1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Ze Słoikiem po Radomiu. „Skocznia” zamiast fontann

    Ze Słoikiem po Radomiu. „Skocznia” zamiast fontann

    RAK0RAK0przeszczepów
    2735 odsłon
    Mazowieckie

    Artykuł z serii „Ze Słoikiem po Radomiu” informuje o planowanej lub zrealizowanej zmianie w przestrzeni miejskiej Radomia. Zamiast tradycyjnych fontann, w mieście ma pojawić się obiekt nazywany „skocznią”. Sugeruje to nietypową decyzję dotyczącą zagospodarowania publicznych miejsc.

    Ze Słoikiem po Radomiu

    Piotr Dobrowolski

    Dzisiaj, 10:08

    Źródło: własne

    Zamiast fontann są punkty, z których cienkim strumykiem tryska woda. Każde miasto ma punkt, który jest jego znakiem charakterystycznym. Centrum spotkań towarzyskich. Piątkową bazą wypadową do rajdu po knajpach. I miejscem randek. Warszawa ma Kolumnę Zygmunta, Kraków Kościół Mariacki i Sukiennice, Gdańsk Dwór Artusa, Gdynia Skwer Kościuszki, Sopot „monciak”, a Zakopane Krupówki. Radom miał fontanny.

    Uwielbiałem ten szum wody, pana serwującego wodę z saturatora. Z jednej szklanki obmytej byle jak. Mocno gazowaną, z pysznym sokiem. Chyba malinowym. Nikt nie mówił o zarazkach, bakteriach, niebezpieczeństwem złapania jakiegoś cholerstwa. Piło się, bo chciało się pić. I nikt nie wnikał, w czym ową wodę z saturatora spożywa.

    Fontanny miały swój klimat. Dziś traktuję je, jako relikt przaśnych, ale jednocześnie prostych, romantycznych i beztroskich czasów. Może dlatego, że tęsknimy za tym, czego już nie ma, co pozostało jedynie w sercu, w pamięci. I nigdy nie wróci…

    Ile to człowiek godzin przesiedział na betonowych murkach okalających te nasze mini wodospady? Gadając z kumplami o piłce, dziewczynach i szkole. To na fontannach piwo, takie w „bączkach”, małych pękatych buteleczkach, smakowało najlepiej. Tam pierwszy, wstydliwy i nieśmiały pocałunek z koleżanką z klasy był najsłodszy. A to wszystko w oparach smażonego oleju z baru przy Focha. Był tam, gdzie dziś jest „Tania książka”. Wtedy ten zapach wkurzał, drażnił nozdrza. Dziś za nim tęsknię, bo był jednym z synonimów niewinnej młodości.

    Dziś to też miejsce spotkań młodzieży. Tylko innych spotkań. Głównie weekendowych. I późno wieczornych. Ich amatorzy zbierają się przy platformie, żeby przy browarze, otuleni dziwnie pachnącymi chmurkami dymu kontemplować rozmytą rzeczywistość.

    Ktoś powie, że tuż przed likwidacją fontanny straszyły pustymi „oczodołami”, że ile by nie sprzątać, to zawsze pozbawione wody niecki były zaśmiecone. Opuszczone. Niepotrzebne. Niechciane.

    Zgoda. Wymagały potężnego liftingu jak wyruszająca na łowy pani grubo po sześćdziesiątce. Były jak owa dama. Już średnio atrakcyjne, ale wciąż mające w sobie piękno, które po prostu należało z nich wydobyć, wyeksponować.

    Wracając do Radomia, byłem ciekaw, jak dziś wyglądają, jak się prezentują fontanny. Nie wyglądają wcale, bo ich nie ma. Kiedy z koleżanką Jolą wybraliśmy się na spacer po centrum, nie wierzyłem. Słowo. Nie wierzyłem, że w miejscu fontann jest to „coś”. Jeśli w zamyśle architektów miała to być miniaturowa skocznia narciarska, to niech nigdy nie oglądają jej Adam Małysz, Piotrek Żyła czy Kamil Stoch. Bo zapłaczą. Ze śmiechu.

    Może powinienem swojej wyobraźni założyć kaganiec, bo to nie skocznia, tylko gigantyczny szalet miejski, albo jakaś kompletnie nieudana, pochyła platforma widokowa? A może radomski odpowiednik rzymskich Hiszpańskich schodów tyle, że bez schodów?

    Woda też jest. Tryskająca strumykami z otworów w ziemi.

    Moja redakcyjna koleżanka Iwonka tłumaczyła mi, że ta konstrukcja została wybudowana po to, żeby domykała plac.

    • Jaki? Konstytucji?

    • Nie, no. Plac przy fontannach – odparła oburzona moim ignoranctwem.

    Co by to nie było i do czego nie miało służyć, konstruktor tego „dzieła”, tworząc je, musiał być na potężnym kacu. Najgorsze jest to, że nie mógł go zaleczyć wodą z saturatora. Bo ani jego, ani fontann już nie ma. Niestety.


    Źródło: CoZaDzien.pl / Tygodnik Radomski

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.