
Dodaj komentarz
Czy drastyczne fotografie ofiar zbrodni wołyńskiej powinny stanąć na Starym Rynku w Słupsku? A może wystawę należy pokazać w muzeum, gdzie dostęp do niej można ograniczyć najmłodszym? Spór, który początkowo dotyczył miejsca i gabarytów 24 plansz, szybko przerodził się w dyskusję o pamięci historycznej, pojednaniu z Ukraińcami oraz granicach wolności w przestrzeni publicznej.
::event{"type":"vertical","item":"350"}
Najbardziej ugodowe stanowisko zajmuje Jacek Zabiegły. Radny uważa, że wystawa powinna zostać zaprezentowana, a strony muszą jedynie znaleźć odpowiednie miejsce i uzgodnić warunki techniczne.
– Wszyscy uznaliśmy, że jesteśmy dobrej wiary, iż ta wystawa prędzej czy później pojawi się w przestrzeni miejskiej. Kwestią sporną jest tylko to, gdzie powinna być pokazana – mówi.
Przypomina również, że przedstawiciel organizatorów deklarował możliwość rezygnacji z części najbardziej drastycznych fotografii. Podczas prac komisji pojawiły się jednak sprzeczne informacje, czy muzeum będące właścicielem ekspozycji pozwoli podzielić ją na mniejsze części.
Zabiegły zapowiada ponadto złożenie interpelacji w sprawie nadania jednej z ulic lub jednemu z rond nazwy Ofiar Rzezi Wołyńskiej.
– Pokazaliśmy ogromne serce i solidarność w czasie wojny. Teraz powinniśmy też pokazać, jak wyglądała prawda historyczna – podkreśla.
MIASTO POWINNO POMÓC ZNALEŹĆ MIEJSCE
Podobnie do sprawy podchodzi Anna Rożek. Jej zdaniem nawet jeśli ratusz nie może przyjąć całej wystawy, miasto powinno pomóc organizatorom znaleźć inną przestrzeń.
– Trzeba było wskazać wnioskodawcy możliwość, żeby ta wystawa odbyła się w innym miejscu. Wesprzeć organizatorów choćby telefonem do innej jednostki – przekonuje.
Radna podkreśla, że temat Wołynia jest szczególnie bliski wielu mieszkańcom Pomorza, których rodziny przyjechały z dawnych Kresów Wschodnich. Nie chce jednak, aby przy ocenie skargi decydowały emocje związane z tematyką ekspozycji.
Również Mieczysław Jaroszewicz uważa, że wystawę należy pokazać, ale niekoniecznie w ratuszu lub na otwartym rynku. Jego zdaniem odpowiednim miejscem byłoby muzeum, Słupski Ośrodek Kultury albo inna instytucja dysponująca profesjonalną salą wystawową.
– Uważam, że wystawę należy pokazać, niekoniecznie w ratuszu – zaznacza.
W takim miejscu można byłoby ograniczyć wstęp dzieciom, odpowiednio zabezpieczyć materiały oraz dać odbiorcom możliwość świadomego zdecydowania, czy chcą oglądać drastyczne fotografie.
„POSTAWMY GRUBĄ KRESKĘ”
Najdalej w nawoływaniu do pojednania idzie Bogusław Dobkowski. Radny przypomina, że historia Europy jest pełna wojen, w których sąsiednie narody występowały przeciwko sobie. Jego zdaniem współcześni ludzie nie mogą odpowiadać za zbrodnie popełnione przez swoich dziadków i pradziadków.
– Historię trzeba znać, historię trzeba ocenić, ale nie możemy przenosić jej na czasy współczesne – mówi.
Dobkowski przywołuje słowa polskich biskupów skierowane w latach 60. do Niemców: „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Uważa, że również w relacjach polsko-ukraińskich potrzebne jest spojrzenie skierowane w przyszłość.
– Myślę, że powinniśmy w tej sprawie postawić grubą kreskę. Nie byliśmy też święci. Na wojnie świętych nie było po żadnej stronie – przekonuje.
Radny zwraca uwagę na trudną sytuację demograficzną Polski oraz znaczenie pracujących tutaj Ukraińców. Jego zdaniem historyczna ekspozycja nie powinna pogarszać stosunku mieszkańców do współczesnych migrantów i uchodźców.
Drastyczne ZDJĘCIA. LANGE JEST PRZECIWNY RYNKOWI
Największe wątpliwości dotyczące prezentowania wystawy w ogólnodostępnej przestrzeni zgłasza Jan Lange. Radny nie sprzeciwia się całkowicie ekspozycji, ale uważa, że jej miejsce nie jest na Starym Rynku ani w innym punkcie, do którego bez ograniczeń mogą wejść dzieci.
