Jak zauważył wicedyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Dariusz Gawin, w przeciwieństwie do wcześniejszych, monograficznych albumów wydanych przez muzeum, ten ma autora zbiorowego. Publikacja zawiera zdjęcia 23 fotoreporterów, którzy służyli w Referacie Fotograficznym Biura Informacji i Propagandy Armii Krajowej. W podziemnej strukturze każdy z nich miał stanowisko Prasowego Sprawozdawcy Wojennego (PSW).
Ta informacja ma podwójne znaczenia. Po pierwsze pokazuje, że Armia Krajowa, jak i Polskie Państwo Podziemne, były organizacjami nowoczesnymi. Ci ludzie myśleli nowocześnie o zbiorowym wysiłku, jakim było prowadzenie wojny i powstania. Starali się, żeby ten wysiłek był dokumentowany już w trakcie wydarzeń. To dowodzi wielkiej przenikliwości - mówił podczas premiery albumu "Fotograf na wojnie. 36 klatek" Dariusz Gawin.
A jednocześnie zbiorowy charakter tego albumu to także symbol Powstania Warszawskiego jako zbiorowego wysiłku Warszawiaków i Polaków. Powstanie Warszawskie to jeden z największych aktów polskiej samoorganizacji, polskiego wysiłku zbiorowego, polskiej przyjaźni, polskiej pracy ramię w ramię. Bez tego nie było Powstania Warszawskiego, Państwa Podziemnego i Armii Krajowej - szukał szerszych kontekstów wicedyrektor muzeum.
Fotoreporter na ulicy Wareckiej, sierpień 1944Źródło zdjęcia: nieznany PSW / MPW Prawdziwy wymyślony bohater idzie przez Warszawę
Pierwsza część książki to fotoreportaż stworzony z 36 ujęć (tyle klatek mieściło się zwykle na kliszy), które układają się w zapis reporterskiej wędrówki po walczącej Warszawie. Wyboru z puli około 700 fotografii, które przetrwały i są w kolekcji muzeum, dokonał fotoreporter Wojciech Grzędziński. - Te symboliczne 36 zdjęć opisuje powstanie w różnych jego aspektach. Chciałem pokazać nie tylko wysiłek zbrojny, ale także cierpienia cywilów, strach i inne emocje. W tych 36 obrazach jest pełen opis tego, czym było Powstanie Warszawskie - opowiadał Grzędziński. - Najważniejsze zdjęcia pokazują życie codzienne, bo na każdej wojnie cywile cierpią najbardziej - dodał.
Zdjęciom towarzyszy pierwszoosobowa narracja, którą stworzył reporter Paweł Reszka. - Kiedyś w drodze na Ukrainę rozmawialiśmy z Wojtkiem o zdjęciach z powstania. Doszliśmy do wniosku, że wojny mają coś uniwersalnego dla dziennikarzy, którzy robią ciągle to samo - muszą być bardzo blisko, muszą ryzykować swoje życie, ale przede wszystkim muszą dużo chodzić. Praca dobrego dziennikarza i fotoreportera to ciągłe łażenie - wspominał Reszka.
