1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Inwestor mówi o korzyściach, jakie mogłaby przynieść biogazownia w gminie Krynki

    Inwestor mówi o korzyściach, jakie mogłaby przynieść biogazownia w gminie Krynki

    RAK0RAK0przeszczepów
    3244 odsłon
    Inwestor mówi o korzyściach, jakie mogłaby przynieść biogazownia w gminie Krynki

    Ma to być nowy rynek zbytu, zapewniać zlecenia przedsiębiorcom i firmom oraz produkować odnawialny gaz z lokalnych surowców - zachwala inwestor, który chce wybudować biometanownię w pobliżu Ostrowa Południowego. Przeciwko inwestycji protestuje grupa mieszkańców. Firma przekonuje, że nie chodzi wyłą

    Ma to być nowy rynek zbytu, zapewniać zlecenia przedsiębiorcom i firmom oraz produkować odnawialny gaz z lokalnych surowców - zachwala inwestor, który chce wybudować biometanownię w pobliżu Ostrowa Południowego. Przeciwko inwestycji protestuje grupa mieszkańców. 

    Firma przekonuje, że nie chodzi wyłącznie o budowę kolejnego zakładu przemysłowego. Biometanownia ma stać się elementem lokalnej gospodarki rolnej: odbierać obornik, gnojowicę, resztki roślinne i inne surowce pochodzenia rolno-spożywczego, a następnie oddawać rolnikom ustabilizowany poferment (bezzapachowy, po higienizacji a wiec bez nasion chwastów, bez bakterii i pasożytów których pełno w oborniku i gnojowicy) , który może zastępować część coraz droższych nawozów mineralnych.

    Zakład ma produkować średnio 800 metrów sześciennych biometanu na godzinę. Inwestorem jest spółka Zakład Wytwarzania Biometanu Krynki Sp. z o.o.

    ZOBACZ TEŻ: Mieszkańcy apelują w sprawie biometanowni. „Nie jesteśmy przeciwni OZE, ale tej lokalizacji”

    Planowany Zakład Produkcji Biometanu Krynki ma kosztować około 150 mln zł. Instalacja ma produkować odnawialny gaz z lokalnych surowców rolniczych, stworzyć nowy rynek zbytu dla gospodarstw, zapewnić zlecenia przedsiębiorcom i firmom transportowym, a do budżetu gminy wnosić nawet ponad milion złotych podatku rocznie.

    Projekt został przedstawiony między innymi mieszkańcom Ostrowa Południowego. Odległość od najbliższego domu ma wynieść około 770 metrów. Zgodnie z założeniami instalacja ma przetwarzać około 150 tys. ton substratów rocznie i produkować około 815 metrów sześciennych biometanu na godzinę. 

    Do współpracy może być potrzebnych ponad 200 lokalnych dostawców.

    „Według przedstawionych założeń instalacja w gminie Krynki nie ma przyjmować odpadów niebezpiecznych ani odpadów poubojowych. Podstawą działalności mają być surowce pochodzące z rolnictwa i przetwórstwa rolno-spożywczego, pozyskiwane przede wszystkim w promieniu max do 30 kilometrów od zakładu.

    To oznacza, że znaczna część pieniędzy wydawanych przez biometanownię nie wyjedzie do dużych dostawców z Warszawy, Berlina czy Paryża. Ma pozostać w regionie i trafiać do rolników, przewoźników, firm budowlanych, warsztatów, firm serwisowych i pracowników.

    W dyskusjach o biometanowniach często zapomina się o rzeczy najważniejszej: taka instalacja nie powstaje obok rolnictwa, lecz przede wszystkim dla rolnictwa. A niestety rolnictwa coraz mniej na wsiach ilościowo, a coraz jest większe obszarowo” - informuje inwestor. 

