
Czy rosyjska rakieta Ch-101, która spadła w Polsce, była przypadkiem, czy elementem szerszego planu Kremla? Eksperci, z którymi rozmawia RadioZET.pl, ostrzegają, że podobne incydenty mogą się powtarzać i wskazują, jaki cel może realizować Moskwa. A także oceniają, czy polski system reagowania zdał egzamin.
Z tego artykułu dowiesz się:
Jakie są przypuszczalne przyczyny incydentu z rakietą Ch-101 w Polsce.
Dlaczego Rosjanie mogą zwiększać presję hybrydową na Polskę.
Co odkryli eksperci w śledztwie dotyczącym rakiety Ch-101.
Jakie wnioski z incydentu wyciągają polscy eksperci wojskowi.
Incydent z rosyjską rakietą Ch-101, która w nocy z 30 na 31 lipca spadła na terytorium Polski w miejscowości Tarnawa-Kolonia, może wpisywać się w niedawne ostrzeżenia o planowanej prowokacji militarnej w naszym kraju. Choć nie mamy pewności, czy rosyjska rakieta została wprowadzona w polską przestrzeń powietrzną celowo, czy też przez przypadek, eksperci, z którymi rozmawia RadioZET.pl, są zgodni – w najbliższym czasie możemy spodziewać się kolejnych podobnych zdarzeń.
– Musimy się liczyć z takimi incydentami, nawet świadomie wywoływanymi przez Rosjan, ponieważ Putin nie ma innego sposobu na dokonanie jakiegokolwiek przełomu w Ukrainie, gdzie mu nie idzie, dopóki Zachód będzie Ukrainę wspierał – mówi w rozmowie z portalem Radia ZET gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. – W tej chwili dla Putina punktem ciężkości tej wojny jest Zachód, państwa NATO i Polska. Musi on u nas wywołać takie zamieszanie, szum i zniechęcenie do pomagania Ukrainie, abyśmy tę pomoc osłabili, a najlepiej w ogóle ją zerwali. Spodziewam się intensyfikacji tej hybrydowej presji ze strony Rosji w różnych wymiarach, nie tylko rakietowych – podkreśla.
Planowana rosyjska prowokacja? „Absolutnie tak”
– Mamy tu do czynienia z kombinacją wszystkiego – zauważa z kolei gen. Jarosław Kraszewski. – Mogło być tak, że ta rakieta zabłądziła, w co nie wierzę. Stawiałbym raczej na kolejne testowanie, sprawdzanie i ewentualną prowokację.
Czy incydent może mieć związek z niedawnymi ostrzeżeniami o planowanej przez Rosję prowokacji militarnej w Polsce? – Absolutnie tak – odpowiada gen. Kraszewski.
W nocy z 30 na 31 lipca, gdy rosyjska armia prowadziła zmasowany atak rakietowy na zachodnią Ukrainę, alarm ogłoszono również w Polsce. O godz. 3.40 służby wykryły w polskiej przestrzeni powietrznej niezidentyfikowany obiekt. Do jego identyfikacji i ewentualnego przechwycenia natychmiast poderwano myśliwiec F-16. Zaledwie sześć minut później, o godz. 3.46, obiekt zniknął z radarów. Wkrótce ustalono, że spadł w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie. Przedstawiciele rządu i wojska przekonywali, że obiekt do momentu upadku obserwował pilot myśliwca, a w razie konieczności by go zestrzelił.
Śledztwo prowadzone przez prokuraturę wykazało, że był to rosyjski pocisk manewrujący Ch-101, wyprodukowany w drugim kwartale 2026 roku w zakładach zbrojeniowych w obwodzie moskiewskim . Już w czwartek informowano, że rakieta przenosiła „znaczną ilość” materiału wybuchowego. Przedstawiciele polskiego rządu podkreślali jednak, że gdyby pocisk stwarzał bezpośrednie zagrożenie dla terenów zamieszkanych, zostałby zestrzelony przez polskie siły zbrojne.
„Rosja widzi możliwość szantażowania nas”
W ocenie gen. Kozieja każda taka sytuacja powoduje, że Rosjanie otrzymują wiele informacji co do szybkości i sposobu reagowania, a także sojuszniczej determinacji. Każdy taki incydent, nawet najmniejszy, wykorzystują do wzbogacania swoich zasobów informacyjnych.
– Pozwoliliśmy, aby rakieta dość długo leciała w naszej przestrzeni powietrznej. Nie zestrzeliliśmy jej. Dużo rozmawiamy o naszych słabościach. Rosjanie dowiadują się o tym nie tylko ze swoich obserwacji, ale także z naszych komentarzy medialnych i sporów politycznych na tym tle. Dowiadują się o słabościach naszego systemu, jeśli chodzi o reagowanie na zagrożenia hybrydowe. Dla Rosji to chyba najważniejsze, bo widzą w tej metodzie możliwość szantażowania nas, zastraszania i wywierania presji hybrydowej. To najlepszy sposób na powstrzymanie nas od wspierania Ukrainy poprzez zniechęcanie opinii publicznej do angażowania się w tę sprawę – wylicza były szef BBN.
