
– Władze są przez konstytucję zobowiązane do dbania o przyrodę. Skoro wiemy, że gatunki inwazyjne obce ją niszczą, niszczą bioróżnorodność, to inwazyjne drzewa powinny być przeznaczone do ścięcia – mówi ekspert ds. sozologii i Członek Polskiego Towarzystwa Dendrologicznego Bartłomiej Oleszko. Tymczasem w Polsce są miejsca, w których inwazyjne drzewa mają status pomnika przyrody, a władze nie planują tego zmienić.
Zamiast wycinki ochrona prawna
W niektórych krajach Europy drzewo to tworzy już całe lasy. – To są takie smutne, ciche zagajniki, gdzie nie ma owadów, które odżywiałyby się tymi drzewami, nie ma ptaków i ssaków owadożernych, które mogłyby te owady zjeść. Rodzima flora przegrywa – mówi Bartłomiej Oleszko. Chodzi o lasy bożodrzewu gruczołowatego – obcego gatunku, który od 2019 roku w całej Unii Europejskiej uznawany jest za inwazyjny, zagrażający lokalnym ekosystemom. Od końca 2022 roku w Polsce obowiązują przepisy szczegółowo określające postępowanie wobec takich roślin i zwierząt: są one przeznaczone do zwalczania i czynności zaradczych. I tu jest pies pogrzebany, bo mamy też przepisy, które mogą takie gatunki chronić. Na przykład przez status pomnika przyrody.
– Obecnie w Polsce jest dziewięć takich przypadków, że mamy pomnik przyrody i to jest akurat bożodrzew gruczołowaty – mówi nam Bartłomiej Oleszko, ekspert ds. sozologii i Członek Polskiego Towarzystwa Dendrologicznego oraz fundacji Aeris Nova, zajmującej się ochroną klimatu oraz dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego. – Nie ma żadnych podstaw, żeby te drzewa chronić . Owszem, one dają cień, wyglądają ładnie, ale po prostu ich negatywne oddziaływanie jest o wiele większe niż korzyści. Należałoby zdjąć ochronę pomnikową z tych wszystkich drzew, które są uznane za inwazyjne – dodaje.
Z taką sytuacją mamy do czynienia na przykład w Chełmie. Każdy, kto spacerował po urokliwym Placu Dr. Edwarda Łuczkowskiego, mógł widzieć okazałe drzewo, które góruje nad okolicą. Umieszczona obok tablica informuje przechodnia, że okaz cieszy się statusem pomnika przyrody i że jest to właśnie bożodrzew gruczołowaty.
Władze, w odpowiedzi na pytania o plany dotyczące bożodrzewu, odpowiadają krótko: „Miasto Chełm nie planuje zdjęcia ochrony pomnikowej drzewa. Trwają działania mające na celu uzyskanie zezwolenia Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska na odstępstwa od zakazów w odniesieniu do inwazyjnego gatunku obcego (IGO) stwarzającego zagrożenie dla Unii Europejskiej ”. W przesłanym nam wyjaśnieniu wskazano, że bożodrzew jest ważnym elementem krajobrazu dla lokalnej społeczności i ma status ochronny od 1986 roku, kiedy jeszcze o IGO nikt nie słyszał. Ponadto jest to jedyne drzewo na placu, a przede wszystkim jest to osobnik męski, który nie wytwarza owoców. „Co za tym idzie nie wytworzy nasion, które w przypadku tego gatunku inwazyjnego są niebezpieczne, ponieważ mogą przemieścić się na znaczną odległość i zasiedlić nowe siedliska” – przekazano w komunikacie.
Nie ma uzasadnienia dla ochrony gatunków inwazyjnych
Bartłomiej Oleszko nie zgadza się z żadnym z tych wyjaśnień. – Niektóre drzewa, na przykład nasz rodzimy jesion wyniosły, w zależności od warunków mogą swobodnie zmieniać swoją płeć. Bożodrzewy też wykazują takie zdolności, więc to, że on jest teraz osobnikiem męskim, nie znaczy, że w przyszłości nie pojawią się też na nim nasiona – ocenia ekspert.
