1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Jedzie z Pucka do Azerbejdżanu... na rowerze! Rozmawiamy z Dawidem Dettlaffem

    Jedzie z Pucka do Azerbejdżanu... na rowerze! Rozmawiamy z Dawidem Dettlaffem

    0przeszczepów
    1518odsłon
    Jedzie z Pucka do Azerbejdżanu... na rowerze! Rozmawiamy z Dawidem Dettlaffem

    Martyna Kucybała: Gdzie teraz jesteś? Z jakiego miejsca ze mną rozmawiasz?

    Dawid Dettlaff: W tym momencie jestem około 30 kilometrów od Samsunu, nad tureckim wybrzeżem Morza Czarnego. Zatrzymałem się w niewielkiej miejscowości Engiz. To naprawdę mała miejscowość. Są tu tylko dwie stacje benzynowe i niewiele więcej. Dzisiaj planuję dojechać do Samsunu, a później ruszyć w kierunku Ordu.

    Ile kilometrów masz już za sobą?

    W tej chwili przejechałem już ponad 3500 kilometrów.

    A ile jeszcze przed Tobą? To mniej więcej połowa trasy?

    Tak, przede mną zostało jeszcze niecałe 2 tysiące kilometrów. Początkowo planowałem jechać również przez Armenię, więc cała trasa przekroczyłaby 6 tysięcy kilometrów. Ostatecznie jednak z tego zrezygnowałem. Po pierwsze, mogłoby mi zabraknąć czasu, a po drugie pojawiają się informacje od innych podróżników, że pieczątki z Armenii i Azerbejdżanu mogą powodować dodatkowe pytania podczas przekraczania granic. Wolę więc nie ryzykować i dlatego wybrałem prostszą trasę.

    To pewnie ma związek z konfliktem o Górski Karabach?

    Tak, to jeden z powodów. Choć aktywne działania wojenne już ustały, sytuacja między Armenią a Azerbejdżanem nadal pozostaje napięta. Właśnie dlatego podróżnicy zwracają uwagę, że podczas kontroli granicznych mogą pojawiać się dodatkowe pytania dotyczące wcześniejszych podróży do tych krajów.

    Rowerem przez Brazylię i Japonię. Tytus Chmielewski: "Podróże nauczyły mnie dobroci"

    Tytus Chmielewski to student budownictwa Politechniki Gdańskiej, który już dwukrotnie dokonał czegoś niesamowitego! Najpierw przejechał Brazylię rowerem. Rok później powtórzył ten wyczyn w Japonii. Ja...

    Skąd w ogóle pomysł na Azerbejdżan?

    To bardzo ciekawe pytanie. Od zawsze chciałem zobaczyć Kaukaz, a jednocześnie uwielbiam podróżować rowerem. Najprostsza odpowiedź jest więc taka, że chciałem po prostu przejechać z mojego rodzinnego Pucka na Kaukaz właśnie na dwóch kółkach. Drugim powodem była chęć zobaczenia Azji. Od dawna marzyła mi się tak daleka podróż właśnie do Azerbejdżanu, z możliwością przejechania wzdłuż trzech mórz, w tym Morza Kaspijskiego.

    Sam przejazd z Pucka do Azerbejdżanu to ogromne osiągnięcie.

    Tak, zdecydowanie. To jest naprawdę duża wyprawa. Ale nie chcę jeszcze niczego zapeszać. Na razie skupiam się przede wszystkim na tej podróży. Na tym, co mam aktualnie przed sobą, na trasie i na problemach, które pojawiają się po drodze. Teraz najważniejsze jest dla mnie to, żeby dobrze przejść przez każdy kolejny etap. Nie ukrywam, że jest też coś, o czym chyba jeszcze nigdy wcześniej nie mówiłem. Być może w przyszłości Baku i Azerbejdżan staną się dla mnie punktem, z którego będę chciał kontynuować tę podróż jeszcze dalej. Oczywiście, jeśli obecna wyprawa zakończy się sukcesem. Marzą mi się dalsze, odległe kierunki na wschodzie. Być może kiedyś tam wrócę i będę mógł powiedzieć, że z Pucka dotarłem jeszcze dalej niż do Azerbejdżanu.

    Wspomniałeś o problemach. Spotykają Cię jakieś większe trudności na trasie, czy na razie wszystko przebiega dość spokojnie?