– Pod względem państwowym Rosjanie dostali informację, że to, co miało zadziałać, zadziałało. Nie zadziałało natomiast pod względem cywilnym – zwraca uwagę gen. Kraszewski.
W 10 powiatach syreny nie zawyły na czas
Z ustaleń przedstawionych przez wojewodę lubelskiego wynika, że pierwsze sygnały o możliwym zagrożeniu pojawiły się jeszcze przed wykryciem obiektu nad Polską. O godz. 3.09 Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego otrzymało polecenie rozpoczęcia nasłuchu i niezwłocznie przekazało je do powiatowych centrów zarządzania kryzysowego. Trzydzieści minut później, o godz. 3.39, z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa napłynęła informacja o realnym zagrożeniu.
Pięć minut później rozpoczęto procedurę alarmową. O godz. 3.44 WCZK rozesłało komunikat uruchamiający syreny alarmowe, który jednocześnie trafił do 17 powiatów objętych ostrzeżeniem.
– Alarm został ogłoszony w siedmiu powiatach zgodnie z obowiązującymi procedurami. W przypadku dziesięciu pozostałych doszło do opóźnień lub syren nie uruchomiono wcale. Zwróciłem się do samorządów o wyjaśnienie przyczyn tych nieprawidłowości – przekazał w poniedziałek wojewoda.
Syreny zawyły w Lublinie oraz w powiatach: lubelskim, hrubieszowskim, zamojskim, janowskim, świdnickim i krasnostawskim. Mieszkańcy Chełma i Zamościa, a także powiatów: biłgorajskiego, włodawskiego, puławskiego, tomaszowskiego, chełmskiego, opolskiego, łęczyńskiego i kraśnickiego nie usłyszeli alarmu.
Gen. Stanisław Koziej podkreśla, że najważniejszym zadaniem systemowym, które musimy zrealizować, aby być odpornymi na tego typu zagrożenia hybrydowe poniżej progu otwartej wojny , jest zintegrowanie naszego systemu reagowania na zagrożenia cywilne z systemem reagowania na zagrożenia polityczno-militarne.
Ch-101 są zdolne do przenoszenia głowic jądrowych
– U nas te dwa systemy działają oddzielnie. Wojsko robi swoje, a równolegle podsystem cywilny oparty na RCB – swoje. Ale RCB zajmuje się tylko zagrożeniami cywilnymi, jak powodzie, pożary czy wysokie temperatury. Powinno to być zintegrowane, tak aby ewentualne sygnały, ostrzeżenia i koordynacja znajdowały się w jednym ręku. Dzisiaj Polska jest wciąż resortowa. Ten incydent dobitnie potwierdza konieczność jak najszybszej integracji, abyśmy mogli szybko zestrzeliwać rakiety, ale także zapewniać bezpieczeństwo ludności – zauważa były szef BBN.
Jeżeli ostatni incydent z rakietą Ch-101 był rzeczywiście intencjonalnym działaniem mającym testować polskie i natowskie zdolności reagowania, to prawdopodobnie w kolejnych tygodniach i miesiącach takie zdarzenia będą się powtarzać. Niewykluczone również, że ich skala będzie stopniowo rosła. Kilka dni temu na terytorium Polski spadła jedna rosyjska rakieta i szczęśliwie nikomu nic się nie stało. Co jednak, jeśli pewnej nocy w naszą przestrzeń powietrzną wpadnie kilka takich obiektów? Jak wówczas powinniśmy zareagować?
Gen. Jarosław Kraszewski zaznacza, że tego rodzaju pociski powinny być eliminowane z automatu. – Rakiety Ch-101 są zdolne do przenoszenia głowic jądrowych. Nieważne, czy leci jedna, trzy, pięć czy dziesięć. Każda powinna zostać strącona. Można podjąć ryzyko, wiedząc, gdzie spadnie, np. na polu. Widać, że wbija się kilka metrów w ziemię, nie zadziałały zapalniki itd., bo powinna eksplodować w momencie zderzenia z ziemią. Na całe szczęście stało się tak, jak się stało. Jednak biorąc pod uwagę, że mogą to być głowice jądrowe, lepiej jest taki pocisk strącić – ocenia.
– Gdyby jednej nocy wpadło kilka takich rakiet i identycznie by się rozbiły, byłaby to kompromitacja polskiego systemu bezpieczeństwa i odporności na zagrożenia hybrydowe. Nie możemy sobie na to pozwolić – dodaje gen. Koziej.