Przede wszystkim jednak to czy dany gatunek się rozmnaża, czy nie, z punktu widzenia przepisów nie ma znaczenia. – Ustawa o IGO oraz rozporządzenie UE mówią konkretnie o gatunkach, które są przeznaczone do zwalczania i czynności zaradczych. Mamy w Polsce gatunki, które się nie rozmnażają, a jednak samorządy je zwalczają. Na przykład żółw czerwonolicy – przekonuje Oleszko.
W przypadku gatunków inwazyjnych nie chodzi jednak tylko o nasiona. – Bożodrzew jest też rośliną allelopatyczną , to znaczy, że wytwarza i przekazuje do gleby substancje, które utrudniają wzrost innym roślinom – najczęściej naszym rodzimym. Więc on tak czy siak negatywnie oddziałuje na środowisko, mimo że nie wytwarza nasion . A dodatkowo może się rozmnażać wegetatywnie przez rozłogi korzeniowe – wyjaśnia ekspert.
Plac Łuczkowskiego w Chełmie jest dość mocno „zabetonowany”. Ale i to, wskazuje dendrolog, nie gwarantuje, że drzewo nie będzie się rozmnażać. – Prawnie nie ma to w ogóle znaczenia czy tam jest beton, czy go nie ma. Jest po prostu obowiązek podjęcia działań zaradczych. No i to może jest też okazja, żeby na przykład taki rynek rozbetonować i posadzić tam rodzime gatunki, które szybko urosną, które dadzą sobie radę w takim miejscu? – pyta nasz rozmówca.
„Ktoś to po prostu przeoczył”
Polskie przepisy pozwalają obejmować szczególną ochroną najcenniejsze drzewa, nadając im status pomnika przyrody. Rozwiązanie to, ze względu na jego powszechność, wyróżnia nas na tle innych krajów UE. Problem w tym, że podczas projektowania przepisów o IGO nikt nie wziął ochrony pomnikowej pod uwagę. Z drugiej strony status pomnika nie jest niczym, czego nie można byłoby zdjąć. A w przypadku bożodrzewów, zaznacza dendrolog, nie ma nad czym debatować. – Władze są przez konstytucję zobowiązane do dbania o przyrodę. Skoro wiemy, że gatunki inwazyjne obce niszczą ją, niszczą bioróżnorodność, to inwazyjne drzewa powinny być przeznaczone do ścięcia – przekonuje.
Status pomnika przyrody można po prostu nadać innym drzewom. – Jeżeli na przykład gmina Kraków, która ma obecnie ponad trzysta pomników przyrody, wycięłaby ten jeden bożodrzew, to na jego miejsce mogłaby powołać mnóstwo innych drzew, by to zrównoważyć. I to dotyczy wielu innych gmin – podsumowuje Bartłomiej Oleszko.
Podobnych pomnikowych bożodrzewów jest w Polsce więcej, a problem nie ogranicza się wyłącznie do Chełma. W Warszawie za pomnik przyrody uznano aż 27 bożodrzewów rosnących przy ul. Pawiej. Powodem decyzji są niepotwierdzone miejskie legendy: pierwsza mówi, że sadzonki tych drzew miały zostać przywiezione do Warszawy przez żołnierzy wracających z Anglii pod koniec lat 40. XX w. „Według innej wersji miał to być prezent od Ambasady ChRL, jako twórczy wkład w odbudowę stolicy i symbol szczęścia oraz pomyślności” – czytamy na stronie Muzeum Getta Warszawskiego. Bożodrzewy z innych miejsc stolicy są skrupulatnie usuwane.
Na powstrzymanie bożodrzewu zostało niewiele czasu
– W Polsce mamy ostatnie 10-20 lat, żeby podjąć konkretne działania zaradcze i powstrzymać bożodrzewy – mówi Bartłomiej Oleszko. Jest jednak sporo spraw, nad którymi trzeba popracować. Kłopotliwa jest na przykład konstrukcja przepisów, zgodnie z którymi kary grożą za rozprzestrzenianie inwazyjnego gatunku, ale ustawa nie przewiduje kar za niepodjęcie działań zaradczych – jak choćby niewycięcie inwazyjnego drzewa.
