Wydawca Fakt Premium
Redaktorka Fakt.pl
Za zamkniętymi drzwiami domów i na szyfrowanych komunikatorach przez lata działały internetowe społeczności mężczyzn, którzy mieli odurzać i wykorzystywać seksualnie kobiety. Gdy świat obiegł reportaż CNN o tzw. "akademiach gwałtu", okazało się, że ślady prowadzą także do Polski. Jak ustalił "Fakt", pierwsze informacje o jednym z polskich podejrzanych przekazała brytyjska policja. — Informację o przestępstwie otrzymałem za pośrednictwem Biura do Walki z Handlem Ludźmi Komendy Głównej Policji — ujawnia prok. Marcin Kozak.
Akademie gwałtu. Prokurator ujawnia, jak brytyjska policja wpadła na Polaków Foto: Wojtek Jargiło/PAP, 123RF, Artit Oubkaew / Alamy Stock Photo / Be&w W centrum tej historii znalazła się sprawa Gisèle Pelicot z Francji, której dramat wstrząsnął Europą. To jednak nie był odosobniony przypadek. Podobny mechanizm badano także w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i Polsce.
Jak brytyjska policja trafiła na polski trop? Dlaczego sprawa jednego podejrzanego zaprowadziła śledczych do Lublina, a kolejne działania służb doprowadziły do zatrzymań w Wielkopolsce? "Fakt" dotarł do kulis postępowań i ustaleń prokuratury oraz policji.
To właśnie dzięki współpracy zagranicznych służb polscy śledczy trafili na trop mężczyzn podejrzanych o przestępstwa wpisujące się w mechanizm opisany przez CNN jako "akademie gwałtu". Sprawa Gisèle Pelicot sprawiła, że temat chemicznego odurzania partnerek i wykorzystywania ich przez internetowe społeczności zaczął być analizowany jako zjawisko wykraczające poza pojedyncze przestępstwa.
Na zamkniętych forach internetowych i szyfrowanych komunikatorach — m.in. Telegramie i Signalu — miały działać społeczności, których uczestnicy wymieniali się materiałami oraz informacjami dotyczącymi przemocy seksualnej wobec kobiet. Jak wynikało z ustaleń dziennikarskich, część mężczyzn wymieniała się informacjami dotyczącymi odurzania kobiet środkami farmakologicznymi, a następnie wykorzystywania ich, gdy nie były w stanie wyrazić świadomej zgody.
"Akademie gwałtu". Prokurator ujawnia, jak brytyjska policja trafiła na polski trop
Jednym z najważniejszych polskich wątków całej sprawy jest śledztwo prowadzone przez prokuraturę w Lublinie. Jak ustaliliśmy, droga do polskich śledczych prowadziła przez Wielką Brytanię. Na materiały dotyczące przestępstwa jako pierwsze natrafiły brytyjskie służby. Sprawa trafiła następnie do polskiej policji, a później do prokuratury.
— Informację o przestępstwie otrzymałem za pośrednictwem Biura do Walki z Handlem Ludźmi Komendy Głównej Policji — mówi prok. Marcin Kozak.
Jak wyjaśnia śledczy, Biuro otrzymało informacje od brytyjskiej policji, która podczas własnych działań natrafiła na przestępstwo.
— Biuro to otrzymało sygnał od policji brytyjskiej, która podczas swoich czynności natrafiła na to przestępstwo. Brytyjczycy ustalili, że sprawcą i ofiarą są Polacy, po czym udało im się namierzyć dane umożliwiające ich identyfikację — słyszymy.
Po przekazaniu materiałów dowodowych polscy śledczy rozpoczęli działania. Przesłuchano pokrzywdzoną, przedstawiono zarzuty i zatrzymano podejrzanego.
Ze względu na dobro ofiary prokuratura nie ujawnia szczegółów dotyczących sprawy. Wiadomo jednak, że śledztwo zostało zakończone, a oskarżony przebywa w areszcie i oczekuje na proces.
Kolejni podejrzani. "Efekt domina" w Wielkopolsce
Lubelskie śledztwo nie było jedynym polskim postępowaniem dotyczącym tego mechanizmu.
W lipcu tego roku policja zatrzymała kolejnych dwóch mężczyzn — tym razem w województwie wielkopolskim, w powiatach kępińskim i słupeckim. Także w tym przypadku kluczowa okazała się współpraca międzynarodowa. Jak przekazał "Faktowi" Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji, pierwsze informacje pochodziły z Niemiec.
— Początkiem sprawy była informacja przekazana za pośrednictwem Biura Międzynarodowej Współpracy Policji KGP przez niemiecką policję — wyjaśnia przedstawiciel służb.
