
Katarzyna Burzyńska-Sychowicz „Wprost": Jakim według pani jesteśmy narodem, jakim społeczeństwem?
Ewa Kasprzyk: Przytoczę słynne słowa Norwida: „Jesteśmy żadnym społeczeństwem. Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym”. Jesteśmy narodem o wielkiej sile, gotowym do zrywów, czego wielokrotnie doświadczaliśmy na przestrzeni wieków, ale pozbawionym takiej zwyczajnej solidarności i dojrzałości obywatelskiej. U nas panuje jakieś czarnowidztwo, pesymizm; wszystko jest źle. Mamy w sobie też dużo dulszczyzny.
Wiem, że jestem marzycielką, ale chciałabym, żeby nie było wojny. Strasznie mnie boli, gdy słyszę, ilu ludzi, ile niewinnych dzieci ginie w Gazie, co się dzieje w Ukrainie, jak zamyka nam się przestrzeń wolna od konfliktów. Ledwie wydostałam się z Dubaju na dwa dni przed wybuchem wojny. Jeździłam z kolegą ulicami miasta szybkim kabrioletem, a on tłumaczył mi, jak fantastycznie i bezpiecznie się tam żyje a – o ironio – po dwóch dniach musiał uciekać ze swojego mieszkania, bo było na linii ataków. Dziś bardzo często, gdy wybieram się w świat, zastanawiam się, czy to miejsce jest bezpieczne.
Rolą polityków jest m.in. zapewnienie nam bezpieczeństwa, z kolei pani mówi, że polityka to brud.
Rzeczywiście staram się od polityki, tak jak od służby zdrowia (śmiech), trzymać z daleka – poza jednym szpitalem w Otwocku, gdzie od lat jestem pacjentką prof. Jarosława Czubaka. Gdyby tak wyglądały wszystkie szpitale, w Polsce byłby raj. Mam swoje przekonania polityczne i zasady, które nawigują mnie w życiu.
Mój tata zawsze mówił: „Pamiętaj dziewczyno, nie baw się w żadną politykę. Nie chciej zostać prezydentem ani nawet przewodniczącym rady szkolnej, bo za tym zawsze ciągnie się szambo". Dlatego unikam takich wątków i tematów.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.