
Krzysztof Piątek w przydomowym ogródku uprawia ogórki, pomidory, ale też bakłażany. Spis treści
A deszcz, jeśli spadnie, to nie przebije się przez twardą skorupę, spaloną słońcem. Nawet w Jodłowej.
Krzysztof Piątek z wykształcenia jest botanikiem, doktorem nauk biologicznych. Specjalizuje się w florystyce, ekologii roślin i różnorodności biologicznej, a przed laty, jako badacz, związany był z Instytutem Botaniki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jakiś czas temu wrócił jednak do rodzinnej Jodłowej, gdzie dziś uprawia warzywa i hoduje kury. I nie ukrywa, że przygląda się temu, jak natura radzi sobie ze zmianami, które w niej zachodzą, szczególnie z tymi związanymi z brakiem wody.
– Można powiedzieć, że nawet nie u nas, ale właściwie w całej Polsce, jest susza permanentna. I to nie w tym roku, czy od dwóch lat, tylko od jakichś piętnastu, czy dwudziestu. To jest potężny problem – przyznaje, kiedy rozmawiamy na werandzie jego domu.
Wiercą, bo studnie wysychają
Wokół rozciąga się przepiękny, zielony krajobraz. Aż trudno uwierzyć, że mieszkańcy tych okolic mogą mieć problemy z wodą. Tymczasem tak właśnie jest. Jodłowa w dużej części nie jest jeszcze zwodociągowana, mieszkańcy korzystają więc z tradycyjnych kopanych studni, w których poziom jednak, jak twierdzi Krzysztof Piątek, w ostatnich latach dramatycznie spada. Dlatego coraz częściej wiercą studnie głębinowe.
Sebastian Szklarek z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii Polskiej Akademii Nauk w Łodzi, zajmujący się przede wszystkim wodą i funkcjonowaniem ekosystemów wodnych, zauważa jednak, że i te zasoby będą się kurczyć, tak jak się to dzieje w innych częściach kraju.
– Powiat dębicki i tak jest w lepszej sytuacji, bo z uwagi na położenie na pograniczu Kotliny Sandomierskiej i Pogórza Karpackiego, a co za tym idzie mieszane ukształtowanie terenu, macie dywersyfikację źródeł wody – wyjaśnia.
A to dlatego, że na terenach górskich pochodzi ona przede wszystkim z naturalnych źródeł i przepuszczalnych warstw skał, a na tych nizinnych z rzek zasilanych przez wody opadowe, ale też te podziemne. Mimo tego problemy związane ze zmianą klimatu są tu bardzo widoczne, choćby w rolnictwie.
Krzysztof Piątek tłumaczy, że ma to związek z tym co dzieje się na świecie od 1800 roku, czyli wzrostem średniej temperatury na całej planecie o około 1,5 stopnia Celsjusza. To właśnie powoduje, że nasilają się zjawiska ekstremalne, takie jak susze, powodzie, czy fale upałów. Jak się okazuje, ma to wpływ również na rolników z Jodłowej.
– Nie trzeba daleko szukać, wystarczy sobie przypomnieć czerwiec i upały, które tutaj także były – 37-38 stopni. To dawniej było skrajnie nieprawdopodobne, żeby coś takiego się wydarzyło – przekonuje.
Zwraca uwagę również na fale pożarów na ogromnych przestrzeniach, do których dochodzi teraz we Francji, czy Hiszpanii. Zauważa, że takiej ewakuacji ludzi, a dotyczyło to ponad 300 tysięcy, nie było tam chyba od drugiej wojny światowej.
Ziemniaki przestają rosnąć
Wracając jednak do lokalnego podwórka wskazuje na rolników wielkoobszarowych, którzy nie mają ani możliwości, ani pieniędzy na to, aby nawadniać wysuszone pola. Na Pogórzu, gdzie dominuje uprawa ziemniaków, brak wody jest szczególnie dotkliwy. – Proszę sobie wyobrazić, że jak temperatura wynosi dajmy na to 30 stopni, to ten grunt, to całe ziemniaczysko nagrzewa się prawdopodobnie do 40 stopni. A w takiej temperaturze ziemniaki przestają rosnąć, mogą się nawet zaparzyć. I to się zdarzyło teraz w czerwcu, bo było 36-37 stopni. Nie wiadomo więc jak te zbiory będą wyglądać – zastanawia się.
Winnic coraz więcej
Żeby nie było tak pesymistycznie, to Krzysztof Piątek zauważa też pozytywne aspekty wysokich temperatur. Jednym z nich jest fakt, że to właśnie dzięki temu świetnie rośnie winorośl. W ostatnich 20-30 latach w Polsce ogromnie wzrosła liczba winnic. Za to w krajach typowo winiarskich, jak Francja, Hiszpania, czy Włochy, niektóre winnice nie radzą sobie już ze zmianami klimatu, bo jest za gorąco i za sucho.