Policjanci, korzystając z zagranicznych materiałów, rozpoczęli działania mające na celu identyfikację podejrzanych.
— Pierwszego podejrzanego (mieszkaniec pow. kępińskiego, lat 45) zatrzymaliśmy 8 lipca. Drugiego podejrzanego (mieszkaniec pow. słupeckiego, lat 22) policjanci zatrzymali 15 lipca — precyzuje Borowiak.
Obaj mężczyźni trafili do aresztu. Jak ustalił "Fakt", w tej sprawie status pokrzywdzonych mają obecnie dwie kobiety. Przedstawiciel wielkopolskiej policji zwraca uwagę, że schemat działania odpowiada temu, który wcześniej opisali dziennikarze CNN.
— Sprawa ta wpisuje się 1:1 w międzynarodowy proceder wykryty przez dziennikarzy stacji CNN — podkreśla Borowiak.
Kim był "Piotr z Polski"? Tajemnica pseudonimu z reportażu CNN
W amerykańskim reportażu CNN pojawił się pseudonim "Piotr z Polski". Według dziennikarzy miał on oznaczać jednego z aktywnych uczestników internetowej społeczności skupionej wokół przemocy seksualnej.
CNN informowało, że reporterki miały utrzymywać kontakt z osobą ukrywającą się pod tym pseudonimem. Polscy śledczy podchodzą jednak do tej informacji ostrożnie. — Nie wiem, kim jest "Piotr z Polski", funkcjonuje po prostu takie hasło medialne — mówi prok. Kozak.
Jak dodaje, osoba opisywana przez CNN nie mogła kontaktować się z dziennikarzami po rozpoczęciu polskiego postępowania.
— Osoba, którą dziennikarki CNN określają mianem "Piotra z Polski", nie mogła się z dziennikarzami kontaktować z prostej przyczyny: po przyjęciu ustnego zawiadomienia od pokrzywdzonej, mężczyzna ten niezwłocznie usłyszał zarzuty i został tymczasowo aresztowany — słyszymy.
Prokurator wskazuje jednocześnie, że w internecie materiały związane z przestępstwami mogą funkcjonować długo po zatrzymaniu ich autora.
— W internecie funkcjonują różne kanały i czaty – chociażby na Telegramie czy Signalu. Zdarza się, że te same osoby działają w różnych grupach i wymieniają się informacjami. Czasami te same materiały pornograficzne są dystrybuowane różnymi kanałami, na przykład drogą mailową — zauważa śledczy.
To właśnie ten mechanizm może tłumaczyć rozbieżności między ustaleniami CNN a informacjami polskich organów ścigania. Nagrania lub zdjęcia raz umieszczone w sieci mogą być kopiowane i rozpowszechniane przez kolejnych użytkowników, nawet gdy pierwotny sprawca został już zatrzymany.
"Akademie gwałtu" nie tylko we Francji. Śledztwa CNN, Wielka Brytania i sprawa Coco
Polski trop nie pojawił się w próżni. W ostatnich latach kolejne śledztwa dziennikarskie i postępowania prowadzone przez służby różnych krajów ujawniały istnienie internetowych społeczności, w których przemoc seksualna wobec kobiet była nie tylko opisywana, ale miała być także ułatwiana poprzez wymianę doświadczeń.
Dziennikarze wskazywali, że w zamkniętych społecznościach internetowych mężczyźni mieli wymieniać się doświadczeniami dotyczącymi odurzania kobiet, wykorzystywania ich bez zgody oraz sposobów unikania odpowiedzialności.
Według ustaleń amerykańskiej stacji CNN część uczestników takich grup traktowała przemoc jak rodzaj "wyzwania", a ofiary jak obiekty, którymi można się dzielić z innymi użytkownikami. Mechanizm opisany przez CNN przypominał to, co ujawniono wcześniej we Francji w sprawie Gisèle Pelicot — kluczowym elementem było pozbawienie kobiety możliwości świadomego wyrażenia zgody.
Francja. Historia Gisèle Pelicot stała się symbolem
Sprawa Gisèle Pelicot pokazała światu, że podobny schemat może działać także poza internetową anonimowością — w zwykłym domu, wśród ludzi prowadzących pozornie normalne życie.
Przez lata Dominique Pelicot odurzał swoją żonę i zapraszał do ich domu mężczyzn poznanych w sieci. Śledczy znaleźli tysiące zdjęć i nagrań dokumentujących przemoc. W 2024 r. po jednym z najgłośniejszych procesów seksualnych we Francji Dominique Pelicot oraz kilkudziesięciu innych oskarżonych usłyszało wyroki.
