1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    "Dwa razy więcej plus premie". Nauczycielka rzuciła podstawówkę dla amerykańskiej firmy

    "Dwa razy więcej plus premie". Nauczycielka rzuciła podstawówkę dla amerykańskiej firmy

    0przeszczepów
    1063odsłon
    "Dwa razy więcej plus premie". Nauczycielka rzuciła podstawówkę dla amerykańskiej firmy

    Odrzuciła e-learning. Nie brała pod uwagę korepetycji. Nie patrzyła też na rynek szkoleń. Wszystko to być może dobre dla nauczycieli, którzy chcą zmienić zawód. Ale polski oddział amerykańskiej firmy bił wszystko na głowę. Małgorzacie (nazwisko do wiadomości redakcji) właśnie stuknął rok pracy jako sourcing specialist. Do szkoły wracać nie chce.

    Z tego artykułu dowiesz się:

    Małgorzata zrezygnowała z pracy w szkole na rzecz amerykańskiej firmy.

    Teraz zarabia dwa razy więcej.

    Badania potwierdzają: blisko połowa młodych nauczycieli rozważa zmianę zawodu.

    Ze szkoły do amerykańskiej firmy? Chyba w snach! - ironizują ci, z którymi wcześniej pracowała Małgorzata. Od roku nauczycielka języka angielskiego jest sourcing specialist w polskim oddziale przedsiębiorstwa. Odpowiada za całość procesu - ustalanie cen i negocjowanie kontraktów po współpracę z działem jakości. Zarabia dwa razy więcej niż nauczyciel początkowy, którym byłaby przez reformy. Plus premie.

    Quiz: Kartkówka z lektur. Ile pamiętasz ze szkoły? Tylko Polacy zgarną w quizie 100%

    "Uciekłam do szkoły, by odpocząć"

    Nauczycielką została z rozsądku. W szkole uczyła jej mama i ciocia, obie polonistki. Wydawało się, że wie, z czym to się je. Poza tym zawód jest pewny. Bez pracy nie zostanie. Do edukacji przeszła jednak osiem lat po studiach.

    Po zrobieniu licencjatu z filologii angielskiej, zaczęła równolegle drugi kierunek - zaocznie, logistykę w Wałbrzychu. Jednocześnie rozpoczęła staż w firmie sprzedającej środki czystości. Zaczynała od obsługi klienta, ale szybko zaproponowano jej przejście do działu zakupów. Potem były kolejne firmy produkcyjne. Skąd nagle szkoła w CV? Zaważyła sytuacja w firmie, w tym trudne stosunki w zespole i z przełożonym. Na tyle, że wylądowała na zwolnieniu. Dziś przyznaje: - Tak, uciekłam do szkoły, żeby odpocząć psychicznie. Dyrektor, który przychodzi na lekcje, a wizytacje nie są częste, nie znał języka. Nie wiedział, czego uczę. Widział jedynie, jak uczę. Poza tym nikt nade mną stał i nie mówił: "Źle pani to robi!", "Dlaczego tak wolno?!".

    Umowę dostała od ręki. Zarabiała o tysiąc złotych mniej niż wcześniej. Ale pieniądze nie były ważne. Dorabiała w szkole językowej i mogła się utrzymać. - Poza tym podobała mi się ta praca, bo lubię i potrafię uczyć. Zresztą miałam efekty - zapewnia nasza rozmówczyni.

    Dwa lata uczyła angielskiego w szkole podstawowej. Odeszła, bo po powrocie anglistki z urlopu macierzyńskiego, dostała zaledwie pół etatu. Kilka godzin lekcji, reszta - w świetlicy. Została metodykiem w szkole językowej, w której dorabiała. Etat, wyższe wynagrodzenie, elastyczne godziny pracy. Mogła też pracować z domu. Mimo to po czterech latach wróciła do biznesu. Jak tłumaczy CV wysłała, by nie wyjść z wprawy.

    Małgorzata nie jest jedyna. Z badania Uniwersytetu Warszawskiego "Młodzi nauczyciele odchodzą ze szkoły" wynika, że niemal połowa (48 proc.) ankietowanych rozważa zmianę zawodu. W tej grupie są przede wszystkim nauczyciele poniżej 36. roku życia (67 proc.) i osoby z relatywnie długim stażem (69 proc.). Łączy ich jedno: kluczowe były wcześniej m.in. łatwość znalezienia pracy i przypadek.

