1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Żeglowanie biznesowe w mieście 15-minutowym

    Żeglowanie biznesowe w mieście 15-minutowym

    RAK0RAK0przeszczepów
    699 odsłon
    Żeglowanie biznesowe w mieście 15-minutowym

    Wyszukiwarka Czy pokład jachtu może być lepszym miejscem do budowania relacji biznesowych niż sala konferencyjna? O tym, dlaczego networking na wodzie działa zaskakująco skutecznie, pisze Maciej Kotarski. Piętnastominutowe miasto, czyli takie, które realizuje nasze codzienne potrzeby w zasięgu kwa

    Piętnastominutowe miasto, czyli takie, które realizuje nasze codzienne potrzeby w zasięgu kwadransa? W Trójmieście to łatwiejsze niż gdziekolwiek, tu nawet dobre wakacje spędzisz w zasięgu piętnastu minut od miejsca, gdzie pracujesz.

    Pod warunkiem, że pracujesz w dobrym biurze. Takie twierdzenie o wakacjach w zasięgu 15 minut od biura dotyczy aż 40% pracowników nowoczesnych biur Trójmiasta, bo taka ich część jest skupiona w Oliwie, a właściwie w Nowej Oliwie (taka nazwa wchodzi już do codziennego użycia). Nowa Oliwa to taki nasz trójmiejski CBD, czyli centralna dzielnica biznesu. Dokładnie piętnaście minut zajmuje dojechanie stąd do morskiej mariny w Sopocie. Jeszcze bliżej do żagli mają firmy zlokalizowane w Gdyni, choć w Gdyni jest prawie cztery razy mniej nowoczesnych biur niż w Gdańsku. Ta bliskość biznesu i żeglarstwa jest niesamowita i regularnie ją wykorzystuję w Olivia Yacht Club (i poza naszym jachtklubem). Nie tylko ja – kilka firm czarterowych robi to jeszcze bardziej intensywnie.

    Dlaczego warto zamienić salę konferencyjną na pokład?

    Bo daje to niesamowite efekty dla biznesu, a do tego jest czymś wyjątkowym, czymś, czego nigdzie w Polsce poza Trójmiastem nie doświadczysz w formule „żeglowania po pracy”.

    Gdzie jeszcze można swoich najważniejszych klientów wziąć po pracy na jacht i spędzić kilka godzin na wspólnym żeglowaniu? Swoich najważniejszych współpracowników? To chwile unikalne i inspirujące, ponieważ otoczenie jest wyjątkowe. Jesteśmy sami w otoczeniu żywiołów, które budzą u ludzi wielki respekt, nawet gdy są spokojne. W najlepszym wariancie takiego żeglowania załoga sama prowadzi jacht, pod nadzorem skippera, który zarządza manewry i rozdziela zadania. Doświadczony skipper potrafi pokierować załogą tak, że ludzie poprowadzą samodzielnie jacht, nawet gdy nie mają żadnego doświadczenia żeglarskiego czy morskiego.

    Networking, który buduje zaufanie

    Najczęściej żegluję na dużych jachtach oceanicznych (12 i więcej metrów), to od 8 do 15 ton wagi. Samodzielna obsługa i prowadzenie takiego jachtu są źródłem olbrzymiej satysfakcji dla załogi, ale też budują poczucie wspólnoty i zaufanie do siebie nawzajem.

    Jeżeli w to prowadzenie jachtu i manewry wpleciemy moderowane sesje networkingowe, polegające na kolejnym przedstawianiu się, opowiadaniu o swojej pracy, pasjach, sukcesach, to otrzymujemy niezwykły efekt integracyjny. Całodniowy rejs na Hel potrafi zbudować taką wzajemną znajomość, relacje i zaufanie, jak wspólna, kilkumiesięczna praca nad intensywnym projektem. To unikalne oraz inspirujące połączenie żeglarstwa, integracji, networkingu i rozmów biznesowych, które buduje trwałe relacje i zaufanie, na styku dwóch wspaniałych żywiołów: morza i wiatru.

    Jeszcze lepsza zabawa jest wtedy, gdy grupa jest zbyt liczna na jeden jacht, więc płyniemy we dwie lub nawet trzy łódki, pod warunkiem, że sternicy zadbają, aby płynąć w miarę koło siebie. Możliwość obserwacji kolegów na płynącym tuż obok jachcie, wspólne pokrzykiwania, rywalizacja, filmowanie się nawzajem, to dla załogi wspaniała przygoda! Co roku pływam na dwa jachty z bankami finansującymi nasze budynki, we dwa jachty jest cztery razy więcej radości!

    Rejs z celem smakuje lepiej

    Dobrze mieć cel takiego rejsu, niekoniecznie bardzo poważny, ale konkretny i jakoś osobiście istotny. Ja najbardziej lubię gastrosailing, czyli żeglowanie do miejsca, gdzie jest jakaś wyjątkowa potrawa.

