
Chaos w Ceucie był prowokacją Maroka i niepokojącym przykładem wykorzystywania migrantów jako broni – pisze we wtorek „Times”. Brytyjska gazeta podkreśla, że to nie pierwszy taki przypadek, a wśród poprzednich wymienia wydarzenia na granicy polsko-białoruskiej.
„Nagłe sforsowanie granicy, spotęgowane przez media społecznościowe, ewidentnie było polityczną prowokacją Maroka” - podkreśla dziennik w komentarzu redakcyjnym, nazywając masowy napływ ludzi próbą podważenia prawomocności hiszpańskiej kontroli nad eksklawą.
W ocenie gazety było to także wykorzystanie „nagłych fal masowej migracji” jako broni. Times podkreśla, że Maroko stosowało już podobną taktykę wcześniej: w 2021 i 1975 roku. W tym ostatnim przypadku skutkowało to, zdaniem gazety, zrzeczeniem się przez Madryt kontroli nad Saharą Zachodnią.
Zemsta Maroko? W tle spory graniczne
Według dziennika powodem wydarzeń w Ceucie była prawdopodobnie niedawna wizyta premiera Hiszpanii Pedro Sancheza w Algierii, która odrzuca marokańską kontrolę terytorium. W ocenie „Timesa” Rabat reaguje nerwowo na każdy sygnał zbliżenia między Algierem i Madrytem.
„Times” pisze, że podobne wydarzenia mogą być przez niektórych polityków postrzegane jako polityczna szansa, wskazując na wzmocnienie się pozycji prezydenta Turcji po kryzysie humanitarnym z 2015 roku, kiedy to Unia – pod wpływem sugestii kanclerz Angeli Merkel – zapłaciła Ankarze za powstrzymanie napływu ludzi.
Gazeta przytacza też w tym kontekście wydarzenia z granicy polsko-białoruskiej. „Władze przewoziły tysiące potencjalnych migrantów przez zalesione tereny przygraniczne na słabo chronione granice Polski, Litwy i Łotwy. Celem było wywołanie kryzysu humanitarnego i ostatecznie zmuszenie Brukseli do zniesienia sankcji gospodarczych” - czytamy w komentarzu redakcyjnym.
„Times” podkreśla, że kontrolowanie granic to coś więcej niż partyjny slogan. „Chodzi o uniemożliwienie wrogim podmiotom wykorzystywania luk, wywoływania kryzysów i posługiwania się presją nagłego masowego wtargnięcia, by z pominięciem tradycyjnej dyplomacji wymuszać ustępstwa” - pisze gazeta.
„Trudno było oprzeć się wrażeniu, że niedoszli migranci zostali wykorzystani przez Maroko, swą rzekomą ojczyznę, do cynicznej demonstracji” - dodaje dziennik.
W czwartek i piątek około 60 tys. imigrantów wdarło się od strony Maroka, głównie drogą morską, do Ceuty. Zdecydowana większość z nich wróciła już do Maroka.
Władze Hiszpanii szacują, że podczas masowej przeprawy do Ceuty zginęło co najmniej 88 osób, głównie wskutek utonięcia.
"La Croix": Maroko nie mogło tego przeoczyć
Francuski katolicki dziennik „La Croix” ocenia we wtorek, że Maroko, znane na świecie ze swych służb wywiadowczych, nie mogło przeoczyć przygotowań do masowego napływu imigrantów do Ceuty. Dziennik powołuje się na opinię eksperta ds. krajów Maghrebu, Pierre'a Vermerena.
„La Croix” zwraca uwagę na rozbieżności w bilansie ofiar śmiertelnych wydarzeń w Ceucie. Według Marokańskiego Stowarzyszenia Praw Człowieka (AMDH) jest prawie 130 ofiar, nie licząc kilkudziesięciu zaginionych. Hiszpania poinformowała o 72 ofiarach śmiertelnych, a Maroko - o 11. „Każdy ma własną wersję” - zauważa „La Croix”.
Gazeta dodaje, że „taka sama niejasność otacza fakty, które doprowadziły do tej tragedii”.
„Oczywiście, dezinformacyjne wiadomości, rozpowszechniane przez siatki przemytników ludzi, zwodziły perspektywą otwartej granicy” - przyznaje „La Croix”. Natomiast, zdaniem Vermerena masowy napływ ludzi nie mógł wydarzyć się bez wiedzy władz.
Maroko odwróciło wzrok i czekało?
Podkreśla on także, że na trasie z dwóch najbliższych dużych miast - Tangeru i Tetuanu, stale odbywają się kontrole. Vermeren jest zdania, że „w najlepszym wypadku” doszło do braku ingerencji „i nigdy nie dowiemy się, czy był rozkaz z góry”. Ekspert uważa też, że „w szale i determinacji tylu młodych ludzi inicjatywa wymknęła się jej twórcom”.
„La Croix”, komentując reakcję policji w momencie masowego napływu ludzi na granicę, cytuje opinię szefa Niezależnej Komisji ds. Praw Człowieka w Afryce Północnej (CIDH Africa) Naji Moulaya Lahsena. Powiedział on, że według posiadanych przez niego informacji z pierwszej ręki „policja nie chciała uciekać się do użycia siły, które pociągnęłoby za sobą wiele ofiar, co wywołałoby ogromny skandal w Maroku”.
Dziennik zastanawia się, czy wydarzenia mogły być „ostrzeżeniem”, które Rabat miałby wysłać Hiszpanii i Unii Europejskiej. Według Vermerena takie ostrzeżenie mogłoby brzmieć: „uwaga, możemy otworzyć granice, jeśli nie pójdziecie za nami (w kwestii) Sahary Zachodniej albo jeśli wasze oznaki przyjaźni z Algierią są zbyt wylewne”. Naji Moulay Lahsen wskazuje w tym kontekście na odmienne traktowanie Turcji i Maroka przez Unię Europejską w kwestii zarządzania migracjami. Zwraca uwagę, że Turcja otrzymała na ten cel od UE 520 mln euro - pięć razy więcej niż Maroko.
„Niektórzy obserwatorzy widzą w tragicznym epizodzie w Ceucie przejaw napięć podczas przygotowań do Zgromadzenia Ogólnego ONZ we wrześniu br. Celem Rabatu jest potwierdzenie suwerenności Maroka nad Saharą Zachodnią, byłą kolonią hiszpańską aż do 1975 roku” - dodaje „La Croix”.
Z Paryża Anna Wróbel (PAP)
Z Londynu Adam Dąbrowski (PAP)
ada/ kj/
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.