie przenosić, bo bałem się urazu kręgosłupa. Uważałem, że tyle mogłem zrobić. Zaprzeczył również, aby widział Łukasza Żaka wysiadającego z miejsca kierowcy.

    Tak tłumaczy się Adam K.

    Przed sądem głos zabrał także Adam K. Odniósł się do zeznań jednej ze świadków.

    • Jeśli chodzi o zeznania Sary, że próbowałem sobie zapewnić alibi, jest to kłamstwo - powiedział. Dlaczego po wypadku zatrzymał się na stacji paliw? - Musiałem zjechać na stację, bo w samochodzie paliła się rezerwa. Zapewniał, że jego zachowanie nie było próbą pomocy sprawcy. - Nie miałem zamiaru świadomie pomagać komukolwiek. Byłem pod wpływem ekstremalnego stresu. Nigdy wcześniej nie widziałem takiego wypadku drogowego, w którym uczestniczyli moi znajomi. Nie było moim zamiarem pozostawić kogokolwiek bez pomocy ani pomagać komukolwiek w ucieczce.

    Polecany artykuł:

    Czytaj cały artykuł u źródła — Super Express

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.