Mario Roggero stał się bohaterem jednej z najgorętszych debat we Włoszech. Dla jednych jest człowiekiem, który bronił swojej rodziny przed brutalnym napadem. Dla innych – właścicielem sklepu, który przekroczył granice prawa i sam wymierzył sprawiedliwość. Dziś jego zwolennicy czekają na decyzję prezydenta Sergio Mattarelli ws. ewentualnego ułaskawienia.
Kilka sekund obrazu z kamery monitoringu, które podzieliły całe Włochy. Niewielki sklep jubilerski, zamaskowani mężczyźni, chaos i strach. Potem kamera pokazuje to, co wydarzyło się przed budynkiem. Scenę, która na zawsze zmieniła życie kilku rodzin.
Dla jednych był to moment, w którym właściciel sklepu postanowił walczyć o siebie i swoich najbliższych. Dla innych – chwila, w której została przekroczona granica, której w państwie prawa przekraczać nie wolno. Od tamtego dnia Włosi spierają się o jedno: gdzie kończy się obrona konieczna, a zaczyna samosąd?
DLA CIEBIEBrutalne pobicie w McDonaldzie. Policja publikuje nagranie
Czy człowiek, który chwilę wcześniej przeżył brutalny napad, może działać pod wpływem strachu? Czy kilka minut po zagrożeniu nadal można mówić o obronie własnej? A może prawo musi wyznaczać granicę nawet wtedy, gdy emocje podpowiadają coś zupełnie innego? Dopiero później kraj poznał nazwisko człowieka znajdującego się w centrum tej historii.
Mario Roggero.
Kilka minut, które zmieniły życie trzech rodzin
Był 28 kwietnia 2021 r. Do sklepu jubilerskiego Mario Roggero w Grinzane Cavour w Piemoncie weszło trzech zamaskowanych mężczyzn. Dwóch z nich miało przy sobie broń. W środku znajdowali się właściciel sklepu, jego żona i córka. Napastnicy zabrali kosztowności, wcześniej obezwładniając rodzinę jubilera.
Całe zdarzenie zarejestrowały kamery monitoringu. Nagranie stało się jednym z najważniejszych dowodów w późniejszym procesie. Na filmie widać dwóch zamaskowanych mężczyzn opuszczających sklep. Chwilę później pojawia się Roggero. 66-letni jubiler wychodzi z bronią i rusza za uciekającymi. Na parkingu oddaje kilka strzałów.
Giną dwaj uczestnicy napadu: 58-letni Giuseppe Mazzarino i 44-letni Andrea Spinelli. Trzeci z mężczyzn Alessandro Modica zostaje ranny, ale przeżywa. Późniejsze ustalenia śledczych wykazały, że broń, którą miał jeden z napastników, była repliką. Dla sądu najważniejszy okazał się jednak moment, w którym padły strzały. Nie sam napad, nie chwile grozy wewnątrz sklepu, lecz to, co wydarzyło się później.
W chwili strzelaniny rabusie byli już poza budynkiem i właśnie wokół tego szczegółu przez lata toczyła się cała sprawa.
Granica samoobrony
Mario Roggero od początku utrzymywał, że działał, ponieważ chciał chronić siebie i swoją rodzinę. Jego obrońcy przekonywali, że kilka minut wcześniej zobaczył sytuację, której nikt nie chciałby przeżyć: uzbrojonych ludzi w swoim sklepie, żonę i córkę w niebezpieczeństwie oraz realną obawę o życie.
Według prawników jubiler nie działał z zimną kalkulacją. Był człowiekiem znajdującym się pod wpływem ogromnego stresu i traumy Obrona wskazywała również, że Roggero mógł nadal postrzegać zagrożenie jako realne. Jeden z napastników miał przedmiot przypominający prawdziwą broń, a sam przebieg napadu pozostawił go w stanie silnego wzburzenia.