    W tym momencie wszystko idzie naprawdę bardzo gładko. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że aż tak dobrze będzie wyglądała ta podróż. Oczywiście pojawiają się drobne problemy. Dzisiaj na przykład musiałem zjechać do miejscowości, której w ogóle nie miałem w planach, bo musiałem dokupić pakiet internetu do swojej karty SIM. Ale to są naprawdę drobne rzeczy. Odpukać, do tej pory miałem tylko jedną przebitą dętkę, co uważam za bardzo dobry wynik. Na poprzednich wyprawach bywało znacznie gorzej. Pamiętam sytuację z Serbii, kiedy wjechałem w gruz i jednocześnie przebiłem dwie dętki. Sprawdzałem wtedy dokładnie oponę, wymieniłem dętki, a mimo to kolejne również się przebiły. Tamte sytuacje były zdecydowanie bardziej pechowe niż to, z czym mierzę się teraz. Na razie więc wszystko przebiega bardzo dobrze. Natomiast wiem, że najtrudniejsze etapy dopiero przede mną.

    Co może być największym wyzwaniem dla Ciebie?

    Na pewno granica gruzińsko-azerbejdżańska, która jest dość specyficzna. Sam Azerbejdżan również może być wymagającym miejscem dla rowerzysty. Dużym problemem mogą być przede wszystkim temperatury. Już teraz jest bardzo ciepło. Gdybyśmy sprawdzili temperaturę w Baku, mogłaby ona przekraczać 30 stopni. To oznacza, że trzeba będzie zupełnie inaczej zaplanować dzień i dostosować rytm jazdy do warunków. W najgorętszych godzinach, mniej więcej między 12:00 a 16:00, jazda może być bardzo trudna i niebezpieczna. Człowiek szybciej się męczy, robi mniej kilometrów, dlatego prawdopodobnie będę musiał robić dłuższe przerwy w ciągu dnia. To jednak również niesie ze sobą kolejne wyzwania. W tych krajach infrastruktura rowerowa wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce. Nie ma tak wielu wydzielonych, bezpiecznych i oświetlonych tras rowerowych. Najczęściej trzeba poruszać się drogami przeznaczonymi dla samochodów, często drogami szybkiego ruchu. Oczywiście można wybrać spokojniejsze drogi lokalne czy przejazd przez mniejsze miejscowości, ale wtedy pojawia się inny problem, czyli znacznie większe przewyższenia i dużo dłuższa trasa. W regionie tureckiego wybrzeża jest to szczególnie odczuwalne. Dlatego czasami trzeba wybierać między szybszą, ale bardziej ruchliwą trasą, a spokojniejszą drogą, która może oznaczać dodatkowe kilometry i dużo większy wysiłek.

    Dużo mówisz o tym, jak ważne są dla Ciebie spotkania z ludźmi podczas podróży. Jacy są ludzie, których spotykasz na trasie?

    Fantastyczni. Naprawdę, w każdym miejscu spotykam niesamowitych ludzi. Jeśli miałbym podsumować wszystkie moje wyprawy rowerowe - a jeżdżę już blisko pięć lat -to mogę powiedzieć, że nigdy nie spotkała mnie żadna poważnie nieprzyjemna sytuacja. Każdego dnia spotyka mnie tyle życzliwości, że czasami sam zaczynam się zastanawiać, czy ja potrafiłbym każdego dnia okazywać innym ludziom tyle dobra, ile sam otrzymuję. Chociażby dzisiaj, kiedy wspomniałem o wymianie pakietu internetowego i karcie SIM. Pan, który pracował w punkcie, od razu zaprosił mnie na herbatę, dał mi wodę i zaczął pytać, kim jestem i dokąd jadę. Nie mówił po angielsku, ja nie znam tureckiego, więc korzystaliśmy z Google Translatora, gestów i pokazywania sobie różnych rzeczy. Spędziliśmy razem chyba godzinę w bardzo miłej atmosferze, a później ruszyłem dalej. Mam wrażenie, że w Turcji naprawdę trudno byłoby mi zostać samemu w trudnej sytuacji.

    Kilka dni temu zatrzymałem się na kawę na stacji benzynowej. Podszedł do mnie pewien mężczyzna i zaczął pytać, skąd jestem, dokąd jadę i co robię. Kiedy powiedziałem, że jadę z Polski, odpowiedział, że zna kogoś, kto ma żonę z Polski. Dosłownie po kilku minutach pojawił się jego znajomy i powiedział: “Dawid, jeśli chcesz, moja żona jest Polką. Mamy dwójkę dzieci. Jeśli jesteś zmęczony, możesz zostać u nas na noc”. To było niesamowite. Od razu chciałem poznać jego żonę, bo byłem ciekawy, co Polka robi tutaj, nad Morzem Czarnym, w Turcji. Ostatecznie nie zostałem u nich jedną noc, ale aż dwa dni. Pokazali mi turecką kuchnię, zabrali mnie na plażę, nauczyli kilku tureckich słówek, poznali mnie ze swoją rodziną. Tych spotkań jest naprawdę mnóstwo i chyba właśnie one są jedną z najpiękniejszych części tej podróży.

