
W tym roku po raz kolejny pogorszyła się korelacja ceny pszenicy do minimalnego wynagrodzenia.
Siła nabywcza rolnika spada z roku na rok. A przecież nie da się w nieskończoność zwiększać skali produkcji. To droga donikąd.
Cenami pszenicy świat redukuje inflację?
Teoretycznie ceny płodów rolnych i wynagrodzenia w gospodarce to dwie zgoła odmienne kwestie. Mówimy bowiem z jednej strony o minimalnej płacy, która wyznaczana jest przez władze państwowe, z drugiej natomiast o cenach, które dyktuje rynek światowy. Niemniej zestawienie ze sobą tych elementów pokazuje realną siłę nabywczą produktów sprzedawanych przez rolników. Zestawiamy tu pszenicę, bo to ona odpowiada za bezpieczeństwo żywnościowe (w skali światowej tak ważną rolę odgrywa jeszcze ryż). To podstawa wyżywienia i jako taka pszenica stanowi w pewnym sensie walutę uniwersalną.
Pojawia się w tym miejscu także refleksja, która nie napawa optymizmem. Wspominaliśmy, że wynagrodzenie minimalne ustalane jest przez rząd, a ceny pszenicy są podyktowane sytuacją rynkową. Natomiast już niejeden raz słyszeliśmy, że rządy próbują niską ceną pszenicy niwelować inflację. Czy to stwierdzenie ma pokrycie w rzeczywistości? To już temat na inne rozważania. Nie sposób jednak nie zauważyć, że geopolityka ma ogromny wpływ na ceny ziarna.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.