
0:00
Mamy w Polsce do czynienia z formą wręcz nekrofilskiego nacjonalizmu, w którym cierpienie staje się jednym z głównych źródeł tożsamości. Drugim jest mit sarmacki. Oba czynią z nas kraj podatny na drapieżników. Czy da się zbudować nową opowieść o Polsce? Pisze historyczka kultury prof. Nina Witoszek
Nina Witoszek
W jednej z ciekawszych analiz wstrząsów naszych czasów włoski dyplomata i pisarz Giuliano da Empoli przedstawia sugestywną i niepokojącą diagnozę współczesnego stanu światowej geopolityki. Ukazuje ją jako przestrzeń zdominowaną przez „drapieżników” – aktorów, którzy odrzucają normy liberalnej demokracji na rzecz instynktu, filozofii might is right oraz bezwzględnej walki o władzę.
Magiczna siła drapieżników wzmacniana jest przez technologie cyfrowe, algorytmy oraz manipulację opartą na opowieściach i mitach, które żerują na negatywnych emocjach: niepokoju, nienawiści, strachu, poczuciu niższości i upokorzenia.
Współcześni „drapieżnicy” nie promują spójnych ideologii; bazują raczej na prostych, sugestywnych narracjach, które pozwalają szybko mobilizować ludzi w rozfragmentaryzowanym, cyfrowym świecie.
Sześć takich mitów zasługuje na szczególną uwagę.
Mit zdrady , który głosi: „Zostałeś oszukany, okradziony lub porzucony”. Zwykli ludzie przedstawiani są tu jako ofiary niesprawiedliwości i zdradzieckich, skorumpowanych elit.
Mit utraconej wielkości , który przekonuje: „Byliśmy kiedyś wielcy – i możemy tacy znów być”. Odwołuje się do nostalgii (narodowej, kulturowej lub cywilizacyjnej), opiera się na selektywnej pamięci „lepszej przeszłości” i wiąże się z tożsamością oraz dumą, oferując jednocześnie nadzieję i kierunek.
Mit „czystego ludu” , który twierdzi, że „Istnieje prawdziwe, autentyczne «my», które jest zagrożone”. Konstruuje on obraz jednolitego „ludu” o wspólnych wartościach, pomijając wewnętrzną różnorodność i sprzeciw. Przeciwstawia „lud” zdradzieckim elitom, mniejszościom i „obcym”.
Mit nadciągającego zagrożenia , głoszący: „Coś niebezpiecznego dzieje się właśnie teraz”. Przywołuje wizję kryzysu związanego z niekontrolowaną migracją, rzekomym upadkiem kulturowym przypisywanym feminizmowi, załamaniem roli rodziny czy „chaosem dżenderowym” kojarzonym z LGBT.
Mit silnego przywódcy , który podpowiada: „Tylko zdecydowany lider może przywrócić porządek i naprawić szkody”.
Mit ukrytej prawdy , według którego: „To, co ci się mówi, nie jest prawdą”. Mit ten krzewi nieufność wobec mediów, ekspertów i instytucji, sugerując istnienie ukrytej wiedzy lub tłumionej prawdy; często łączy się z myśleniem spiskowym.
Krótko mówiąc, drapieżnicy odnoszą sukces nie tyle dzięki racjonalnej argumentacji, ile poprzez aktywowanie głęboko zakorzenionych, archetypicznych narracji. To właśnie one sprawiają, że polityka zaczyna detonować fundamenty społecznego dialogu i liberalnej demokracji.
Narracyjna viagra dla bezradnych liberałów
Da Empoli wskazuje także na jeszcze jeden istotny problem: liberalne elity, przywiązane do norm i procedur, często nie są w stanie skutecznie odpowiedzieć na drapieżne strategie, które te normy świadomie łamią. Powstaje w ten sposób niebezpieczna asymetria strategiczna: jedni gracze respektują reguły, podczas gdy inni osiągają przewagę właśnie dzięki ich naruszaniu.
Jaki z tego wniosek? Jeśli systemy liberalne mają przetrwać, muszą nie tylko znaleźć sposób działania w świecie, w którym reguły nie są już powszechnie respektowane; muszą również – poprzez innowacje polityczne i tworzenie kontrnarracji – odnowić zagrożone wartości liberalne. Jeśli tego nie zrobią, zostaną pożarte przez drapieżników, albo same przekształcą się w padlinożerne kojoty.
