
Wśród pierwszych decyzji nowego brytyjskiego premiera Andy’ego Burnhama znalazła się też ta o obniżeniu tzw. stawek biznesowych – podatku od nieruchomości, które nie służą jako miejsce zamieszkania – dla pubów, klubów i lokali z muzyką. Pub, tłumaczył swoją decyzję Burnham, to często „kręgosłup lokalnej społeczności” , „to część naszego dziedzictwa i kultury klasy pracującej”.
W Polsce lewicowy polityk mówiący w ten sposób o miejscu, gdzie ludzie chodzą jednak głównie po to, by konsumować alkohol, może brzmieć dziwnie. Lewica w ostatnich latach mówi raczej o zdrowotnych, społecznych i innych kosztach konsumpcji alkoholu i kojarzy się z politykami publicznymi mającymi ograniczyć do niego dostęp. Wspieranie pubów niekoniecznie musi się jednak kłócić z mądrą, ograniczającą spory polityką alkoholową. A spór o pub jako część kultury czasu wolnego klasy pracującej toczy się na brytyjskiej lewicy od bardzo dawna.
Kilkaset lat sporu o pub
Jak pisze historyk Stephen G. Jones, od czasów wiktoriańskich toczy się w nim spór dwóch podejść do alkoholu . Pierwsze widzi w nim źródło społecznego zła: biedy, rozpadu rodzin, chorób, wypadków w pracy. Część działaczy robotniczych włącza się w ruch trzeźwościowy, dążący do ograniczenia, a nawet całkowitego zakazu alkoholu, w przekonaniu, że tylko trzeźwy robotnik jest w stanie skutecznie walczyć o zmianę społeczną zgodną z interesami swojej klasy.
Obok tego mamy też jednak środowiska robotnicze postrzegające pub jako drugi dom robotnika, miejsce, gdzie tworzą się braterskie więzi, gdzie ludzie pracy mogą złapać chwilę oddechu. Z niechęcią patrzą one na trzeźwościowy język, widząc w nim próbę dyscyplinowania klasy pracującej przez klasę średnią. I faktycznie, ruch często tworzą przedstawiciele klasy średniej, wspierani przez przemysłowców, którzy chcą zdrowych robotników, niezawalających dniówki z powodu nadmiernej konsumpcji alkoholu. Ta część klasy pracującej odrzuca też argumenty wskazujące alkohol jako źródło biedy, wskazując, że opowiadają za nią pracodawcy odmawiający pracownikom uczciwej opłaty za ich pracę.
Spór o alkohol nakładał się na religijne, polityczne i społeczne podziały w ramach brytyjskiej klasy pracującej XIX wieku. Ruch trzeźwościowy związany był silnie z metodyzmem. Angażowała się w niego bardziej wykwalifikowana, dążąca do mieszczańskiej szacowności część klasy pracującej, politycznie bliższa partii liberalnej. Z kolei w takich miejscach jak Londyn – z jego kulturą dorywczej pracy i różnorodną, silnie naznaczoną przez migrację klasą pracującą – religijna, trzeźwościowa agitacja budziła często kpiny, jeśli nie otwartą wrogość.
Za późno na przebudzenie
Slavoj Žižek
od 24,95 zł
Uberyzacja. O warunkach pracy kurierów
Katarzyna Duda
od 24,95 zł
Żyjąc tracimy życie. Niepokojące tematy egzystencji
Maria Janion
od 38,34 zł
Wznieciliśmy mrok. Historia mówiona polskiej sceny metalowej w latach 80. i 90.
Marcin Lisiecki
od 28,74 zł
Ми тут не вдома. Українські мігранти та біженці про відносини з поляками
Olena Babakova, Przemysław Sadura
od 0,00 zł
Nie jesteśmy w domu. Ukraińscy migranci i uchodźcy o relacjach z Polakami
Olena Babakova, Przemysław Sadura
od 0,00 zł
Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś
Howard Zinn
od 57,55 zł
Jak uniknąć tragedii? William Szekspir a świat współczesny
Maciej Gdula
od 28,74 zł
Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]
Dominika Lasota
od 19,14 zł
Propagandysta, który przechytrzył Hitlera
Peter Pomerantsev
od 31,14 zł
Jak pisał David Swift, ta wrogość klasy robotniczej do interwencji w jej zbudowany wokół pubu styl życia była politycznie wykorzystywana przez konserwatystów do budowania przyczółków wśród klasy pracującej . Pod koniec XIX wieku tworzy się populistyczny nurt konserwatyzmu, szukający porozumienia z klasą pracującą na gruncie kultury czasu wolnego, instytucji takich jak pub czy klub piłkarski, często odwołujący się do narodowego szowinizmu, ironicznie nazywany „Beer and Britannia”, co można przetłumaczyć jako „piwo i patriotyzm”.
Gdy na początku XX wieku powstaje Partia Pracy, ten spór o alkohol przenosi się w jej szeregi. Jak w swojej historii partii Speak for Brittain! pisze Martin Pugh, próbuje ona w jednej organizacji zjednoczyć głosującą kiedyś na konserwatystów klasę pracującą spod znaku Beer and Britannia z kulturą metodystycznej kaplicy. Spór o podejście do alkoholu trwa w partii aż do początku lat 30. ubiegłego wieku.