    Czy ta sytuacja w Turcji była pierwszą taką podczas tej trasy? Że zaproszono cię do obcego domu?

    Nie, to zdecydowanie nie była pierwsza taka sytuacja. Podobne historie spotykały mnie już wcześniej w Rumunii, Bułgarii, a nawet w Polsce. Kiedy mówimy o tej słynnej gościnności wschodniej, często przywołujemy Gruzję i gruzińską gościnność. To doświadczenie jest jeszcze przede mną i zobaczymy, czy będę mógł je później porównać z tym, czego już doświadczyłem. Natomiast już teraz mogę powiedzieć, że spotkałem się z ogromną życzliwością i gościnnością w Polsce, na Węgrzech, Słowacji, w Rumunii, Bułgarii i właśnie w Turcji. Przypomina mi się szczególnie jedna sytuacja z Rumunii. To był chyba mój drugi dzień podróży, jeszcze przed wjazdem do Transylwanii. Zaczęło się ściemniać, a ja mam taki sposób, że kiedy szukam miejsca na nocleg, pytam ludzi, którzy mają ogród, działkę albo kawałek terenu przy domu, czy mógłbym rozbić tam namiot. Nigdy niczego nie oczekuję. Nie zakładam, że ktoś zaprosi mnie do domu albo zapewni mi nocleg. Chodzi mi tylko o kawałek miejsca, gdzie spokojnie mogę rozstawić namiot i mieć pewność, że nikt nie będzie miał z tym problemu. Podjechałem wtedy pod jeden z rumuńskich domów. Przygotowałem wcześniej wiadomość przetłumaczoną na język rumuński i pokazałem ją mieszkańcom. Napisałem, że podróżuję rowerem i zapytałem, czy mógłbym rozbić namiot gdzieś obok ich domu. Najbardziej niesamowite było to, że oni po przeczytaniu tej wiadomości zachowali się tak, jakby czekali na mnie cały dzień. To jest bardzo trudne do opisania uczucie. Oni nawet przez chwilę nie zastanawiali się, czy mogą mi pomóc. Nie było żadnego dystansu ani niepewności. Od razu pojawiło się: “Oczywiście, masz tutaj pokój, możesz skorzystać z prysznica, tutaj masz ręcznik. Odpocznij, przebierz się. Jeśli chcesz, usiądź z nami, zjemy coś razem, napijemy się herbaty”. Czasami mam wręcz wrażenie, jakbym znalazł się w jakiejś symulacji, bo sytuacje, które spotykają mnie po drodze, wydają się zupełnie nierealne. Jedziesz samotnie przez obcy kraj, pukasz do drzwi nieznajomych ludzi, a oni przyjmują Cię tak, jakbyś był kimś, na kogo od dawna czekali.

    "Lubię romantyzować sobie życie". O miłości do podróży i odkrywaniu świata

    Gdańszczanka Kasia Czaplewska zwiedziła 32 kraje świata i nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Choć skończyła studia, to wybrała pracę w hotelarstwie, którą wykonuje na różnych kontynentach. Tera...

    Czy obraz krajów, które mijasz, różni się jakoś od tego, co wcześniej słyszałeś albo sobie wyobrażałeś?

    Kompletnie. Myślę, że takie miejsca trzeba po prostu zobaczyć samemu. Podróż rowerem daje możliwość zobaczenia rzeczy, których prawdopodobnie nie zobaczysz podczas zwykłego wyjazdu. Nie chodzi nawet o podróże typu all inclusive, ale nawet o klasyczne zwiedzanie. Jadąc rowerem, omijasz autostrady, wjeżdżasz do małych miejscowości i wiosek, do których samochodem czy motocyklem prawdopodobnie nigdy nie miałbyś powodu skręcić. Chociażby Turcja, o której wiedziałem oczywiście, że jest krajem muzułmańskim, ale dopiero będąc tutaj, naprawdę zrozumiałem, jak bardzo różni się od miejsca, z którego pochodzę. Dla mnie pierwszego dnia dużym zaskoczeniem były megafony rozmieszczone w miastach, z których pięć razy dziennie rozlega się wezwanie do modlitwy. Kiedy przyjeżdżasz z małej miejscowości na Kaszubach i nagle słyszysz potężny dźwięk z głośników w całym mieście, pierwsza reakcja jest taka, jakby wydarzyło się coś niezwykłego. Jakby nagle coś się stało. A dla ludzi tutaj to jest zupełnie normalne. To element codzienności, na który nawet nie zwracają uwagi. To chyba właśnie jest taki moment zderzenia kulturowego.