    Efekt? Polska jest wśród krajów o najstarszej kadrze pedagogicznej w Europie. Z ostatniego raportu TALIS wynika, że średni wiek nauczyciela klas V-VIII to 48 lat (we wszystkich uczestniczących w badaniu - 44 lata), a 45 proc. ma 50 lat lub więcej (to jeden z najwyższych odsetków wśród innych krajów). 4 proc. ma mniej niż 30 lat, co jest z kolei jednym z najniższych odsetków. "Niepokojący jest niewielki napływ nowych osób do zawodu, tylko 8 proc. uczy pięć lat lub krócej", czytamy w opracowaniu.

    "Niech będzie tak, jak chcą"

    Małgorzata przyznaje, że o szkole nadal myśli. Ale bardzo nie chciałaby wracać. I nie tylko o pieniądze chodzi. Główne bolączki są trzy. Pierwsza: za dużo zadań. Bywa, że trzy-cztery równocześnie. Szczególnie w młodszych klasach szkoły podstawowej. - To patrzenie, czy jeden nie rysuje, drugi nie pije wody, bo to nie tylko otworzenie, wypicie i schowanie butelki. Tyko otworzenie, obejrzenie, rozlanie. Tak, że wszystko wokół pływa. Pilnowanie, żeby nie zrobili sobie krzywdy. W tym czasie też uzupełnianie dziennika i sprawdzanie listy obecności… - wylicza. Do tego nauczyciel powinien być ekspertem od wszystkiego. Psychologiem. Mediatorem. Ratownikiem medycznym. Całe wychowanie, opieka, diagnoza ucznia spada na niego. Najmniej zajmuje się dydaktyką - dopowiada.

    Druga bolączka: za duża odpowiedzialność. Przykład? Dyżur na przerwie. Dzieci bawią się w berka. Czytaj: muszą nadepnąć sobie na buty. Jak dotykają ściany, są chronione. Tylko jak jedno się potknie i wybije ząb, a złamie rękę, to nauczyciel ponosi pełną odpowiedzialność. - Mama miała podobną sytuację. Chłopiec skakał ze schodów. Nie schodził. Powiedziała raz: "Nie skacz". Nie może go dotknąć. Nie może go przytrzymać. Powiedziała drugi raz: "Nie skacz". Trzeci. Skoczył. Złamał nogę. Co mogła zrobić? W raporcie napisała, że zwracała uczniowi uwagę - opowiada nasza rozmówczyni.

    Trzecia: rodzice. Mają nauczyciela za nic. Wydaje się im, że rozdają karty - nierzadko jak postraszą kuratorium, to dyrekcja mówi tylko: "Niech będzie tak, jak chcą". Wykłócają się o oceny. Podważają decyzje pedagogów. - Weźmy choćby wymóg noszenia maseczek. Dziecko: "Mama mówi, że nie muszę". Mam wtedy prosić?! Błagać? Przekupić? Jeżeli mama powiedziała, że nie musi, to nie mam argumentu. Albo zakaz używania telefonów komórkowych na przerwach. Co z tego, że dziecko powinno go oddać, jeżeli słyszę: "To moja własność, pani nie może mi tego zabrać" - wskazuje.

    Pozostałe kwestie? Brak rozwiązań systemowych. Kiedy do klasy dołączyła trójka uczniów z Ukrainy, po wybuchu pełnoskalowej wojny z Rosją, miała je uczyć i oceniać, jak inne. Choć jedno znało zaledwie kilka zwrotów po angielsku, inne żadnego. Po polsku nie mówiło żadne.

    Jak potwierdza Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka Związku Nauczycielstwa Polskiego nauczyciele najsilniej odczuwają obciążenia, na które mają najmniejszy wpływ. - To nie pojedyncze trudne sytuacje, czy indywidualne różnice w sposobach radzenia sobie z problemami, a same warunki pracy. W pierwszej 20. najbardziej uciążliwych stresorów aż 13 miało charakter systemowy - podkreśla. I przywołuje szczegółowe wyniki ostatniego raportu Uniwersytetu Warszawskiego na zlecenie ZNP.

    Wśród najczęściej wskazywanych czynników, które demotywują nauczycieli w codziennej pracy, znalazły się: zarobki (75 proc.), trudności we współpracy z rodzicami (49 proc.) oraz warunki i organizacja pracy (odpowiednio 29 i 22 proc.). To oznacza brak: odpowiedniego wynagrodzenia, współpracy, dobrej organizacji pracy i wsparcia w trudnych sytuacjach. W wypowiedziach otwartych bardzo często pojawiał się jeszcze jeden czynnik - brak szacunku dla pracy nauczyciela, niski prestiż zawodu i kryzys autorytetu. Choć podkreślano wymagania i zakres odpowiedzialności.

