
Sztuczna inteligencja depcze po piętach rynkowym przestępcom, ale do powszechnego wykorzystania chmury i tokenizacji w domach maklerskich wciąż daleko. O długu technologicznym, odporności systemów transakcyjnych na giełdowy chaos oraz o tym, jak za 5 lat będzie wyglądał rachunek inwestycyjny, mówi Marcin Zaniewicz, ekspert Asseco Poland.
Jacek Misztal, Bankier.pl: Zacznijmy od niezwykle popularnego dziś tematu sztucznej inteligencji. W których obszarach rynku kapitałowego – w algorytmach transakcyjnych, analizie ryzyka czy obsłudze klienta – AI wnosi obecnie największą wartość?
Marcin Zaniewicz, Asseco Poland : Jeśli chodzi o rozwiązania wdrażane obecnie w firmach inwestycyjnych, to mówimy tu przede wszystkim o analizie ryzyka i obsłudze klienta.
Przez analizę ryzyka rozumiemy głównie samouczące się algorytmy i wykorzystanie sztucznej inteligencji do identyfikowania potencjalnych ryzyk na rynku. Mówimy tutaj o nadużyciach i sytuacjach związanych z manipulacją np. kursem rynkowym. Istniejące rozwiązania są dosyć drogie i mało elastyczne, ponieważ bazują na stałych wzorcach. Zastosowanie AI w tym obszarze pozwala przede wszystkim identyfikować wzorce takich zachowań i ograniczać ich skalę. To niewątpliwie zaleta, bo przestępcy stale próbują nowych metod manipulowania rynkiem kapitałowym czy wykorzystania go do osiągania nieuprawnionych zysków. Metody, które stosujemy, nie stawiają nas może krok przed nimi, ale na tyle blisko, że czują nasz oddech na plecach. Firmy inwestycyjne są w stanie szybko identyfikować potencjalne nadużycia i odpowiednio je raportować.
Drugim zagadnieniem jest obsługa klienta. Dostrzegamy tu dużą zmianę, bo istnieje wiele czynności niekoniecznie związanych bezpośrednio z bieżącą obsługą działalności inwestycyjnej klienta, a jednocześnie uciążliwych i czasochłonnych dla brokerów. Doskonałym przykładem jest sytuacja, w której klient zapomniał hasła i musi przejść proces ponownego uwierzytelnienia. Kiedyś angażowało to pracowników call center, a dziś dzięki sztucznej inteligencji można to zrealizować całkowicie automatycznie z poziomu aplikacji lub za pomocą rozmowy z inteligentnym voicebotem.
Asseco Poland Czy w ostatnich latach schematy działania rynkowych oszustów mocno się zmieniły?
Szczegółowe zgłoszenia trafiają bezpośrednio do Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego, my natomiast skupiamy się na dostarczaniu technologii. Wiemy jednak, że metody te cały czas ewoluują. Przestępcy próbujący wykorzystać rynkowe podatności również wspomagają się sztuczną inteligencją i zaawansowanymi algorytmami do maskowania swoich działań. Rynek kapitałowy wbudował jednak w siebie pewien poziom systemowej odporności, a nasze metody obrony są równie zaawansowane.
Na ile firmy inwestycyjne są dziś otwarte na technologię chmury obliczeniowej? Czy to popularne rozwiązanie, czy wciąż barierą pozostają kwestie bezpieczeństwa i regulacji?
Najkrótsza odpowiedź brzmi: to zależy. Zależy to od wielu czynników, między innymi od kwestii regulacyjnych, bo firmy inwestycyjne funkcjonują w mocno ograniczonym środowisku. W związku z tym wdrażanie rozwiązań, które opartych na chmurze – czy to publicznej, prywatnej, czy hybrydowej – wymaga bardzo szczegółowej analizy ryzyka, aby zapewnić zgodność działania z obowiązującymi przepisami prawa. To jeden z czynników ograniczających wykorzystanie chmury, wynikający z ostrożności. Dlatego nie jest powszechne przenoszenie podstawowych systemów biur maklerskich, odpowiedzialnych za codzienne działanie i obsługę klientów, rozliczanie transakcji czy obsługę zleceń, do modelu chmurowego.
Natomiast coraz bardziej powszechne staje się wykorzystanie chmury obliczeniowej do realizacji funkcji pomocniczych. Chodzi o działania, które nie są związane bezpośrednio z podstawową działalnością maklerską, a ryzyko ich działania poza infrastrukturą biura maklerskiego jest dużo mniejsze dla poprawności funkcjonowania całej instytucji.