    Niesamowity jest też sam krajobraz tej podróży. Jadąc rowerem, cały czas jesteś właściwie w tej samej pozycji. Masz ręce na kierownicy, nogi cały czas pracują. A mimo to wszystko wokół ciebie nieustannie się zmienia. Zmienia się język, kultura, religia, sposób myślenia, podejście do granic, państw, polityki, relacji międzynarodowych. Ty przekraczasz kolejne granice, ale sam zostajesz z tym całym bagażem doświadczeń, podczas gdy świat wokół ciebie cały czas się zmienia. Nawet Turcja, która jest ogromnym krajem, zmienia się z każdym kolejnym miastem. Każdy region ma swoją specyfikę.

    To musi być niesamowite doświadczenie. Być tak blisko tego wszystkiego i obserwować te zmiany z każdym kilometrem.

    Tak, ale jest to też bardzo wymagające psychicznie. Dużo mówi się o fizycznym zmęczeniu i tych kilometrach, bólu mięśni, dostosowywaniu trasy do możliwości organizmu. Natomiast psychicznie również jest to bardzo intensywne. Wyobraź sobie, że jednego dnia szukasz miejsca na namiot. Trafiasz do jakiejś rodziny, która zaprasza cię do środka. Rozmawiasz z rodzicami, bawisz się z dziećmi, poznajesz ich historię. Wieczorem rozmowy stają się głębsze. Oni opowiadają ci o swoich problemach, ty opowiadasz o swojej podróży. Następnego ranka robicie razem kawę, jesz szybkie śniadanie, pakujesz rower. Oni wychodzą przed dom, żeby ci pomachać, ty też odmachujesz. Patrzysz jeszcze raz i ruszasz dalej. I prawdopodobnie już nigdy tych ludzi nie zobaczysz. Ale ich historie zostają z tobą. Ich problemy, ich życie, ich sposób patrzenia na świat. Najpiękniejsze i jednocześnie najtrudniejsze jest to, że następnego dnia prawdopodobnie wydarzy się coś podobnego. Znowu spotkasz ludzi, znowu pojawi się jakaś historia, a ty będziesz musiał zostawić ją za sobą i jechać dalej. To jest takie koło. Wszystkie dobre chwile zostają za tobą, ale cały czas kolejne są jeszcze przed tobą.

    Co chciałbyś wynieść z tej podróży, kiedy już wrócisz do Pucka? Jest coś, co chciałbyś ze sobą przywieźć?

    Wiesz co, bardzo chciałbym przywieźć koszulkę reprezentacji Azerbejdżanu.

    Czyli po to jedziesz na rowerze do Azerbejdżanu?

    Dokładnie. To jest mój główny cel (śmiech). Oczywiście żartuję. Tak naprawdę trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo ja nie traktuję tych wypraw jako czegoś, z czego muszę coś konkretnego wynieść. Ja po prostu kocham taki sposób życia. Chciałbym w przyszłości traktować podróże jako naturalny element codzienności. Myślę, że nie da się przed podróżą założyć, czego dokładnie się z niej nauczysz. Dopiero po powrocie, kiedy odpocznę, spotkam się z rodziną, przyjaciółmi, dziewczyną, kiedy trochę wszystko we mnie opadnie, będę mógł odpowiedzieć, co tak naprawdę wyniosłem. Gdybym przed wyjazdem miał dokładnie określone oczekiwania, prawdopodobnie mógłbym się rozczarować, bo rzeczywistość zawsze przynosi coś zupełnie innego. Najbardziej doceniam jednak to, że podczas takich podróży głowa naprawdę odpoczywa. Ona cały czas pracuje, ale skupia się na zupełnie innych rzeczach niż w codziennym życiu. Nie myślisz o pracy, finansach czy innych przyziemnych sprawach. Myślisz o tym, co jest tu i teraz: że boli cię Achilles, że zaczyna dokuczać kolano, że trzeba znaleźć miejsce na nocleg, zaplanować kolejny dzień. Paradoksalnie właśnie to daje ogromne poczucie wolności.


    Źródło: Puck Nasze Miasto (naszemiasto.pl)

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.

    Przeszczep RAKa3 żet.dostajesz tekstFIKCJA