
Człowiek, który do dziewiątego roku życia w ogóle nie chodził, a dziś ma na koncie blisko 350 medali, znów stoi przed osiedlowym sklepem ze skarbonką. Zbigniew Stefaniak - ultramaratończyk z dziecięcym porażeniem mózgowym - w czwartek można spotkać przy Biedronce na ul. Belgradzkiej na Ursynowie. Zbiera na handbike, rower napędzany rękami, bez którego jego sportowa kariera się skończy.
Nie sposób go przeoczyć. Uśmiechnięty mężczyzna na wózku, obok skarbonka, a w rozmowie - opowieści o startach, których nie powstydziłby się niejeden pełnosprawny biegacz. Pan Zbigniew pojawia się przed ursynowskimi marketami cyklicznie: bywał już pod Lidlem na Kabatach, przed E.Leclerkiem, teraz przyszła kolej na Biedronkę przy Belgradzkiej na Natolinie. Nie prosi o litość. Prosi o kilka lat więcej ze swoją pasją.
Startuję w maratonach na terenie Polski, jak i za granicą. Można powiedzieć, że to jest takie moje wyjeżdżanie na świat. Dzięki aktywności sportowej nie przychodzą głupoty do głowy, jest po co żyć
Lekarze nie dawali mu szans na chodzenie
Urodził się z dziecięcym porażeniem mózgowym. Lekarze nie dawali rodzicom żadnej gwarancji, że kiedykolwiek stanie na nogi. Do dziewiątego roku życia był całkowicie niesamodzielny. Przełom przyszedł w ośrodku dla dzieci niepełnosprawnych ruchowo w Policach pod Szczecinem. Tam trafił na wychowawcę Janusza Chmielewskiego, sportowca-amatora, biegacza i organizatora zawodów.
To dzięki niemu, mimo całkowitej niesamodzielności, zrodził się we mnie zapał do sportu
Pierwsze treningi to były marsze po polickich lasach. Dwie, trzy godziny, co drugi dzień. Potem przyszedł debiut na zawodach - pięć kilometrów na Wałach Chrobrego w Szczecinie. Drugie miejsce. I to był moment, w którym wszystko się zaczęło.
Blisko 350 medali i wieś, w której mieszka trzydzieści osób
Dziś na jego koncie jest już blisko 350 medali, pucharów i dyplomów ze startów w całej Polsce i za granicą. Każdy wyjazd to jednak osobna logistyczna układanka, w której pomagają ludzie dobrej woli i firmy.
Pochodzi z Gąsiorowa w gminie Daszyna w Łódzkiem, wsi liczącej około trzydziestu mieszkańców. Mieszka w Otwocku, a do Warszawy dojeżdża sam, każdego dnia, żeby prowadzić zbiórkę w kolejnych dzielnicach. Dla osoby na wózku to wyprawa, o której większość pasażerów kolejki podmiejskiej nawet nie myśli.
Dla osoby niepełnosprawnej na wózku wydostanie się z domu na dworzec PKP, do lekarza specjalisty, jest niezwykle trudne
50 tysięcy złotych. „Tylko 34 tys. do METY!"
Cel zbiórki jest bardzo konkretny: nowy wózek oraz dostawka rowerowa, czyli handbike - rower ręczny napędzany korbami. Sprzęt, który pozwala nie tylko startować w maratonach, ale też normalnie funkcjonować na co dzień. Kosztuje około 50 tysięcy złotych.
Kiedy portal haloursynow.pl rozmawiał z panem Zbigniewem jesienią, na koncie było około 16 tysięcy - stąd hasło zbiórki na portalu Szczytny Cel: „Tylko 34 tys. do METY!". Akcja nadal trwa, ale stacjonarnie - a mężczyzna nie ukrywa, że tempo bywa różne.
Dodaje mi to chęci do życia, przy okazji podróżuję - dzięki pasji i dzięki ludziom, którzy mnie wspierają. Chociaż z tym wspieraniem dzisiaj jest różnie, wiadomo, ale nie poddaję się, cały czas walczę. Mimo choroby walczę z ułomnościami, z niepełnosprawnością
Pieniądze idą nie tylko na sprzęt. Jak tłumaczy, codzienność osoby z jego niepełnosprawnością to stałe wydatki na leki, środki higieniczne i podróże na zawody.
Aby godnie żyć i przede wszystkim w dalszym ciągu realizować swoje sportowe pasje, potrzebne są środki finansowe na leki, podróże, środki higieniczne. Dlatego nieustannie prowadzę zbiórkę
W czwartek przy Belgradzkiej
Pana Zbigniewa można w czwartek spotkać przed wejściem do Biedronki przy ul. Belgradzkiej. Można z nim porozmawiać, i to chyba najlepsza część tej historii, bo rozmawiać lubi i robi to z pogodą ducha, której trudno mu odmówić. Można też wrzucić grosz do skarbonki.
Niektórzy dobrze życzą i tym, którzy dobrze życzą i wspierają, to bardzo wielkie, wielkie dzięki. Z dobrymi ludźmi można wiele osiągnąć
Co sądzisz na ten temat?
Źródło: Halo Ursynow
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.