Ostrzeżenia przed rosyjską prowokacją militarną w Polsce
Kilka tygodni temu media oraz politycy alarmowali o sygnałach, które mogą wskazywać na przygotowania Rosji do ograniczonej prowokacji militarnej wymierzonej w Polskę lub jedno z państw bałtyckich. Wyraźnie zaznaczano jednak, że nie chodzi o scenariusz pełnoskalowej wojny, lecz o incydent o ograniczonym charakterze, który mógłby zostać wykorzystany zarówno militarnie, jak i propagandowo.
Przedstawiciele polskich władz, służb specjalnych oraz zachodnich partnerów wskazują, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem nie jest otwarta agresja, lecz punktowa prowokacja wojskowa połączona z szeroko zakrojoną kampanią dezinformacyjną.
– Uderzenie w infrastrukturę krytyczną czy pozbawienie ludzi prądu. Skandaliczne działania niby grup Ukraińców, które wiązałyby się z powszechnym oburzeniem społecznym. To elementy, które świetnie realizowałyby rosyjskie założenie, aby eskalować wewnętrzne spory w samej Polsce. Po to, aby zmniejszać wiarygodność naszego kraju i sprawić, by Polska, zajęta własnymi problemami, przestała pomagać Ukrainie – mówił wówczas portalowi RadioZET.pl gen. Roman Polko, były dowódca GROM.
„Rosyjski aparat propagandowy rozpoczął działania”
Jak podkreśla Sztab Generalny Wojska Polskiego, po ostatnim zdarzeniu z rakietą Ch-101 w miejscowości Tarnawa-Kolonia niemal od razu uruchomiona została kampania dezinformacyjna, która miała obarczyć winą Ukrainę.
„W czwartek w godzinach od 04:00 do 09:00 czasu polskiego rosyjski aparat propagandowy rozpoczął działania manipulacyjne związane z incydentem. Rosyjskie media i kanały propagandowe wykorzystywały niepełne informacje, brak oficjalnej identyfikacji obiektu oraz rozbieżności w pierwszych doniesieniach do rozpowszechniania alternatywnych i niepotwierdzonych interpretacji” – napisali przedstawiciele SG WP w poniedziałek wieczorem na X.
Przedstawiciele SG WP zaapelowali, aby nie powielać niezweryfikowanych informacji dotyczących tego zdarzenia. „Główne linie przekazu obejmują sugerowanie ukraińskiego pochodzenia obiektu, podważanie skuteczności polskiego systemu obrony powietrznej, ośmieszanie działań polskich służb oraz przedstawianie zdarzenia jako rzekomego skutku współpracy Polski z Ukrainą. Pojawiły się również próby bezpodstawnego powiązania incydentu z obecnością prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w Lublinie” – przekazano w komunikacie.
Takie działania dezinformacyjne to już jednak standard. Niemal przy każdym podobnym zdarzeniu związanym z rosyjskim sabotażem, atakiem dronowym czy upadkiem rakiety sieć błyskawicznie zalewana jest fałszywymi wpisami obarczającymi odpowiedzialnością stronę ukraińską. Pretekstem do takich operacji były wydarzenia z 15 listopada 2022 roku we wsi Przewodów na Lubelszczyźnie, gdzie w wyniku uderzenia rakiety zginęło dwoje Polaków. Polskie władze początkowo informowały, że rakietę wystrzeliła Rosja. Kilka dni później prezydent Andrzej Duda ogłosił, że wszystko wskazuje na to, iż przyczyną wybuchu było uderzenie ukraińskiej rakiety S-300, wystrzelonej w celu obrony przed rosyjskimi pociskami, która omyłkowo spadła na terytorium Polski.
60 proc. Polaków obawia się zbrojnej prowokacji Kremla
Rosnące napięcie wokół działań Rosji znajduje odzwierciedlenie także w nastrojach społecznych. Z najnowszego sondażu IBRiS dla Radia ZET wynika, że sześciu na dziesięciu Polaków obawia się zbrojnej prowokacji ze strony Kremla. Badanie pokazuje również wyraźne różnice w ocenach zagrożenia między wyborcami poszczególnych ugrupowań politycznych. Największy niepokój deklarują sympatycy Koalicji Obywatelskiej, natomiast najbardziej podzieleni w tej kwestii są wyborcy Konfederacji.
Respondenci odpowiadali na pytanie: „Czy obawia się Pan / Pani zbrojnej prowokacji ze strony Rosji?”. Twierdząco odpowiedziało łącznie 60 proc. badanych, w tym 19,1 proc. wybrało odpowiedź „zdecydowanie tak”, a 40,9 proc. – „raczej tak”. Brak takich obaw zadeklarowało 34,8 proc. ankietowanych, z czego 23,7 proc. odpowiedziało „raczej nie”, a 11,1 proc. – „zdecydowanie nie”. Zdania w tej sprawie nie miało 5,2 proc. respondentów.
Oznacza to, że obawy przed możliwym zbrojnym incydentem ze strony Rosji podziela dziś wyraźna większość Polaków, a niemal co piąty badany jest o takim zagrożeniu głęboko przekonany.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET
Tu się dzieje
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.