Ekspert zwraca uwagę, że istotna jest edukacja w zakresie gatunków inwazyjnych. Odpowiedniej wiedzy i świadomości brak nie tylko wśród obywateli, ale i specjalistów. – Jest problem z architektami przestrzeni, krajobrazów, którzy w ogóle nie znają problemu gatunków inwazyjnych obcych i nie zdają sobie sprawy z tego, jak one negatywnie oddziałują na przyrodę. Tak samo członkowie Rad Miejskich. Jeżeli sobie taki bożodrzew rośnie, to dopóki nikt się nie zorientuje, w zasadzie może sobie rosnąć. Samorządy są zobowiązane o dbanie o przyrodę i powinny prowadzić monitoring. Tylko wiadomo, to jest kwestia pieniędzy i zasobów ludzkich – ocenia nasz rozmówca.
Ochrona przed IGO w dużej mierze spoczywa na barkach obywateli. Każdy, kto zauważy gatunek inwazyjny, powinien to zgłosić do władz gminy i na wszelki wypadek do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. – RDOŚ wysyła to zgłoszenie do GDOŚ, GDOŚ nanosi to na mapę na geoserwisie i wtedy, jak informacja już się tam pojawi, gmina musi się tym problemem zająć – mówi dendrolog.
RDOŚ i Ministerstwo Klimatu i Środowiska o „działaniach zaradczych”
Odpowiedź Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska zdaje się potwierdzać przeczucia Bartłomieja Oleszki. „W opinii RDOŚ w Lublinie drzewa tego gatunku powinny być usuwane z krajobrazu, aby zahamować proces inwazji” – czytamy w przesłanej nam odpowiedzi. „W przypadku wskazanego okazu bożodrzewu gruczołowatego będącego pomnikiem przyrody, uwzględniając indywidualne uwarunkowania, należy w pierwszej kolejności przeprowadzić analizę pod kątem ryzyka rozprzestrzeniania się tego gatunku na inne obszary […]. Po przeprowadzeniu stosownej analizy ryzyka wynikającego z obecności okazu, możliwe będzie podjęcie decyzji, czy należy znieść status pomnika przyrody, a następnie usunąć drzewo” – odpowiada Dyrekcja. Organ wskazuje jednak, że Komisja Europejska dopuszcza zachowanie dotychczasowych nasadzeń IGO, ale nakazuje „działania zaradcze”.
Podobne stanowisko przedstawia również Ministerstwo Klimatu i Środowiska, które uważa, że wysoki stopień inwazyjności bożodrzewu gruczołowatego jest przesłanką wystarczającą do zniesienia ochrony . Resort przekonuje, że obowiązujące przepisy odnośnie okazów inwazyjnych gatunków obcych drzew posiadających status pomnika przyrody nie są ze sobą sprzeczne i znów przypomina o działaniach zaradczych. Kłopot w tym, że bożodrzew jest na tyle specyficzny, że nie ma zbyt wielu metod, by go kontrolować.
– Działania zaradcze mają prowadzić do eliminacji, kontroli populacji czy izolacji, a od patrzenia bożodrzew się nie wyeliminuje – ocenia dendrolog Bartłomiej Oleszko, zaznaczając, że w przypadku tego gatunku skutecznym środkiem jest po prostu ścięcie. To można przeprowadzić po zniesieniu statusu, ale decyzja często pozostaje w gestii osób, które mogą nie być świadome zagrożeń, nie mieć wiedzy i mogą kierować się nieobiektywnymi kryteriami.
– To jest bardzo fajny sposób ochrony przyrody, ale jego nadawanie nie ma poziomu eksperckiego. Jeżeli na przykład Rada Miasta czy Rada Gminy uzna, że chce chronić inwazyjne drzewo i to przegłosuje – to ta ochrona będzie, choć przyrodniczo nie ma to sensu – wskazuje Oleszko, który z takimi przypadkami się spotkał.
Ekspert wierzy, że w przypadku bożodrzewu w Chełmie RDOŚ w Lublinie nie będzie skłonne wyjąć drzewa spod zakazu. – Tam pracują specjaliści i zdają sobie sprawę, że to jest gatunek inwazyjny, obcy, stwarzający zagrożenie. Podejrzewam, że Miasto Chełm zostanie zobowiązane do podjęcia działań zaradczych związanych z tym pomnikiem – mówi z nadzieją dendrolog. Szanse są, ale gdyby konstrukcja przepisów była inna, ochrona przyrody odbywałaby się skuteczniej i szybciej.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET
Tu się dzieje
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.