Według informacji przedstawionych radnym materiały są przeznaczone dla osób powyżej 13. roku życia. Wystawa zawiera fotografie pokazujące ofiary zbrodni.
– To jest wystawa drastyczna. Naprawdę nie ma tam nic miłego dla oka. Ja jako historyk i dojrzały człowiek mam po jej obejrzeniu dużo refleksji i smutku, a co dopiero młodzież – mówi Jan Lange.
Radny podkreśla, że Parlament Europejski, w którym wcześniej pokazywano ekspozycję, nie jest przestrzenią dostępną dla każdego przechodnia. Osoby wchodzące do budynku są kontrolowane, a sama wystawa trafia do określonej grupy odbiorców.
– Chciałbym zaapelować do prezydent, żeby tej wystawy w przestrzeni publicznej nie pokazywać. Niech będzie prezentowana w miejscu, do którego pójdą osoby chcące ją zobaczyć – dodaje.
Lange obawia się również zniszczenia plansz i pogłębiania napięć między Polakami a mieszkającymi w Słupsku Ukraińcami. Zwraca uwagę, że odpowiedzialnością za ewentualne incydenty mieszkańcy obciążyliby władze miasta.
MOROZ: TRZEBA WSKAZAĆ OFIARĘ I KATA
Zupełnie inne stanowisko przedstawia Kacper Moroz. Radny uważa, że wielomiesięczne problemy z organizacją wydarzenia nie są wyłącznie sporem o szerokość chodnika, rozmiar plansz czy sposób ich zamocowania.
– Są w historii narodu polskiego rany, które nigdy się nie zabliźnią, dopóki nie zostaną zabliźnione prawdą – mówi.
Moroz przypomina, że na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej mordowano mężczyzn, kobiety, osoby starsze i dzieci tylko dlatego, że były Polakami. Jego zdaniem potomkowie ofiar nadal mają prawo domagać się pamięci, prawdy i sprawiedliwości.
Radny żąda wskazania reprezentacyjnego miejsca, w którym mieszkańcy będą mogli zobaczyć wystawę. Zaprzecza też, aby wykorzystywał temat w walce partyjnej.
– To nie jest walka polityczna. To jest walka o prawdziwą pamięć historyczną. Musimy nazwać po imieniu, kto był ofiarą, kto agresorem, a kto katem – podkreśla.
SĘDZIŃSKI: NIE RÓBMY Z TEGO AKCJI PARTYJNEJ
Na mocne wystąpienie Moroza reaguje Adam Sędziński. Radny popiera stworzenie przejrzystego regulaminu organizowania wystaw w ratuszu i przestrzeni miejskiej. Nie zgadza się jednak na przenoszenie sporu na poziom bieżącej polityki.
– Nie róbmy z tej sprawy akcji partyjno-politycznej. Powinniśmy mieć zasady, na jakich odbywają się takie wystawy, aby odmowa albo zgoda nie zależała od tego, kto składa wniosek – zaznacza.
Jego zdaniem miasto powinno opierać decyzje na obiektywnych kryteriach organizacyjnych i merytorycznych. Można również powołać osoby posiadające wiedzę historyczną, które oceniałyby, czy prezentowane materiały nie zawierają manipulacji lub nieprawdziwych informacji.
„CHCĘ USŁYSZEĆ PRAWDĘ. DLACZEGO NIE?”
Renata Stec nie przyjmuje bez zastrzeżeń tłumaczeń o problemach technicznych. Przypomina, że w holu ratusza regularnie pojawiają się wystawy, konferencje prasowe i inne wydarzenia. Miasto posiada również parki, place i budynki, w których można prezentować ekspozycje.
– Chcę usłyszeć prawdę. Dlaczego ta wystawa nie może być pokazana w jakimkolwiek miejscu w naszym mieście? – pyta.
Radna sugeruje również rozważenie współpracy z muzeum i wykorzystanie Białego lub Czerwonego Spichlerza. Jej zdaniem wielomiesięczne poszukiwanie powodów odmowy może sprawiać wrażenie nierównego traktowania organizacji społecznych.
O przyjęcie jasnych zasad apeluje także przedstawiciel stowarzyszenia. Przypomina, że organizacja działa społecznie od 20 lat, nie korzysta z miejskich dotacji i nie domaga się pieniędzy, patronatu ani promocji.