Sądy nie przyjęły jednak tej argumentacji. Według sędziów w momencie oddawania strzałów sytuacja wyglądała inaczej. Napastnicy uciekali, a bezpośrednie zagrożenie dla jubilera i jego rodziny minęło. To oznaczało, że nie można było mówić o obronie koniecznej.
15 lipca 2026 r., po procesie pierwszej instancji i apelacji w Turynie, zapadł prawomocny wyrok: 14 lat i dziewięć miesięcy więzienia. Włoskie media poinformowały, że Roggero sam zgłosił się do zakładu karnego w Fossano. Przed rozpoczęciem odbywania kary opublikował nagranie skierowane do tych, którzy stawali w jego obronie. Podziękował im za wsparcie i wezwał do dalszej walki o system sprawiedliwości, który – jak mówił – powinien skuteczniej reagować na "szerzącą się przestępczość".
Dla sądu sprawa była zakończona, dla włoskiej opinii publicznej dopiero się zaczynała.
Bohater prawicy, symbol sporu o bezpieczeństwo
Prawomocny wyrok nie zakończył historii Mario Roggero. Dla części Włochów skazany jubiler to symbol obywatela ukaranego za to, że próbował obronić siebie i swoją rodzinę. W mediach społecznościowych wokół Roggero powstała społeczność zwolenników. Jubiler publikował nagrania, w których przedstawiał swoją wersję wydarzeń, a sympatycy organizowali wsparcie finansowe na pokrycie kosztów prawnych.
To właśnie ten rozdźwięk między wyrokiem sądu a oceną części opinii publicznej sprawił, że "La Stampa" napisała: "Mario Roggero mógł zostać skazany przez sędziów, ale sąd internetowy go uniewinnił".
Sprawa szybko przestała być wyłącznie kwestią prawną. Stała się symbolem większej debaty: o bezpieczeństwie, prawie do obrony własnego mienia i o tym, gdzie państwo powinno postawić granicę między ochroną obywatela a samodzielnym wymierzaniem sprawiedliwości.
Najbardziej zdecydowanie po stronie jubilera stanął wicepremier Matteo Salvini. Lider Ligi przekonywał, że osoby zaatakowane we własnych domach lub miejscach pracy powinny mieć większe wsparcie państwa.
O możliwości ułaskawienia mówił także Antonio Tajani, wicepremier i lider Forza Italia. W rozmowie z "Corriere della Sera" stwierdził, że byłby "za aktem łaski", ponieważ reakcja jubilera była "niewspółmierna, z pewnością nierozważna", ale jednocześnie zaznaczył, że Roggero "nie jest zawodowym przestępcą".
W sprawie wypowiedział się również Roberto Vannacci, lider partii Narodowa Przyszłość. Polityk podkreślał, że nie chce zastępować sędziów w ocenie prawnej sprawy, ale zwracał uwagę na początek całej historii. Jego zdaniem, gdyby nie napad na sklep jubilerski, Mario Roggero mógłby nadal prowadzić spokojne życie i nie doszłoby do śmierci dwóch osób.
Dla przeciwników takiej narracji nawet brutalny napad nie daje obywatelowi prawa do wymierzania kary osobom, które uciekają z miejsca przestępstwa. Politycy opozycji oskarżali rządzącą koalicję o wykorzystywanie sprawy do celów politycznych i podkreślali, że prawomocny wyrok sądu powinien zostać uszanowany.
Do sprawy odniosło się także Krajowe Stowarzyszenie Sędziów i Magistratów (ANM). Organizacja poinformowała, że po ogłoszeniu wyroku do sędziów zaangażowanych w sprawę trafiały groźby, obelgi i wiadomości pełne nienawiści. ANM wyraziło solidarność z sędziami z Piemontu oraz z sędziami Sądu Najwyższego, którzy utrzymali wcześniejsze decyzje. Ale za politycznym sporem pozostają ludzie, którzy muszą żyć z konsekwencjami tamtego dnia.