Posługując się przykładem Polski, chciałabym postawić dwa pytania:
Po pierwsze: „Czy nasze założycielskie mitologie – czyli narracje, które współtworzą tożsamość narodową – posiadają potencjał uzdrawiania demokracji, czy raczej opisują Polskę jako przestrzeń podatną na dominację drapieżników?”.
Po drugie: „Na ile realna jest zmiana istniejących opowieści o Polsce oraz stworzenie nowych, skutecznych «memów» – nowej fabuły, która mogłaby zadziałać jak «narracyjna viagra» zdolna obudzić polityczną energię pozornie bezradnych liberałów?”.
Polska jako narracyjna „fatamorgana”
Jak pokazuje obszerna literatura – od analiz historycznych po diagnozy socjopolityczne – współczesną Polskę kształtują dwie potężne mitologie założycielskie.
Pierwsza z nich ma charakter romantyczno-mesjanistyczny i wyłoniła się w XIX wieku, w okresie, gdy Polska została wymazana z mapy politycznej Europy. Trwała siła oddziaływania romantycznych mitów ma zarówno wymiar wzmacniający, jak i destrukcyjny.
Z jednej strony romantyczna wizja Polski – Chrystusa narodów, którego cierpienie ma charakter odkupieńczy – stanowi jeden z najbardziej wyrazistych przykładów tego, jak naród może konstytuować się poprzez kulturę i wyobraźnię, a nie poprzez instytucje państwowe. Jest to narracja, która umożliwiła przetrwanie wspólnoty w warunkach braku suwerenności politycznej, dostarczając jej sensu, ciągłości i symbolicznej spójności.
Z drugiej strony mamy jednak do czynienia z formą „teologizowanego”, a nawet nekrofilskiego nacjonalizmu, który wynosi męczeństwo ponad kompromis i ustanawia kulturowy scenariusz, w którym porażka może być moralnie ważniejsza od zwycięstwa, a cierpienie staje się jednym z głównych źródeł tożsamości. W tej perspektywie doświadczenie klęski nie wymaga racjonalnej rewizji błędnej strategii – wystarczy jego reinterpretacja jako dowodu moralnej wyższości.
Drugą znaczącą narracją kształtującą współczesną świadomość – jeśli nie podświadomość – jest mit sarmacki. Nie ma znaczenia, że Sarmaci byli koczowniczymi ludami irańskimi, żyjącymi od starożytności na stepach między Morzem Czarnym a Kaspijskim i niemającymi związku ze Słowianami; istotne jest to, że w XVI i XVII wieku polska szlachta upodobała sobie sarmackie pochodzenie, które podkreślało jej wyjątkowość i „wolnościowy” charakter, odróżniało ją od chłopów i innych narodów, legitymizowało jej władzę i sankcjonowało skłonność do anarchii.
Mity szlacheckie okazały się zdumiewająco długowieczne.
Niektórzy badacze mówią o sarmatyzmie jako o trwałym skrypcie kulturowym, który nadal kształtuje współczesne polskie samorozumienie poprzez upraszczanie historii do rozpoznawalnych wzorców. Z jednej strony umacnia on silne poczucie wspólnoty, przywiązanie do wolności i poczucie odrębności kulturowej; z drugiej – skłonność do wykluczania „innych” (chłopów, mniejszości, cudzoziemców), opór wobec modernizacji instytucjonalnej oraz tendencję do idealizowania samych siebie.
Studia Przemysława Czaplińskiego wskazują na zjawisko „umasowionego, plebejskiego sarmatyzmu”, który – w połączeniu ze współczesnymi realiami – nasycił się nowymi znaczeniami i stał się jednym z fundamentów ruchów politycznych akcentujących ksenofobiczną, antydemokratyczną, antyeuropejską i konserwatywną ideologię.
Jego psychologicznym wyrazem jest „grupowy narcyzm”, który napędza populizm konserwatywnych ugrupowań i mediów.
W polskim przypadku, romantyczno-sarmacki kanon dostarcza symbolicznego paliwa dla takiej postawy: podtrzymuje wizję narodu moralnie wyższego, lecz permanentnie niedocenionego i skrzywdzonego. To połączenie dumy i poczucia krzywdy tworzy szczególnie podatny grunt dla polityki resentymentu.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.