    Rolnik może sprzedać do zakładu surowiec, który obecnie ma niewielką wartość albo którego zagospodarowanie generuje koszty. Może to być obornik, gnojowica, słoma, trawy, pozostałości roślinne oraz inne dopuszczone surowce organiczne. W zamian gospodarstwo otrzymuje możliwość zakupu lub odbioru pofermentu, który zawiera składniki nawozowe i może ograniczać wydatki na nawozy syntetyczne.

    W modelowej kalkulacji przedstawionej przez inwestora instalacja przetwarzająca 150 tys. ton substratu rocznie mogłaby wypłacać dostawcom około 8,5 mln zł rocznie, przy średniej wartości substratu wynoszącej 70 zł za tonę. Do tego dochodzą usługi transportowe: około 2,5 mln zł za dostawy surowców i kolejne 2,5 mln zł za wywóz pofermentu.

    Łączne bezpośrednie korzyści dla rolników, transportu i gminy zostały w takim wariancie oszacowane na około 14,5 mln zł rocznie. Są to wyliczenia modelowe, zależne od ostatecznej wielkości instalacji, rodzaju dostarczanych surowców, cen i zakresu współpracy z miejscowymi firmami. 

    Projektowe założenia dla Krynek przewidują również współpracę z około 200–250 dostawcami substratów. Biometanownia nie opiera się więc na jednym dużym gospodarstwie. Może stworzyć stały rynek dla wielu rolników z całej okolicy.

    Jedną z obaw mieszkańców jest zapach. 

    „Obornik i gnojowica już dziś powstają w gospodarstwach, są przechowywane, przewożone i rozlewane na polach. To właśnie świeża gnojowica oraz nieprzetworzony obornik odpowiadają za znaczną część zapachów pojawiających się okresowo na terenach rolniczych.

    W biometanowni surowce trafiają do kontrolowanego procesu fermentacji. Nowoczesna instalacja ma wykorzystywać zamknięte zbiorniki, hermetyczne rozwiązania technologiczne oraz systemy ograniczające emisję zapachów. Po przefermentowaniu materiał staje się bardziej jednorodny i mniej uciążliwy zapachowo niż świeża gnojowica.

    Nie oznacza to, że można zlekceważyć sposób transportowania surowców, godziny dostaw czy organizację pracy zakładu. Te sprawy powinny zostać dokładnie opisane w dokumentacji środowiskowej i uzgodnione z gminą. I taka procedura środowiskowa trwa w Krynkach, o czym napiszemy. Obecnie trwają konsultacje społeczne i każdy może się zapoznać z raportem oddziaływania na środowisko i odnieść do jego zapisów. 

    W efekcie, budowa biometanowni może w ostatecznym rozrachunku zmniejszyć odory związane z tradycyjnym gospodarowaniem obornikiem i gnojowicą, zamiast je zwiększyć.

    W ocenie inwestora w sporach o takie przedsięwzięcia najgłośniejszy sprzeciw nie zawsze pochodzi od rolników, dla których biometanownia ma przecież tworzyć rynek zbytu i obniżać koszty gospodarowania.

    Często protestują osoby, które można potocznie nazwać „daczystami”. Nie jest to określenie każdego mieszkańca niezwiązanego z rolnictwem. Chodzi o część osób, które kupiły lub odziedziczyły dom na wsi, przyjeżdżają do niego głównie na weekendy albo chcą prowadzić działalność agroturystyczną. Dla nich wieś jest przede wszystkim miejscem ciszy, wypoczynku, krajobrazu i kontaktu z przyrodą. 

    Rolnik patrzy na tę samą wieś inaczej. Dla niego jest ona miejscem pracy. Są tam ciągniki, silosy, obory, kombajny, suszarnie, transport płodów rolnych, nawożenie pól oraz zapachy wynikające z produkcji zwierzęcej. Wieś nie jest osiedlem wypoczynkowym z dekoracyjnymi polami w tle. Jest przestrzenią gospodarczą, która musi się rozwijać, aby gospodarstwa mogły konkurować i przetrwać.