Dwie rodziny, jedna tragedia
Po jednej stronie tej historii jest jubiler, który mówi o strachu i walce o bezpieczeństwo najbliższych. Po drugiej – rodziny ludzi, którzy zginęli podczas ucieczki po napadzie. Caterina Spinelli, siostra Andrei Spinellego, jednego z dwóch zabitych rabusiów, nie próbuje usprawiedliwiać swojego brata. Wie, że uczestniczył w napadzie i że musiał ponieść konsekwencje. Ale uważa, że kara nie powinna oznaczać śmierci.
– Andrea popełnił błąd i musiał za to zapłacić, ale jego skazanie powinno nastąpić w sądzie, a nie na skutek użycia broni palnej – powiedziała. Jej słowa nie są próbą przedstawienia brata jako niewinnej ofiary. – Mamy najwyższy szacunek dla wyroku i skazania. Nie jesteśmy złymi ludźmi – podkreśliła.
Jednocześnie wspomina człowieka, którego znała przez całe życie, a nie tylko z sądowych dokumentów. – Nie był potworem. Miał ciemne strony, ale wniósł do nas całe swoje światło – mówiła. Opowiadała o ich relacji i o tym, że Andrea wspierał ją podczas choroby genetycznej. – Mówił mi: "Chciałbym móc wziąć na siebie twoją chorobę". Dał mi tyle siły.
Wśród najważniejszych wspomnień wymieniała zwyczajne chwile: rodzinne grille, wyjazdy do Gardalandu i codzienne rozmowy. Najbardziej brakuje jej jednak prostego rytuału: – Kiedy się żegnaliśmy, zawsze paliliśmy ostatniego papierosa.
Caterina przyznała, że po śmierci brata jej rodzina musiała zmierzyć się nie tylko z żałobą, ale również z oceną opinii publicznej. – Straciliśmy brata, syna i męża. Media żywią do nas ogromną niechęć, mimo że zawsze rozumieliśmy ból drugiej strony – powiedziała.
Mimo tragedii nie sprzeciwia się ewentualnemu ułaskawieniu jubilera przez prezydenta. – Mam wiarę w Mattarellę. On będzie wiedział, co jest najlepsze – stwierdziła.
Ostatnie słowo może należeć do prezydenta
Sprawa Maria Roggero nie zakończyła się wraz z prawomocnym wyrokiem. Dziś jego zwolennicy patrzą w stronę Pałacu Prezydenckiego i Sergia Mattarelli. To właśnie prezydent Włoch może zdecydować o ewentualnym akcie łaski wobec jubilera skazanego za zabicie dwóch uciekających rabusiów.
Minister sprawiedliwości Carlo Nordio wszczął procedurę dotyczącą możliwości ułaskawienia Roggero. Wniosek ten stał się częścią szerszej politycznej debaty. Dla obrońców jubilera byłby to gest sprawiedliwości wobec człowieka, który znalazł się w ekstremalnej sytuacji. Dla przeciwników – ryzyko podważenia niezależnego wyroku sądu.
W centrum pozostaje jednak pytanie, które od początku dzieli Włochy. Czy w sytuacji skrajnego zagrożenia człowiek może działać inaczej, niż wymaga tego chłodna litera prawa? Czy trauma po napadzie może tłumaczyć decyzję podjętą kilka minut później? I gdzie dokładnie przebiega granica między obroną a zemstą?
Sklep jubilerski w Grinzane Cavour znów działa. Podniesiona roleta oznacza próbę powrotu do normalności, ale historia, która wydarzyła się za jego drzwiami, nadal pozostaje otwarta. Mario Roggero i jego zwolennicy czekają na decyzję prezydenta Sergio Mattarelli. Dla jednych będzie ona aktem łaski wobec człowieka, który przeżył brutalny napad. Dla innych – próbą zakwestionowania prawomocnego wyroku.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.