U nas można już bez tuneli uprawiać pomidory, paprykę, czy nawet bakłażany, co sam chętnie robi w przydomowym ogródku. Można wciąż uprawiać zboża, choć plony, w związku z niedoborem wody, będą troszeczkę niższe niż wcześniej. Można również siać rzepak, pszenicę, pszenżyto, kukurydzę. Choć to możliwe pewnie będzie jeszcze tylko przez jakiś czas. Później trzeba się będzie zastanowić czym je zastąpić.
– A były już nawet opracowane uprawy imbiru w Polsce i to się udawało. Albo soja? Choć soja już jest uprawiana – zauważa, dodając, że te zmiany, wbrew pozorom, idą w zastraszającym tempie.
Na razie średnioroczna temperatura na ziemi wzrosła 1,5 stopnia. Jeśli wzrośnie o 2 stopnie w stosunku do ery przedprzemysłowej, a na to wszystko wskazuje, to już będzie bardzo źle.
– To jest ogromna różnica, ogromna. Przy 4 stopniach, to już byłaby katastrofa dla planety, bo większość terenów w Afryce, czy na Bliskim Wschodzie nie nadawała by się do zamieszkania. A przy 6 stopniach to byłby armagedon – zaznacza.
Iglaste sobie nie radzą
Tymczasem zmiany klimatu widać też w naszych lasach i to gołym okiem. A to dlatego, że w związku z niedoborem wody i wzrostem średnich temperatur w Polsce, takie drzewa jak świerk, czy sosna, a nawet jodła, zupełnie sobie nie radzą. Dlatego w ciągu kilkudziesięciu lat mogą zupełnie zniknąć z naszego krajobrazu. W przypadku sosny i jodły wiąże się to z wielkoobszarową inwazją jemioły na te drzewa.
– Nie dość, że one mają stres wodny, bo brakuje im wody, to jeszcze dodatkowo osłabia je jemioła – tłumaczy, dodając, że degradację tych drzew można już zaobserwować w lasach naszego powiatu.
Z takim zagrożeniem dobrze radzą sobie za to dęby, buki, a także wszystkie trzy gatunki wiązów występujących na naszym terenie, a także klony. Według jodłowskiego botanika, to prawdopodobnie takie drzewa będą w przeciągu najbliższych pięćdziesięciu lat zastępować te, które poddadzą się zmianie klimatu.
Uciekają tam, gdzie są lepsze warunki
Krzysztof Piątek tłumaczy również jak rośliny reagują na zmianę klimatu. Wiele z nich stara się uciekać na północ, w kierunku biegunów, albo do góry, jeśli mają taką możliwość. Tak dzieje się przede wszystkim w wysokich górach.
– Starają się szukać jakiejś takiej swojej niszy, bo dla nich się zrobiło za gorąco – wyjaśnia.
To oczywiście trwa pokolenia, ale się dzieje i trudno odwracać głowę i udawać, że jest inaczej.
W naszych lasach szczególnie widoczna jest inwazja jemioły. Choćby na jodłach w Paśmie Brzanki, a także w lasach sosnowych na północy powiatu.
– I na to obawiam się nie ma rady, bo największym problemem jest ten notoryczny brak wody – stwierdza.
Nie pomogą nawet powodzie, które już się zdarzają i zdarzać się będą coraz częściej. A to dlatego, że ta woda nie ma szans przebić się i zatrzymać w wyschniętej ziemi, tylko spływa do strumieni, rzek, a w końcu do morza. Dawniej pogoda była bardziej wyśrodkowana i ziemia była w stanie przyjąć opady, dziś mamy naprzemiennie – susze i nawalne opady i takiej szansy nie ma. Dlatego rośliny, przyzwyczajone do bardziej umiarkowanego klimatu, dziś sobie z tym nie radzą.
Korzystajmy z wiatru i słońca
A czy możemy zrobić coś aby, jeśli nie zatrzymać, to choć spowolnić zmianę klimatu? Krzysztof Piątek twierdzi, że przede wszystkim powinniśmy jak najbardziej inwestować w źródła odnawialne, w tworzenie elektrowni wiatrowych.
– Tak jak teraz powstaje ta morska elektrownia wiatrowa Baltic Power, no to moim zdaniem to jest świetny pomysł – mówi.
Równie wysoko ocenia budowę farm fotowoltaicznych wykorzystujących energię ze słońca. A to dlatego, że pozwalają one ograniczyć spalanie węgla w naszych elektrowniach, a to jest głównym źródłem wysokiego stężenia dwutlenku węgla w powietrzu, wpływającego na zmianę klimatu.
Ważna jest również retencja. Budowanie zastawek, ale także rezygnacja z kanałów i rowów melioracyjnych, by jak najwięcej wody zatrzymać w gruncie. Krzysztof Piątek byłby nawet za tym, by te, które dziś funkcjonują, zasypywać.
– Oczywiście też jak najmniejsze wycinanie lasów, bo lasy spowalniają ten odpływ i to jest świetny ekosystem, żeby tę wodę zatrzymywać – podkreśla.
Czy te działania mogą pomóc nam zatrzymać zmianę klimatu? Według Krzysztofa Piątka pewnie nie, mogą nam za to pomóc w tym, by jak najbardziej odwlec to, czego na pewno byśmy nie chcieli.
Źródło: dębica24 (debica24.pl)
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.