    Nie oznacza to, że „daczysta” nie ma prawa pytać o hałas, ruch samochodów, zapach czy wygląd zakładu. Ma takie samo prawo jak każdy mieszkaniec. Nie powinien jednak otrzymywać prawa weta wobec działalności rolniczej całej okolicy tylko dlatego, że jego wizja wsi kończy się na ciszy, widoku z tarasu i kilku pokojach wynajmowanych turystom.

    Nie każdy rolnik musi popierać inwestycję i nie każda osoba prowadząca agroturystykę musi być jej przeciwnikiem. Różnica interesów jest jednak rzeczywista i nie należy jej ukrywać.

    Agroturystyka może być dobrym pomysłem dla pojedynczego gospodarstwa. Może przynosić dodatkowe dochody, promować lokalną kuchnię, przyrodę i tradycję. Nie należy jej lekceważyć.

    Trudno jednak przedstawiać ją jako rzeczywistą alternatywę wobec inwestycji wartej około 150 mln zł.

    Kilka gospodarstw wynajmujących pokoje nie wygeneruje wpływów podatkowych sięgających od 700 tys. do 1,3 mln zł rocznie. Nie stworzy rynku zbytu dla około 150 tys. ton lokalnych surowców. Nie zapewni wielomilionowych przychodów rolnikom i firmom transportowym. Nie będzie pracować przez cały rok, 24 godziny na dobę. Nie stanie się również źródłem odnawialnego gazu, który może być wykorzystywany przez przemysł i nowych inwestorów.

    Agroturystyka może być wartościowym uzupełnieniem gospodarki gminy, ale nie jest inwestycją rozwojową o porównywalnej skali. Stawianie obu przedsięwzięć na jednej szali jest mylące. Dom z pokojami gościnnymi może być szansą dla jednej rodziny. Biometanownia może stać się impulsem gospodarczym dla rolników, przedsiębiorców, przewoźników, pracowników i całego samorządu.

    Rozsądna polityka gminy nie powinna zresztą wybierać między agroturystyką a nowoczesnym rolnictwem. Powinna odpowiednio lokalizować inwestycje, wyznaczać drogi transportu, wymagać zabezpieczeń środowiskowych i pozwalać rozwijać się obu działalnościom. Nie można jednak zatrzymać inwestycji za 150 mln zł tylko dlatego, że ktoś planuje kiedyś wynajmować kilka pokoi” - informuje inwestor. 

    Jak tłumaczy firma - korzyści z inwestycji mogą pojawić się jeszcze przed uruchomieniem produkcji. Budowa zakładu będzie wymagała robót ziemnych, drogowych, instalacyjnych i budowlanych. Potrzebna będzie ochrona, transport, zakwaterowanie pracowników, usługi gastronomiczne, dostawy materiałów oraz obsługa zaplecza.

    Po uruchomieniu instalacji przewiduje się utworzenie od 8 do 12 bezpośrednich miejsc pracy, w tym dla operatorów zmianowych i pracowników technicznych. Sama liczba etatów w zakładzie nie pokazuje jednak całego wpływu inwestycji. Znacznie więcej osób może zarabiać przy dostawach substratu, wywozie pofermentu, utrzymaniu dróg, serwisie urządzeń, pracach mechanicznych i obsłudze administracyjnej.

    Zgodnie z materiałami przedstawionymi mieszkańcom, podatek od nieruchomości związany z funkcjonowaniem instalacji może wynosić od około 700 tys. do 1,3 mln zł rocznie.

    Dla budżetu niewielkiej gminy jest to wpływ istotny i powtarzalny. Pieniądze mogą być przeznaczane na drogi, szkoły, wodociągi, transport publiczny, oświetlenie, kulturę, sport albo wkład własny potrzebny do pozyskania środków zewnętrznych.