Gisèle Pelicot zdecydowała się na jawny proces, mimo że oznaczało to publiczne zmierzenie się z najbardziej traumatycznymi szczegółami swojego życia. Tłumaczyła, że nie chce, aby ofiara nosiła ciężar wstydu. — Wstyd powinien zmienić stronę — mówiła.
Jej historia zwróciła uwagę na jeszcze jeden problem: wielu sprawców nie pasowało do stereotypowego obrazu przestępcy. Byli mężami, ojcami, mieli pracę i prowadzili życie, które z zewnątrz wyglądało zwyczajnie. — To byli zwykli ludzie — mówiła Gisèle Pelicot w rozmowie z "WELT".
Jednocześnie podkreślała, że właśnie ta pozorna normalność jest jednym z najbardziej niepokojących elementów całej sprawy.
Wielka Brytania. "Everyone’s Invited" ujawniło skalę przemocy
Problem internetowych społeczności związanych z przemocą seksualną był szeroko dyskutowany także w Wielkiej Brytanii. W 2021 r. głośno zrobiło się o inicjatywie Everyone’s Invited — platformie stworzonej przez młodą Brytyjkę Somę Sarę, na której tysiące osób anonimowo dzieliły się doświadczeniami dotyczącymi przemocy seksualnej, molestowania i kultury przyzwolenia.
Choć nie była to grupa działająca według schematu opisywanego później przez CNN, sprawa pokazała skalę problemu związanego z przemocą seksualną w środowiskach młodych ludzi oraz to, jak długo ofiary pozostawały bez wysłuchania.
Po ujawnieniu setek świadectw brytyjskie instytucje rozpoczęły debatę dotyczącą edukacji seksualnej, bezpieczeństwa w szkołach i sposobów reagowania na zgłoszenia dotyczące przemocy.
Brytyjskie śledztwa pokazały również inny aspekt problemu: internet może działać nie tylko jako miejsce wymiany treści, ale także jako narzędzie budowania społeczności, w których sprawcy wzajemnie utwierdzają się w przekonaniu, że ich zachowanie jest akceptowalne.
Choć inicjatywa Everyone's Invited nie dotyczyła internetowych grup opisanych później przez CNN, pokazała skalę przemocy seksualnej oraz kultury przyzwolenia, która może sprzyjać jej ukrywaniu i bagatelizowaniu.
Platforma Coco.gg. Francuskie śledztwo ujawniło, jak wykorzystywano anonimowy czat do organizowania przestępstw
Jednym z najgłośniejszych francuskich śledztw była sprawa platformy Coco.gg — anonimowego serwisu czatowego, który według śledczych był wykorzystywany do nawiązywania kontaktów prowadzących do gwałtów oraz innych ciężkich przestępstw. Francuskie śledztwa wykazały również, że platforma była wykorzystywana do handlu narkotykami i innych przestępstw.
Jedną z najgłośniejszych spraw analizowanych przez francuskich śledczych było postępowanie dotyczące mężczyzny, który za pośrednictwem Coco.gg miał organizować spotkania prowadzące do gwałtów na odurzonych kobietach. Jedną z ofiar była kobieta występująca w mediach pod imieniem Hélène.
Śledztwo wokół Coco pokazało, że internetowe platformy mogą stać się przestrzenią, w której przestępcy znajdują ofiary, wymieniają się informacjami i koordynują działania.
Choć sprawa nie była bezpośrednio częścią tzw. "akademii gwałtu" opisywanych przez CNN, wpisywała się w szerszy problem: wykorzystania cyfrowych narzędzi do organizowania przemocy wobec kobiet.
USA. Problem, który wyszedł poza jeden kraj
W Stanach Zjednoczonych problem zamkniętych internetowych społeczności promujących przemoc wobec kobiet od lat opisują zarówno organizacje zajmujące się bezpieczeństwem cyfrowym, jak i media śledcze.
Amerykańscy eksperci zwracają uwagę, że anonimowość sieci może ułatwiać tworzenie środowisk, w których osoby prezentujące skrajne poglądy nie spotykają się z krytyką, lecz znajdują grupę wzmacniającą ich przekonania.
Śledczy podkreślają, że problemem nie jest sam internet, ale sposób, w jaki może być wykorzystywany przez osoby szukające innych sprawców, wymieniające się materiałami lub próbujące ukrywać przestępstwa.
"Chemiczne podporządkowanie jest narzędziem przemocy"
Dla Gisèle Pelicot najbardziej wstrząsające było to, że jej oprawcy nie byli ludźmi żyjącymi poza społeczeństwem. Wielu z nich miało rodziny, pracę i prowadziło zwyczajne życie. Jej zdaniem właśnie dlatego konieczna jest zmiana sposobu myślenia o przemocy seksualnej.
