
Artykuł stwierdza, że telefoniczny ekshibicjonizm nie jest czymś pozytywnym ani pożądanym.
Coraz częściej można odnieść wrażenie, że telefon odebrał nam poczucie prywatności w miejscach publicznych. Bez skrępowania opowiadamy o związkach, pracy, zdrowiu, zakupach i rodzinnych sprawach, nie zauważając, że wokół znajdują się przypadkowi słuchacze. - Czy to jeszcze zwykła rozmowa, czy już telefoniczny ekshibicjonizm? - pyta Marlena, nasza czytelniczka, w wiadomości do naszej redakcji. Oto jej opowieść.
Wczoraj wyszłam z domu bez słuchawek. Myślałam, że nic wielkiego się nie stanie. W końcu to tylko kilkanaście minut jazdy tramwajem. Błąd.
Po chwili jazdy miałam wrażenie, że siedzę nie w komunikacji miejskiej, ale na zebraniu grupy wsparcia, gdzie każdy po kolei opowiada całe swoje życie. Tyle że tym razem nie twarzą w twarz, a przez telefon - obok mnie jednocześnie rozmawiały trzy osoby, a czwarta prowadziła wideorozmowę.
Pierwsza z nich przez dobre 20 minut relacjonowała koleżance swoje życie. Dowiedziałam się, że jest studentką, ale mieszka w innym mieście niż to, z którego pochodzi, bo ceni sobie niezależność, swobodę i możliwość imprezowania.
Później przeszła do historii z Erasmusa w Hiszpanii. Opowiedziała o poznanym tam "lokalsie", który do niej wciąż wydzwania, choć ona sama nie widzi przyszłości dla tej relacji.
To wszystko usłyszałam, choć zupełnie nie miałam na to ochoty.
W tym samym czasie odezwała się dziewczyna siedząca obok.
Przez kolejne kilkanaście minut ustalała z kimś menu kolacji. Nie wiem, czy rozmawiała z partnerem, mężem czy współlokatorem, ale rozmówca dostał pełną instrukcję.
Były propozycje dań, przepisy, lista zakupów i szczegółowy plan przygotowania posiłku.
Kilka siedzeń dalej mężczyzna omawiał przez telefon szczegóły nowych zleceń. Terminy, zakres pracy, ustalenia z klientem.
Obok mnie kobieta prowadziła wideorozmowę po rosyjsku. Znam ten język na tyle, że mimochodem poznałam również jej historię.
Jeśli myślicie, że w sklepowym gwarze będziecie mogli troszkę odpocząć od wysłuchiwania szczegółów życia codziennego obcych wam ludzi, to jesteście w błędzie. Po wyjściu z tramwaju postanowiłam zrobić zakupy w jednym z dyskontów - to jeden z najmniejszych, jeśli nie najmniejszy sklep tej marki w Trójmieście, więc - siłą rzeczy - nie ma szansy na znalezienie ustronnego miejsca. Podczas zakupów klienci ocierają się o siebie, a przy kasach jest taki ścisk, że każdy myśli wyłącznie o tym, żeby się szybko uwinąć i wyjść.
Jak się jednak przekonałam, są i tacy, którym do wyjścia się nie spieszy - przy kasie samoobsługowej natknęłam się na kobietę, która przez słuchawki szczegółowo opowiadała komuś cały swój dzień. Co zjadła na śniadanie, jak minęła jej praca, co planuje ugotować na obiad, co właśnie wkłada do koszyka. Nie przeszkadzała jej długa kolejka stojąca za nią - niespiesznie skanowała zakupy, robiąc sobie przerwy na dokończenie zdania czy wątku.
Nie był to krótki telefon typu: "Jestem w sklepie, czego jeszcze potrzebujemy?" Przypominało to nadrabianie telefonicznych zaległości z osobą, z którą nie rozmawiała od bardzo dawna.
Najbardziej zastanawia mnie to, że te rozmowy zawsze prowadzone są pełnym głosem.
Często kilka osób rozmawia jednocześnie, więc każdy zaczyna mówić jeszcze głośniej. Po chwili tramwaj czy sklep zamienia się w miejsce, w którym trudno skupić myśli.
Nie chodzi tylko o hałas.
Chodzi też o to, że wiele osób opowiada przez telefon bardzo prywatne rzeczy. Problemy w związku, rodzinne konflikty, sprawy zdrowotne, pieniądze, kłótnie z szefem.
Naprawdę nie każdy chce być odbiorcą takich historii.
Być może część tych rozmów bierze się po prostu z nudy. Telefon stał się dla wielu osób najprostszym sposobem na zabicie czasu - zwłaszcza tam, gdzie trzeba chwilę poczekać.
W kolejce do urzędu, w przychodni, przed okienkiem w banku, w długiej kolejce do kasy na dworcu czy przy wejściu do samolotu. Wystarczy kilka minut bezczynności i ktoś od razu wyciąga telefon, żeby opowiedzieć komuś cały swój dzień.
Nie chodzi o krótkie: "Stoję jeszcze w kolejce, oddzwonię później". Chodzi o rozmowy, które równie dobrze mogłyby odbyć się później, ale wypełniają każdą wolną chwilę. O drobiazgi, które dla rozmówców być może są ważne, ale dla wszystkich wokół stają się po prostu kolejnym źródłem hałasu.
Coraz trudniej nam po prostu chwilę poczekać. Kilkanaście minut ciszy traktujemy jak pustkę, którą trzeba natychmiast czymś wypełnić.
Może więc warto przypomnieć sobie prostą zasadę: nie wszystko, co możemy zrobić, musimy robić przy innych.
Źródło: Trojmiasto.pl
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.