    Biometanownia może również uczestniczyć w inwestycjach dodatkowych, między innymi w poprawie infrastruktury drogowej. Zakres takiego udziału powinien zostać wynegocjowany z samorządem i zapisany w odpowiednich dokumentach. Ważne, aby droga wykorzystywana przez zakład służyła również mieszkańcom i poprawiała codzienne funkcjonowanie okolicy.

    „Mieszkańcy mają prawo oczekiwać konkretnych odpowiedzi. Powinni wiedzieć, jakimi drogami będzie odbywał się transport, ile pojazdów pojawi się w ciągu dnia, w jakich godzinach będą realizowane dostawy oraz jakie rozwiązania zastosowano przeciwko hałasowi i odorom.

    Powinni również poznać sposób zabezpieczenia gleby i wód, zasady magazynowania substratów, procedury awaryjne i plan nasadzeń zieleni ograniczającej wpływ instalacji na krajobraz.

    Te pytania nie są atakiem na inwestycję. Są normalną częścią procesu. Odpowiedzi powinny jednak wynikać z dokumentacji, technologii, pomiarów i obowiązujących norm, a nie z internetowych pogłosek.

    Planowana inwestycja będzie musiała przejść wymagane procedury administracyjne, w tym postępowanie dotyczące środowiskowych uwarunkowań. Dopuszczenie projektu do dalszych prac planistycznych nie jest jeszcze pozwoleniem na budowę. Otwiera dopiero drogę do szczegółowej oceny przedsięwzięcia, zgłaszania uwag i nakładania konkretnych obowiązków na inwestora.

    Projekt ma również znaczenie wykraczające poza granice gminy. Każdy metr sześcienny biometanu wyprodukowany z polskich surowców może zastąpić część gazu kupowanego za granicą.

    W prezentacji dla mieszkańców wskazano, że zużycie gazu w Polsce w 2023 roku wynosiło około 15,8 mld metrów sześciennych, a wydatki na gaz przekraczały 30 mld zł. Produkcja biometanu oznacza, że część tych pieniędzy może trafiać do polskich rolników, firm i samorządów, zamiast finansować import paliwa.

    W tym modelu surowcem energetycznym staje się coś, co już znajduje się w regionie: obornik, gnojowica, słoma i pozostałości produkcji rolnej. Zamiast traktować je wyłącznie jako problem, można przetworzyć je w gaz i nawóz.

    Spór o biometanownię nie jest wyłącznie sporem o jedną działkę i kilka zbiorników. Dotyczy tego, czym ma być wieś i z czego ma utrzymywać się gmina.

    Można próbować zachować wieś jako miejsce weekendowego wypoczynku dla osób oczekujących przede wszystkim ciszy. Można też uznać, że wieś jest miejscem produkcji rolnej, która potrzebuje nowych technologii, rynku zbytu i inwestycji.

    Najrozsądniejsza odpowiedź nie polega na bezwarunkowym przyjęciu każdej propozycji ani na automatycznym odrzuceniu jej pod wpływem najgłośniejszej grupy. Polega na określeniu warunków: zabezpieczeń środowiskowych, tras transportowych, udziału inwestora w drogach, kontroli odorów, ochrony mieszkańców i rzeczywistych korzyści dla gminy.

    Inwestycja o wartości około 150 mln zł, przynosząca rolnikom i miejscowym firmom wielomilionowe przychody oraz nawet ponad milion złotych podatku rocznie, jest dla gminy Krynki szansą, której nie powinno się odrzucać na podstawie samych obaw.

    Rolnicy mają prawo rozwijać rolnictwo. Mieszkańcy mają prawo do bezpieczeństwa i informacji. Samorząd ma natomiast obowiązek patrzeć na interes całej gminy — nie tylko na interes tych, którzy mówią najgłośniej” - pisze w mailu do redakcji inwestor. 

    opr. (orj)

    Nasze materiały wideo:


    Źródło: iSokółka.eu

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.