    7–8-godzinny rejs na Hel to wyprawa na halibuta, bo w Helu jest najlepszy halibut w Polsce, zapiekany w papilocie z ziemniakami gratin i fasolką szparagową! Jeżeli czasu jest mniej, to z Sopotu proponuję 5–6-godzinny rejs do Górek Zachodnich na genialną wątróbkę po kaszubsku, koniecznie z warzywami po królewsku. Jeżeli mamy tylko 2–3 godziny po pracy, to zdążymy zrobić „3 x molo”, czyli Sopot, Brzeźno, Orłowo albo popłynąć z Sopotu do Gdyni i zrobić kółko w basenie portowym, między Sea Towers, niszczycielem „Błyskawica” i „Darem Pomorza”.

    Kiedy celem jest sama droga

    Oczywiście trasę trzeba dopasować do możliwości załogi oraz do kierunku wiatru i fal tak, żeby zapewnić załodze komfort, więc gdy wieje za mocno, najlepszym wariantem jest rejs kanałami przez Port Gdański, aż do centrum Starego Miasta, pod Żuraw. To żywy i aktywny port, dziesiąty największy port Europy. My możemy przepłynąć przez jego główne kanały i stocznie – to wspaniała przygoda!

    Kapitan nie musi robić wszystkiego

    Piękne są analogie między biznesem i światem żeglarskim, o których świetnie się rozmawia na jachcie. Jedna z moich ulubionych to rola kapitana. Kapitan, który prawie nic nie robi? To co on robi?

    Jak byłem młodszy, to miałem czas na obserwowanie kapitanów w różnym wieku, o różnym doświadczeniu i zawsze zastanawiało mnie, dlaczego niektórzy z nich nic nie robią? Siedział sobie taki na pokładzie i nawet, jak chciał herbatę, to prosił, żeby mu ją przynieść… Trochę mnie to oburzało, bo co prawda też lubię być obsługiwany, ale bardzo nie lubię wysługiwania się innymi. Taki ważny, że już nawet herbaty sam sobie nie może zrobić? Przecież kapitan jest z definicji najsprawniejszy i najlepszy, więc może sam i może wszystko. To mi się zresztą sprawdzało przez kilkadziesiąt lat na małych łódkach, gdzie najczęściej zresztą pływałem w małej załodze albo zupełnie sam. Dopiero jak kilkanaście lat temu przesiadłem się na duże łódki, dziesięciometrowe i większe, to okazało się, że z tym robieniem samemu jest problem…

    Duże łódki, tak jak duże zespoły, mają swoją bezwładność, komplikacje, różnorodne funkcje i zadania, tam kolanem nie dopchniesz w kluczowej chwili czy przy ważnym manewrze…

    Najtrudniejsza sztuka lidera – nie działać

    Wtedy przypomniałem sobie tego kapitana, co nic nie robił, nawet jak chciał herbatę, to trzeba było mu ją przynieść. Zacząłem to testować i stał się cud. Miałem mnóstwo czasu, więc musiałem go jakoś zagospodarować. Nawet mimo woli zacząłem planować sprawy i manewry, planować komunikację oraz podział ról, planować planowanie. Ludzie chętnie wchodzą w takie sytuacje, gdy ktoś ma jasną wizję i chce się podzielić zadaniami, a jak jeszcze kształt tej wizji mogą przedyskutować na początku i mogą mieć swój wkład. To naprawdę daje wielką satysfakcję załogom. Najtrudniejsze w tym wszystkim dla mnie jest powstrzymanie się od działania, bo przecież wiele spraw widzę pierwszy. Wiem doskonale, co trzeba zrobić. Jest też niemała satysfakcja ze zrobienia czegoś samemu w najlepszy sposób!

    Kwestia bezruchu

    Powstrzymanie się od działania jest dosłownie fizycznie trudne zimą, gdy ruch jest potrzebny, żeby utrzymać ciepłotę ciała. Wtedy bezruch naprawdę boli. Jest też kwestia wizerunku – to nie wygląda dobrze, kiedy się „nic nie robi”. Mogą zacząć pojawić się w nas obawy: co na to inni, jak będziemy oceniani? Tymczasem w działaniu jest odwrotnie – fajnie jest coś konkretnego zrobić, być przy tym zauważonym, mieć efekty, które ktoś docenia, a może nawet podziwia?

    Jednak powstrzymanie się od działania jest konieczne, żeby móc myśleć. Nie można być jednocześnie aktorem i obserwatorem, działać i obserwować, działać i oceniać przebieg działań, działać i planować działania innych. „Bezruch” pozwala świetnie obserwować otoczenie, zmiany pogody. Nadciągające chmury widać przecież wyraźnie, wystarczy patrzeć z uwagą. Bezruch pozwala też obserwować, co się dzieje na jachcie: stan żagli, adekwatność ustawień, działanie wyposażenia, działanie i relacje w załodze. Dość często przecież życie załogi trzeba animować, korygować jakieś sytuacje, sprawdzać preferencje, dzielić oraz zmieniać role.

    Żeglarska lekcja dla współczesnego biznesu

    To jest też oczywiście metafora życia i pracy. Metafora szczególnie przydatna w czasach gwałtownych zmian, cywilizacyjnego sztormu. W mojej branży, na rynku biurowym rewolucja zdalności spowodowała kolejną rewolucję, która trwa, a tempo zmian jest takie, że próba ich przewidzenia i dopasowania to wielkie wyzwanie…

    Maciej Kotarski


    Źródło: Express Biznesu

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.