Drugim czynnikiem, o którym nie należy zapominać, jest dług technologiczny w biurach maklerskich. Wiele eksploatowanych dziś rozwiązań to systemy typu legacy, które bardzo trudno implementować i uruchamiać w środowiskach chmury obliczeniowej. A nawet jeśli jest to możliwe z technicznego punktu widzenia czy z perspektywy bezpieczeństwa, to koszt uruchamiania takich rozwiązań w chmurze w porównaniu z kosztem eksploatacji we własnym środowisku czyni takie inicjatywy nieopłacalnymi.
Dlatego istotne z punktu widzenia firm inwestycyjnych, a zwłaszcza biur maklerskich, jest to, aby aktualizowały i rozwijały swoje rozwiązania tak, by mogły być eksploatowane zarówno w modelu on-premise, czyli w infrastrukturze biura, jak i w chmurze obliczeniowej – w tym przypadku oczywiście w prywatnej chmurze obliczeniowej.
To nie jest też proces, który da się zrealizować w ciągu roku czy dwóch. To procesy rozłożone na lata, ponieważ biura maklerskie wykorzystują nie jedno czy dwa rozwiązania, ale często od kilku do kilkunastu systemów. Zapewnienie poprawnej integracji tych rozwiązań w sytuacji, gdy część z nich jest przestarzała, a część działa w chmurze obliczeniowej, generuje duże wyzwania dla biur maklerskich. To kwestia zbudowania kompetencji w samych firmach inwestycyjnych, zawarcia umowy z rzetelnym dostawcą usług chmurowych oraz posiadania lub zakupu rozwiązań, które nadają się do eksploatacji w chmurze.
Zakładam, że ten proces będzie postępował i na pewno część rozwiązań oraz systemów informatycznych biur maklerskich zostanie przeniesiona do chmury, bo zadecydują o tym czynniki ekonomiczne.
Jak systemy transakcyjne radzą sobie w chwilach gwałtownej zmienności rynków, nagłych skoków wolumenów i liczby zawieranych transakcji?
Z punktu widzenia Asseco i pionu, w którym pracuję, który dostarcza systemy transakcyjne, systemy frontendowe dla biur maklerskich, zmienność samych rynków, kursu, wolumenów, a co za tym idzie zmienność liczby zleceń, zawieranych transakcji czy klientów, którzy w danym momencie korzystają z usług systemu – to jest jego immanentna cecha. Projektując, wytwarzając i serwisując rozwiązania dla biur maklerskich, zakładamy od początku, że taka zmienność występuje. Moment jej pojawienia się i długość są nieokreślone. To, moim zdaniem, duża różnica w stosunku do innych rozwiązań funkcjonujących w sektorze finansowym, bo banki rzadko mają styczność z tego typu wydarzeniami. Dlatego już na etapie tworzenia systemu i jego późniejszego utrzymania implementujemy rozwiązania, które umożliwiają działanie w takich warunkach. Dzięki wykorzystaniu światowych standardów nadzorowania i budowania skalowalnych rozwiązań – redundantnych, bezpiecznych i wydajnych – zapewniamy po pierwsze odpowiedni stos technologiczny, po drugie odpowiednią redundancję zasobów rezerwowych, a po trzecie ciągły nadzór systemów w czasie rzeczywistym.
W momencie gwałtownego wzrostu obciążenia system potrafi dynamicznie włączać kolejne zasoby – dotychczas znajdujące się w trybie standby – a kiedy zapotrzebowanie maleje, automatycznie je zwalnia. Taka optymalizacja jest niezwykle istotna z punktu widzenia kontroli kosztów infrastruktury chmurowej. Co warto podkreślić, naszym systemom nie zdarzyło się, aby były niedostępne w trakcie trwania sesji giełdowej z powodów ich niewydajności czy przeciążenia. Awarie u naszych klientów wynikały z zupełnie innych kwestii, choćby z przecięcia kabli światłowodowych w trakcie prac budowlanych przy budynku firmy. Wtedy nawet najlepszy, najbardziej redundantny system musi się poddać.
Czy tokenizacja aktywów (np. akcji, obligacji, nieruchomości) to odległa przyszłość, czy realna rynkowa transformacja, do której dostawcy systemów już się szykują?
Przygotowują się do tego zarówno dostawcy usług, jak i regulatorzy, o czym świadczy choćby europejska dyrektywa MiCA, która tworzy ramy prawne dla stokenizowanych instrumentów finansowych. Technologicznie tokenizacja jest już dziś możliwa, jednak nie widać jeszcze masowego zjawiska ani rynkowego przełomu. Moim zdaniem zadecydują tu mechanizmy wolnorynkowe – obecnie brakuje katalizatora, który sprawiłby, że tokeny stałyby się atrakcyjniejsze od klasycznych papierów wartościowych. Inwestorzy ani emitenci nie dostrzegają jeszcze ich przewagi.