Jak pisze Stephen G. Jones, w partii walczą trzy stanowiska. Pierwsze domaga się całkowitej prohibicji na wzór amerykański. To podejście szczególnie popularne jest w Szkocji, zwolennikami prohibicji są tak wpływowi politycy jak Philip Snowden, pierwszy kanclerz skarbu w historii Partii Pracy. Obok opcji prohibicyjnej mamy też opcję „libertariańską”, wrogą interwencji państwa czy władz lokalnych w kulturę klasy pracującej i pub jako jego centralną instytucją.
Trzecia opcja opowiadała się za nacjonalizacją produkcji i dystrybucji alkoholu – tak, by zajmowały się tym władze publiczne, mające na względzie inne opcje niż zysk. W tle sporu tych trzech opcji toczy się dyskusja o tym, czemu służyć ma czas wolny człowieka pracy. Czy samodoskonaleniu się, edukacji, rozwojowi przez sport itd., czy po prostu wspólnotowym celebrowaniu przyjemności.
Wsparcie dla pubów jako reedukacja szkód?
Wycofanie się Amerykanów z prohibicji w 1933 roku i powszechna opinia, że ten eksperyment zakończył się klęską, przyczyniło się też do pogrzebania opcji prohibicyjnej w Wielkiej Brytanii, a alkohol stopniowo przestał być kluczowym przedmiotem podziału w partii. Jednocześnie ten spór ciągle wraca, także w kontekście przemian Partii Pracy i odrywania się jej od jej robotniczej bazy i jej kultury. Środowiska związane z ruchem Blue Labour – pragnącym, by partia, ograniczając progresywny język klasy średniej, odzyskała kontakt z naturalnie konserwatywną kulturą klasy pracującej – postulowały, by lewica porzuciła purytański język kolejnych rekomendacji zdrowotnych i stała się siłą zdolną celebrować wspólnotowe przeżywanie czasu wolnego.
Decyzja Burnhama i to, jak została zakomunikowana, wpisuje się w tę rekomendację. Jednocześnie można argumentować, że wcale nie jest ona sprzeczna z sensowną polityką zdrowotną. Jak w lutym na stronie Institute for Alcohol Studies pisali Jem Roberts i Peter Rice, w Wielkiej Brytanii od 2000 roku coraz więcej alkoholu konsumuje się w domu, nie w pubie czy barze – czemu sprzyja głównie tani alkohol z supermarketów, często sprzedawany w różnych promocjach. Tymczasem konsumpcja w domu bardziej sprzyja ryzykownemu piciu niż konsumpcja w takim miejscu jak pub. Jak piszą autorzy: „ przeniesienie konsumpcji alkoholu do uregulowanego społecznego otoczenia […] może mieć istotne korzyści zdrowotne ”. Bo społeczny kontekst łączy się ze społeczną kontrolą, ktoś nam może powiedzieć, że mamy dość i powinniśmy już iść do domu, konsumpcja rozłożona jest na dłuższy czas, łączy się z szeregiem społecznych aktywności.
Ten tekst i wiele innych powstał dzięki naszym Darczyńcom.
Regularne wpłaty od Was dają nam poczucie bezpieczeństwa. Dzięki nim możemy planować.
Wspieraj nas
Wsparcie miesięczne
Płatność odnawialna. W każdym momencie możesz zrezygnować z płatności.
Wsparcie jednorazowe
Raport think tanku Institute for Public Policy Research z 2012 roku wskazuje też na społeczne korzyści, jakie przynoszą puby swoim społecznościom. Jak czytamy: puby są miejscem, gdzie zawiązują się lokalne społeczne więzi, gdzie skupiają się działania wzbogacające lokalne życie społeczne, które lokalne społeczności postrzegają jako kluczowe dla swojego dobrostanu .
Biorąc to wszystko pod uwagę, decyzja Burnhama ma sens – choć pozostaje pytanie, na ile faktycznie pomoże pubom, które od dawna zmagają się z szeregiem problemów związanych ze zmieniającymi się wzorcami konsumpcji i spędzania czasu wolnego.
Jakie wnioski dla Polski?
Czy ta debata z Wielkiej Brytanii przenosi się w polski kontekst? Czy polska lewica powinna mówić nie tylko o, dajmy na to, nocnej prohibicji – co jest jak najbardziej sensownym postulatem – ale też o społecznym dobru, jakie może tworzyć kultura czasu wolnego, oparta także o umiarkowaną konsumpcję alkoholu?
O ile ten drugi postulat w teorii jest słuszny, to w praktyce warto też pamiętać, że diabeł tkwi w szczegółach. W dyskusjach o pubach brytyjscy eksperci wskazują, że nie każde miejsce służące publicznej konsumpcji alkoholu jest pubem, że są też takie miejsca, które sprzyjają niebezpiecznych wzorcom picia.
Trudno znaleźć w polskiej tradycji odpowiednik tradycyjnego brytyjskiego pubu jako centrum lokalnej społeczności i kultury klasy pracującej. Nasza polityka musi odnosić się do polskich realiów kulturowych i głęboko zakorzenionych wzorców szkodliwego picia. Kierunek mówiący, że polityka powinna tworzyć zachęty do picia mniej szkodliwego, zakorzenionego w dobrych wspólnotowych praktykach, jest jednak czymś, nad czym także polska lewica powinna pomyśleć.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.