— Chemiczne podporządkowanie jest narzędziem przemocy, a przemoc jest narzędziem męskiej dominacji — mówiła w rozmowie z "WELT". Podkreślała również, że same przepisy prawa nie wystarczą. — Mentalność musi się zmienić — zaznaczała.
Historia Gisèle Pelicot, reportaż CNN oraz śledztwa prowadzone we Francji, Polsce i innych krajach pokazują wspólny mechanizm: przemoc, która przez lata pozostawała ukryta za drzwiami domów, coraz częściej zostawia cyfrowe ślady. To właśnie one pozwalają śledczym łączyć pozornie odrębne sprawy i docierać do międzynarodowych sieci sprawców.
Co myślisz o Fakcie?
Masz ciekawy temat? Napisz do nas list!
Piotr zdradza kulisy pracy w wodociągach. "Raz znalazłem ciało ofiary zabójstwa"
Polka od 20 lat mieszka w Chorwacji. Zdradza nieznane miejsca, gdzie turyści jeszcze nie dotarli
Najpierw smarują się przyspieszaczem, a potem filtrem SPF 50. Kosmetolog komentuje
20 godzin pociągiem do Chorwacji. Pojechałam Adriatic Expressem i już wiem, czego żałuję
Tajniki młodego ciała. Genetyk z Harvardu: proces starzenia można odwrócić
Jak szybko przybierzesz na wadze po odstawieniu Ozempicu? Naukowcy nie mają wątpliwości
Eurojackpot. Odgadnij poprawnie wszystkie kombinacje liczb. Matematyk zdradza, ile trzeba wydać na kupony
Twój pies robi to podczas burzy? Absolutnie mu nie przeszkadzaj
Niesamowity wpływ wody gazowanej na poziom cukru we krwi i metabolizm. Pomaga schudnąć?
Te leki mogą być niebezpieczne w upał. Są popularne wśród Polaków
Masz stłuszczoną wątrobę? Jedz to, zamiast kupować drogie suplementy
Jesz steki, burgery albo sznycle? Naukowcy odkryli związek z jednym z najgroźniejszych nowotworów
Masz taki obwód brzucha? Lekarze ostrzegają. "Ten tłuszcz sprzyja rozwojowi raka"
Cała prawda o przekopie Mierzei Wiślanej. Mamy dane, które jasno to potwierdzają
Kliknąłeś "darmowy okres próbny"? Adwokat zdradza, jak zatrzymać subskrypcję-pułapkę
Chciał płacić mniej alimentów. Usłyszał od terapeuty słowa, których się nie spodziewał
Fenomen Pitbulla. Fani masowo golą głowy i kupują łyse czepki przed jego koncertami
Schudli, odzyskali wagę i zapłacili wysoką cenę. Naukowcy odkryli, co po cichu znika z organizmu
Marines kontra flota cieni Putina. Kulisy akcji na tankowcu, który wozi rosyjską ropę
Zełenski zmienia dowódcę w najtrudniejszym momencie. Stawką jest los Ukrainy i jego własna władza
Gangsterzy, gigantyczne kolejki i ketchup wynoszony do domu. Tak wyglądało otwarcie pierwszego Burger Kinga
Mój pies to chodzące kłopoty, więc chciałam go ubezpieczyć. Dopiero wtedy zobaczyłam, jak bardzo różnią się polisy
Najpierw obsypał ją prezentami, potem kazał jej się "zamknąć". Eksperci ostrzegają przed groźnym mechanizmem
Matematyk po Harvardzie zdradza patent na Lotto. Ta sztuczka zmienia cztery liczby w pięć
Tu czas naprawdę się zatrzymał. Kilkanaście minut od jeziora Garda czeka ukryta perełka
Tabletka zamiast igły. Nadchodzi nowy hit odchudzania. Są już ceny
Obiecała sobie, że znajdzie lekarstwo. Neurolog z Harvardu walczy z Alzheimerem, który zabrał jej rodzinę
Młodzi macho uciekają do Rosji. Myślą, że znajdą tam idealne kobiety. Mogą się mocno zdziwić
Przez dekadę była odurzana i gwałcona. Dziś mówi, jak odbudowuje życie. "Nigdy nie możesz tracić nadziei"
Przełom w sprawie Jowity Zielińskiej. Ekspert wskazuje, co mogło pójść nie tak
Polskie wesela w latach 90. Zamiast luksusowych sal była "budka", kiełbasa z własnej maszynki i sąsiedzi do pomocy
"Zadzwoniłam w dniu jej 18. urodzin. Nie odebrała". Matka od czterech lat nie widziała córki
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.