Uważam, że tokenizacja najpierw znajdzie swoją niszę w sektorze prywatnym, na rynku niepublicznym, w crowdfundingu czy podczas finansowania startupów. Skrócenie cyklu rozliczeniowego – jak obecne T+1 w Stanach Zjednoczonych czy planowane przejście w Europie – a docelowo rozliczanie transakcji w czasie rzeczywistym mogłoby być czynnikiem, który spopularyzuje blockchain. Wymagałoby to jednak potężnych nakładów finansowych po stronie giełd, depozytów i brokerów, a obecnie nie widać uzasadnienia biznesowego dla takich inwestycji. W perspektywie kilku najbliższych lat będzie to więc pewna alternatywa, ale bez szans na zdominowanie rynku w np. dwu-, trzyletnim okresie.
Skoro już trochę wybiegliśmy w przyszłość, to jak za pięć lat będzie wyglądał standardowy rachunek inwestycyjny? Czy np. wbudowany doradca AI, analizujący nasze inwestycje, stanie się dostępnym dla wszystkich standardem?
Przede wszystkim chciałbym, aby każdy dorosły Polak posiadał rachunek inwestycyjny z myślą o oszczędzaniu na przyszłość. Z technicznego punktu widzenia rynek zdecydowanie przesuwa się w stronę aplikacji mobilnych oraz agregacji danych z wielu źródeł w jednym miejscu. Już teraz widzimy powstawanie unijnych ram prawnych, które umożliwią klientowi dostęp do informacji o posiadanych akcjach, funduszach, ETF-ach i aktywach niepublicznych z poziomu jednego pulpitu.
Sztuczna inteligencja będzie wspierała mnie w tym, że wszystkie zagregowane informacje na temat moich inwestycji będą prezentowane w jednym miejscu. Dzięki mechanizmom AI informacje będą mogły być pokazywane w sposób zgodny z moją percepcją, doświadczeniem, wykształceniem i znajomością rynków kapitałowych. Dziś tego na pewno brakuje. Świadome inwestowanie często wymaga samodzielnego zdobywania wiedzy. AI może nas w tym wspierać, prezentując portfel w sposób przyjazny i zrozumiały dla każdego. To będą instrumenty o większym lub mniejszym ryzyku, lepiej dopasowane do naszego profilu behawioralnego i horyzontu inwestycyjnego – takie, które na przykład nie do końca nam odpowiadają, a także takie, których mamy za mało. I tutaj widzę obszar dla zaangażowania AI.
Można też założyć, że AI będzie analizować nasz track record i – w przeciwieństwie do dzisiejszej sytuacji, gdy musimy samodzielnie lub przy pomocy arkusza Excel analizować historię rachunku z jednej instytucji – będzie zbierać informacje o wszystkich naszych aktywach finansowych i na tej podstawie dokonywać analizy efektywności inwestycyjnej oraz pewnych prognoz. Wskazując klasę instrumentów, na przykład fundusze, ETF-y czy akcje, które są dla nas najbardziej odpowiednie, znowu biorąc pod uwagę nasz profil behawioralny i horyzont inwestycyjny.
Czy te rozwiązania będą za darmo? Nie sądzę, bo już dziś korzystanie z bardziej zaawansowanych LLM-ów wiąże się z koniecznością opłacania abonamentów. I pewnie tak będzie w przyszłości. Widzę jedną różnicę – abonament za korzystanie z usługi takiego wirtualnego wsparcia inwestycyjnego nie będzie oferowany w ramach usług biura maklerskiego, ale będziemy go kupowali niezależnie.
Zakładam, że ta opłata będzie na tyle niska, a w zestawieniu ze zwiększoną opłacalnością czy bezpieczeństwem inwestycji będzie przez inwestorów postrzegana jako korzystna. Nie widzę przeszkód, aby również firmy inwestycyjne były dostawcą tego typu usług. Mogłyby współpracować z dostawcami globalnych modeli AI albo wypracować własne rozwiązania agentowe i dostarczać je klientom w zamian za dodatkową opłatę. Nie tylko po to, aby optymalizować rachunek inwestycyjny w tej instytucji, ale także po to, aby klient mógł za pomocą tego mechanizmu zebrać dane o wszystkich swoich aktywach i zarządzać nimi w jeden spójny oraz bezpieczny sposób.
Jestem jednak bardzo sceptyczny wobec tezy, że AI miałaby służyć przeciętnemu inwestorowi detalicznemu jako zaawansowane narzędzie do rynkowej predykcji w obszarze tradingu. Koszt dostępu do potężnych ośrodków obliczeniowych i zaawansowanych modeli agentowych jest po prostu zbyt wysoki, by indywidualny klient miał szansę w tej walce konkurować z wielkimi funduszami hedgingowymi, tak jak nie ma jej dziś.
