
Wczoraj po godzinie 21 na skrzyżowaniu ulic Sikorskiego i Zawadzkiej znowu zaiskrzyło. Tym razem na drodze spotkali się dwaj nastoletni bracia na hulajnogach elektrycznych oraz 40-latek za kierownicą BMW. Na szczęście nikt nie odniósł poważnych obrażeń, ale sprawa i tak nie skończy się na mandacie. Zamiast tego trafi na sądową wokandę.
Jak w ogóle doszło do zderzenia? Z ustaleń drogówki wynika, że kierowca BMW jechał ulicą Sikorskiego i zatrzymał się przed sygnalizatorem. Gdy zapaliła się zielona strzałka, ruszył w kierunku Zawadzkiej i wtedy potrącił nieletniego na jednośladzie.
Samo zajście wygląda jednak nieco inaczej z perspektywy 40-latka. Siedzący za kółkiem mężczyzna tłumaczył mundurowym, że gdy przejeżdżał przez przejście dla pieszych, z prawej strony – od ulicy Zawadzkiej – nagle i z dużą prędkością na pasy wjechało dwóch chłopców. Chwilę później doszło do uderzenia.
Gdy policjanci zaczęli sprawdzać dokumenty, szybko wyszło na jaw, że młodzi użytkownicy jednośladów to bracia, ale ich sytuacja prawna mocno się różni. Młodszy, 14-latek, miał przy sobie kartę rowerową. Jego o trzy lata starszy brat pędził jednak na hulajnodze bez jakichkolwiek wymaganych uprawnień. Ze względu na rozbieżne relacje i fakt, że 17-latek w ogóle nie powinien kierować tym pojazdem, o tym, kto i w jakim stopniu ponosi winę za kolizję, zdecyduje teraz sąd.
Policjanci po raz kolejny łapią się za głowy i apelują bezpośrednio do rodziców. Hulajnoga elektryczna w oczach nastolatka bywa traktowana jak zwykła zabawka, ale w świetle prawa to pełnoprawny pojazd, który może narobić sporego zamieszania.
Warto wreszcie przypomnieć podstawy, bo niewiedza bywa kosztowna. Dzieci poniżej 13. roku życia na drogę publiczną hulajnogą wyjechać po prostu nie mogą (wyjątkiem jest strefa zamieszkania pod opieką dorosłego). Nastolatki w wieku od 13 do 18 lat muszą mieć przy sobie kartę rowerową lub prawo jazdy kategorii AM, A1, B1 czy T. Dopiero po osiemnastce jeździ się bez dodatkowych papierów.
Do tego dochodzą twarde zasady jazdy: maksymalnie 20 km/h, zero pasażerów i obowiązek korzystania ze ścieżek rowerowych. Jeśli ich nie ma – jedziemy jezdnią (ale tylko tam, gdzie ograniczenie wynosi do 30 km/h). Chodnik to ostateczność, na której pieszy ma bezwzględne pierwszeństwo, a jadący hulajnogą musi zwolnić do jego tempa.
Tym razem na Sikorskiego skończyło się na strachu i porysowanym lakierze. Następnym razem brak uprawnień i nadmierna prędkość mogą skończyć się już nie w sądzie, a na oddziale chirurgii.
Źródło: myLomza.pl
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.