    "Muchę słyszałam. Lata po pokoju"

    • Do czego przyrównałabym pracę w szkole i w zakupach? W szkole to robienie 50. rzeczy. Ktoś tańczy, śpiewa i żongluje jednocześnie. W zakupach: tylko tańczy i śpiewa - ironizuje Małgorzata.

    Mimo to, gdy rozmawia ze znajomymi z pracy, często słyszy: "Nauczyciele to darmozjady", "Tyko 18 godzin przy tablicy w tygodniu". "Wolne święta, a do tego dwa miesiące płatnych wakacji". Boli ją, że nadal powszechne jest mylenie pensum (liczby godzin spędzonych z uczniami na lekcjach) z pełnym czasem pracy. Zgodnie z Kartą Nauczyciela, rzeczywisty wymiar czasu pracy wynosi 40 godzin tygodniowo.

    W obecnej pracy, oprócz zarobków, ceni elastyczność (jeśli nadgodziny, to idzie za tym wynagrodzenie albo odbiór godzin). Inwestuje w siebie - ukończyła studia podyplomowe z "Negocjacji w biznesie", planuje kolejne kursy zawodowe. - Szkoła?! Mam z tyłu głowy. Cokolwiek by się nie działo, zawsze mogę uczyć. To jak koło zapasowe w samochodzie. Do najbliższej stacji dojadę, ale w wyścigu na pewno nie wystartuję - przyznaje Małgorzata.

    Agnieszka Pikuła, doradczyni zawodowa, która prowadzi Akademię Kariery zastrzega, że przejść nauczycieli do innych branż byłoby więcej, a dla ponad 90 proc. pedagogów kotwicami są bezpieczeństwo i stabilizacja. A to główna bariera w przebranżowieniu. - Zmiana sama w sobie oznacza, że muszą zaryzykować. A przecież mają ciepłą posadkę. "Może mniej zarobię, ale przecież mam długie wakacje", "Praca jest. Nie zostanę na lodzie", myślą - tłumaczy. Inna rzecz, że nauczyciele to grupa zawodowa, w której kobiety po urodzeniu dziecka mogą wrócić na stanowisko. Pikuła pracuje na co dzień z matkami, które kończą urlop wychowawczy i często są zwalniane. W uzasadnieniu: likwidacja stanowiska. - W szkole tego nie ma, to bezpieczna praca, budżetówka, tu nie rządzi drapieżna logika rynku - dodaje.

    Ekspertka tygodniowo konsultuje trzech-czterech nauczycieli. Podkreśla, że to teraz jedna z najliczniejszych teraz grup. Nie ma znaczenia, czy uczyli na kierunkach humanistycznych czy nauk ścisłych.

    • A jest jakiś schemat zmiany zawodu? - dopytujemy.

    • Nie, ma podobnie jak nie ma dominującego kierunku - odpowiada. Głównie dlatego, że liczą się, obok przygotowania pedagogicznego, także predyspozycje zawodowe, mocne strony i osobiste wartości.

    Wspomina konsultacje z nauczycielką, która uwielbiała nie tyle uczenie, o ile organizację teatrzyków i spotkań z rodzicami. Dziś jest specjalistką ds. eventów. Inna, mocna w przygotowywaniu raportów i rozmowie, potrafiła czytać ludzi i na przykład wyczuć, że ktoś jest nieszczery, teraz pracuje jako rekruterka. Zna też byłe nauczycielki, które zostały: stylistką paznokci, hodowczynią rzadkich gatunków roślin, graficzką 3D, księgową, czy doradczynią ubezpieczeniowym. Szukają przede wszystkim wyższych zarobków, wykorzystania w pełni swoich kompetencji, większego poczucia sprawczości i satysfakcji z pracy. Ostatecznie chcą też świętego spokoju. Agnieszka Pikuła: - Pamiętam byłą nauczycielkę, która zadzwoniła z nowej pracy z krótką informacją: "Muchę słyszałam. Lata po pokoju, a ja ją słyszę". Myślę: "O czym ta kobieta mówi?!". Po chwili przypomniało mi się, kiedy skarżyła się na gwar i przebodźcowanie w szkole.

    Źródło: RadioZET.pl

    Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

    Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET

    Tu się dzieje

    Czytaj cały artykuł u źródła — Radio ZET — Wiadomości

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.

    Przeszczep RAKa3 żet.dostajesz tekstFIKCJA