Na koniec, gdyby miał Pan wskazać największe technologiczne zagrożenia i wyzwania dla firm maklerskich – co by to było?
Wskazałbym tu trzy kluczowe obszary wyzwań. Pierwszym z nich jest niewątpliwie cyberbezpieczeństwo rozwiązań – zarówno samej instytucji finansowej, tak aby jej systemy były bezpieczne, niezawodne i wydajne, jak i bezpieczeństwo samych klientów. Mamy świadomość, że skala prób ataków i pozyskiwania danych niezbędnych do uwierzytelnienia oraz autoryzacji transakcji jest ogromna i praktycznie codziennie słyszy się o kolejnych ofiarach oszustw, które straciły pieniądze z rachunku bankowego czy z innego źródła. Instytucje finansowe muszą nieustannie rozwijać swoją cyberodporność, bo tak jak przestępcy rozwijają swoje techniki i metody, tak i tarcza, którą się chronimy, musi być cały czas rozwijana.
Drugie wyzwanie to ciągły rozwój i dostosowywanie platform do zmieniających się regulacji – np. wprowadzanych od stycznia rachunków OKI, co będzie wymagało dostosowania wszystkich systemów. I między innymi my nad tym intensywnie pracujemy, aby już wkrótce dostarczyć klientom takie gotowe rozwiązanie. Ale rynek cały czas się rozwija, możliwości też się zmieniają i wymaga to stosowania narzędzi, które w perspektywie długo- i średniookresowej będą dawały możliwość łatwej integracji, podnoszenia poziomu bezpieczeństwa i wydajności działania.
Jeszcze kilkanaście lat temu dostęp do rynków zagranicznych dla przeciętnego inwestora indywidualnego był bardzo skomplikowaną i złożoną kwestią. Dziś praktycznie każdy broker detaliczny obsługujący klientów w Polsce oferuje taką usługę, a ona jest w całości realizowana elektronicznie – mówię tu o klientach, na rzecz których Asseco dostarcza rozwiązania. Oznacza to, że jeżeli z telefonu czy z aplikacji webowej klikam „Kup” akcje spółki notowanej na Euronext, w Londynie czy w Nowym Jorku, to zlecenie w ciągu paru sekund trafia na rynek, a potwierdzenie zawarcia transakcji w równie krótkim czasie wraca do mnie i papiery są już na rachunku. Jeszcze kilkanaście lat temu było to niemożliwe.
Trzeci aspekt to rozwój masowego doradztwa inwestycyjnego, również wspieranego przez AI. Polacy stają się coraz bogatsi, co pokazują statystyki. Rośnie zainteresowanie i świadomość funkcjonowania rynków kapitałowych, a inaczej mówiąc – rośnie świadomość tego, że są one alternatywą. Rynki kapitałowe są alternatywą i ludzie chcą te środki inwestować. Nie chcą spędzać czasu przed monitorem, analizować rynków, składać zleceń, weryfikować transakcji i na bieżąco dostosowywać portfela do strategii. Wolą powierzyć te czynności wyspecjalizowanym, kompetentnym instytucjom, jakimi są brokerzy. I brokerzy takie usługi oferują. Dla mniej zamożnych jest to modelowe doradztwo inwestycyjne oraz portfele zdywersyfikowane budowane jako otwarte fundusze, ETF-y czy wreszcie instrumenty takie jak akcje lub obligacje. Takie rozwiązania dzięki technologii są tanie i dostępne praktycznie dla Kowalskiego. Mówimy tu o bardzo niskim progu wejścia – kilku, kilkunastu tysiącach złotych. Ale żeby to działało efektywnie, konieczne są zautomatyzowane, wydajne rozwiązania, które wspierają i klienta, i firmę inwestycyjną w świadczeniu tej usługi.
Jednocześnie biura maklerskie muszą zapewniać zaawansowane systemy wealth management dla klientów zamożnych posiadających bardzo zdywersyfikowany majątek. Mówimy nie tylko o aktywach giełdowych, mówimy również o inwestowaniu w nieruchomości, w spółki niepubliczne. To wszystko trzeba obsługiwać tak, aby klientowi dostarczyć zawsze aktualną i wiarygodną informację o efektywności jego inwestycji oraz o tym, ile rzeczywiście zarobił oraz jakie koszty poniósł.
Podsumowując: cyberbezpieczeństwo, ciągły rozwój systemów pod kątem wydajności i dostępności oraz rozbudowa o nowe usługi, które można podzielić na dwa obszary: modelowe doradztwo inwestycyjne skierowane do przeciętnego Kowalskiego i usługi typu wealth management skierowane do klientów zamożnych.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.