– Prosiliśmy jedynie o udostępnienie miejsca. Odnosimy wrażenie, że problemem nie są względy organizacyjne, ale sam temat wystawy – przekonuje.
Stowarzyszenie deklaruje nawet przygotowanie projektu regulaminu, który w przyszłości określałby zasady udostępniania ratusza i miejskich terenów.
KARNICKA: NIE SZUKAJMY DRUGIEGO DNA
Aleksandra Karnicka studzi emocje. Zwraca uwagę, że w dokumentach jako przyczyna odmowy wskazane są przede wszystkim warunki techniczne.
Radna przywołuje przykład organizacji, z którą sama współpracuje. Jej wystawa również okazała się za duża dla ratusza, a następnie dla biblioteki. Organizatorzy nie potraktowali tego jako cenzury, lecz zaczęli szukać innego miejsca.
– Może również tutaj trzeba pójść w tym kierunku, zamiast oskarżać prezydent o to, że tematyka jej odpowiada albo nie – zaznacza.
Karnicka ma także wątpliwości, czy przedstawione nośniki w ogóle nadają się do ustawienia na zewnątrz. Jej zdaniem część z nich wygląda na konstrukcje przeznaczone do prezentowania wewnątrz budynku.
24 PLANSZE NIE ZMIESZCZĄ SIĘ W RATUSZU
Do zarzutów odnosi się Dariusz Poręba, który koordynuje wystawy organizowane w słupskim ratuszu. Wyjaśnia, że ekspozycja obejmuje 24 prace w trzech formatach, a najmniejsze plansze mają wymiary 70 na 100 centymetrów.
Tymczasem w holu można bezpiecznie ustawić maksymalnie od 10 do 12 podobnych prac.
– Nigdy nie była podnoszona kwestia tego, czego ta wystawa dotyczy. Chodziło tylko i wyłącznie o gabaryty – zapewnia Dariusz Poręba.
Podkreśla, że ekspozycje organizowane w ratuszu nie są profesjonalnymi wystawami muzealnymi. Najczęściej prezentują prace lokalnych artystów, dzieci i młodzieży. Duże plansze ustawione na sztalugach mogłyby blokować przejścia i stwarzać zagrożenie.
Poręba kontaktował się także z przedstawicielką muzeum dysponującego wystawą. Uzyskał informację, że kolejne plansze tworzą określoną opowieść – od pierwszej do dwudziestej czwartej – i dlatego ekspozycji nie powinno się dowolnie dzielić.
Organizatorzy deklarują jednak, że będą jeszcze rozmawiać z autorem i właścicielem materiałów o ewentualnym ograniczeniu liczby plansz lub usunięciu najbardziej drastycznych zdjęć.
URZĄD: NIKT NIE BLOKUJE TEMATU WOŁYNIA
Sekretarz miasta odrzuca zarzut celowego utrudniania organizacji wydarzenia. Zaznacza również, że ekspozycja nie dotyczy wyłącznie zbrodni wołyńskiej. Przedstawia relacje polsko-ukraińskie od 1918 do 1947 roku, a Wołyń jest jednym z jej najważniejszych i najbardziej drastycznych elementów.
Pierwszy wniosek wpłynął w styczniu. Miasto odmówiło udostępnienia holu ze względów technicznych. Organizator wystąpił następnie o wydanie decyzji administracyjnej, ale urząd odmówił wszczęcia takiego postępowania, ponieważ w tej sprawie nie wydaje się decyzji na podstawie Kodeksu postępowania administracyjnego.
Sprawa ratusza zakończyła się w lutym. Nowy wniosek, dotyczący innej lokalizacji, wpłynął 1 lipca i nadal jest rozpatrywany.
– Nie ma tutaj jednego ciągu zdarzeń od stycznia do dzisiejszego dnia ani celowego utrudniania organizacji jakiejkolwiek wystawy – przekonuje sekretarz.
Rada Miejska w Słupsku ostatecznie uznała skargę na działanie prezydent miasta za bezzasadną. Nie oznacza to jednak, że wystawa nie zostanie pokazana. Nowy wniosek dotyczący jej ustawienia w przestrzeni miejskiej pozostaje w toku.
Dyskusja, która miała dotyczyć sposobu załatwienia wniosku, szybko przerodziła się w spór o pamięć, odpowiedzialność i współczesne relacje z Ukraińcami. Skarga została odrzucona, ale pytanie o to, gdzie i w jaki sposób Słupsk pokaże wystawę, nadal pozostaje otwarte.
::news{"type":"see-also","item":"13427"}
Co sądzisz na ten temat?
Źródło: hej.slupsk.pl
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.