Powstańcy i ludność cywilna przy barykadzie na skrzyżowaniu Chłodnej i ŻelaznejŹródło zdjęcia: Stefan Antoni Koper "Nienaski", MPW Powstańcy ze zdobytą bronią, stojący u wylotu Czackiego na ŚwiętokrzyskąŹródło zdjęcia: Joachim Joachimczyk "Joachim", PSW [autor] Zgromadzeni na pl. Napoleona obserwują pożar kamienicy na rogu Świętokrzyskiej i MazowieckiejŹródło zdjęcia: Albert Gerlach "Hawrań", PSW [autor] Transport pacjenta ze szpitala na rogu Świętokrzyskiej i Jasnej do nowej lokalizacji przy Zgody 11Źródło zdjęcia: "Topór I" / MPW Powstańcy niosący ulicą Tamka pojemniki z pociskami do granatnika przeciwpancernego PIAT i zwinięty spadochronŹródło zdjęcia: nieznany PSW / MPW Przygotowania do pogrzebu ofiar bombardowania filharmonii na skwerze przy Jasnej 1Źródło zdjęcia: Joachim Joachimczyk "Joachim", MPW Dzieci oglądające przedstawienie teatrzyku kukiełkowego na podwórzu kamienicy przy KonopczyńskiegoŹródło zdjęcia: Joachim Joachimczyk "Joachim" / MPW Powstańcy i pracownik Wodociągów przy włazie na ul. Nowy Świat 53Źródło zdjęcia: Joachim Joachimczyk "Joachim", MPW Najpierw podtrzymać na duchu, potem zdokumentować śmierć
Druga część albumu ma charakter katalogu zawierającego ponad 150 fotografii PSW, którym towarzyszą cytaty z gazet powstańczych, plakaty czy znaczki prasowe. Podzielono ją na dwa rozdziały zatytułowane Informacja i Propaganda. - Dziś odbieramy pojęcie propagandy pejoratywnie, wtedy miało inne znaczenie. Nie było postrzegane jako manipulacja, ale jako podtrzymywanie wiary w zwycięstwo - zauważyła Katarzyna Utracka, historyczka z Muzeum Powstania Warszawskiego.
Tak też zadaniowano sprawozdawców, przynajmniej na początku. - Głównym tematem w pierwszych dniach były zwycięstwa powstańcze. Bardzo chętnie fotografowano zrzuty alianckie i zdobycze, działalność służb pomocniczych, pojawiali się bohaterowie, konkretni żołnierze. Był nacisk na pokazywanie tego, co ucieszy Warszawiaków, podtrzyma ich na duchu - opisywała historyczka.
Doprecyzowała, że Prasowych Sprawozdawców Wojennych było 45, w tym co najmniej cztery kobiety (kilku pseudonimów do dziś nie rozszyfrowano, więc nie można wykluczyć, że było ich więcej). Wśród PSW byli fotografujący, piszący, ale też tacy, którzy potrafili połączyć oba te zadania. - Materiały ukazywały się w prasie powstańczej, najczęściej w dodatku ilustrowanym do Biuletynu Informacyjnego, albo były rozlepiane na murach - wyjaśniała dr Utracka.
Spójrzmy na ten entuzjazm. Stefan Antoni Koper "Nienaski" sfotografował 4 lub 5 sierpnia barykadę na skrzyżowaniu Chłodnej i Żelaznej. Humor dopisuje ferajnie. Ktoś trzyma portret generalnego gubernatora Hansa Franka. Został patronem barykady. 23 sierpnia, ulica Czackiego. Na fotografii Joachima Joachimczyka "Joachima" grupa powstańców ze zdobycznym niemieckim karabinem maszynowym. Kadr z połowy sierpnia, autor nieznany PSW. Kamienica przy Tamce udekorowana polskimi flagami. Powstańcy targają pojemniki z pociskami do granatnika i zwinięty spadochron.
Bluzki ze spadochronów i zdobyczne panterki. Tak nosiła się Warszawa
Ocalił 400 odbitek, przekazał je do muzeum
W zbiorach Muzeum Powstania Warszawskiego znajduje się około 700 zdjęć autorstwa Państwowych Sprawozdawców Wojennych, z czego około 400 odbitek podarował Edward Koczywąs, powstaniec z batalionu Kiliński. Wyniósł je pod koniec powstania ze zniszczonego archiwum Biura Informacji i Propagandy przy Szpitalnej 8, gdzie mieszkał. Można go uznać za cichego bohatera tej publikacji.
Albumowi "Fotograf na wojnie. 36 klatek" towarzyszy wystawa w Galerii Plenerowej Łazienek Królewskich, czyli na ogrodzeniu wzdłuż Alej Ujazdowskich. Rozpoczyna się w piątek, 31 lipca.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.