1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Region. Płynie całą Wisłą dla dzieci z FASD. Jacek Pałubicki dotarł do Kozienic

    Region. Płynie całą Wisłą dla dzieci z FASD. Jacek Pałubicki dotarł do Kozienic

    RAK0RAK0przeszczepów
    1427 odsłon
    Mazowieckie

    Za Jackiem Pałubickim 423 kilometry i trzynaście dni spędzonych w wodzie. W czwartek, 30 lipca, uczestnik wyjątkowej wyprawy dotarł na teren gminy Kozienice. Na brzegu powitali go między innymi podopieczni zawodowej rodziny zastępczej #DomZserducha oraz przedstawiciel Enei Wytwarzanie. Pałubicki próbuje przepłynąć wpław całą Wisłę, aby nagłośnić kampanię #NiePijZaMnie i pomóc dzieciom z FAS oraz FASD.

    Setki kilometrów pokonanych w nurcie największej polskiej rzeki, poranione stopy, zmęczenie, choroby i codzienna walka z własnymi słabościami. Jacek Pałubicki nie płynie jednak po medal ani wyłącznie dla sportowego rekordu. Swoją wyprawą chce zwrócić uwagę na sytuację dzieci z FAS i FASD oraz rodzin, które każdego dnia pomagają im mierzyć się z konsekwencjami prenatalnej ekspozycji na alkohol.

    Jacek Pałubicki podczas spotkania z osobami, które powitały go po dotarciu na teren gminy Kozienice. W czwartek, 30 lipca, pływak dotarł na teren gminy Kozienice. W Świerżach Górnych czekała na niego grupa dzieci, w tym podopieczni zawodowej rodziny zastępczej #DomZserducha. To właśnie spotkanie z nimi nadało temu etapowi wyprawy szczególny wymiar.

    Z Jackiem Pałubickim spotkał się również Krzysztof Bomba, kierownik Biura Komunikacji i PR w Enei Wytwarzanie. W imieniu firmy Enea wręczył pływakowi drobne upominki, witając go na terenie gminy Kozienice i okazując wsparcie dla społecznego przesłania wyprawy. Pałubicki otrzymał także upominki przekazane przez Gminę Kozienice.

    Dla Pałubickiego obecność dzieci na brzegu była potwierdzeniem, że wysiłek podejmowany każdego dnia ma konkretny cel.

    – Trudno to nawet wyrazić jednym słowem. To bardzo pozytywne emocje, bo widzi się tak namacalnie, że to, co robię, ma sens. Przenosi się to ze świata abstrakcji do świata rzeczywistego. Widzę osoby, dla których płynę, widzę, że te osoby się cieszą, i ja się cieszę, że mogę im coś dać – mówił Jacek Pałubicki.

    Blisko 942 kilometry w ramach jednej wyprawy

    Jacek Pałubicki jest mieszkańcem Rumi, aplikantem prokuratorskim i autorem profilu „Na Otwartym Nurcie”, na którym każdego dnia relacjonuje kolejne etapy przedsięwzięcia.

    Wyprawę rozpoczął na zerowym kilometrze Wisły, przy ujściu Przemszy na terenie powiatu oświęcimskiego. Jej metą ma być ujście rzeki do Morza Bałtyckiego. Cała trasa liczy blisko 942 kilometry.

    Pałubicki chce pokonać ją wpław w ramach jednej wyprawy. Jak podkreśla, wcześniej całość Wisły przepływano etapami, rozłożonymi na dłuższy czas. Jego celem jest natomiast przepłynięcie całej rzeki podczas jednego przedsięwzięcia.

    – Były dwie osoby, które zrobiły to, dzieląc trasę na etapy przez dwa lata. Wchodziły w jednym miejscu, przepływały kawałek, a później kontynuowały w innym terminie. Natomiast jeszcze nikt nie przepłynął wpław całej Wisły w jednym kawałku, w ramach jednej wyprawy. Ja właśnie usiłuję to zrobić – wyjaśniał.

    W chwili rozmowy Pałubicki znajdował się na 423. kilometrze trasy. Do Bałtyku pozostawało mu jeszcze około 519 kilometrów.

    Pierwotnie zakładał, że dotrze do mety w ciągu 23 dni. Już na etapie Kozienic przyznawał jednak, że realizacja tego planu może okazać się niemożliwa, a wyprawa prawdopodobnie będzie musiała zostać przedłużona.

    Każdego dnia boli coś innego

    Pokonywanie kolejnych kilometrów Wisły oznacza ogromny wysiłek fizyczny. Pływak spędza w wodzie wiele godzin dziennie, zmagając się nie tylko z nurtem, ale również z narastającym zmęczeniem i kolejnymi urazami.

    – Fizyczne zmęczenie na pewno jest i trzeba nauczyć się do niego przyzwyczajać. Trzeba nauczyć się żyć z bólem, bo każdego dnia coś boli. To poranione stopy, luz w barku, napięcie w kolanie. Każdego dnia organizm daje o sobie znać w innym miejscu – relacjonował.

    Podczas pierwszych trzynastu dni wyprawy Pałubicki przeszedł również dwie choroby. Pojawiły się gorączka, zaburzenia gastryczne, wymioty oraz ból głowy. Pomimo problemów zdrowotnych każdego dnia wchodził do wody.

    – Czasami był to mniejszy odcinek, czasami większy, ale każdego dnia płynąłem – podkreślił.

    Jeszcze trudniejsze od fizycznego zmęczenia mogą być kryzysy psychiczne. Wielogodzinne przebywanie w wodzie, monotonia wysiłku i świadomość setek kilometrów pozostających do pokonania powodują duże wahania emocjonalne.

    – Są momenty, kiedy człowiek czuje taki stan euforii, że może zatrząść całym światem. Są też momenty, kiedy czuje się naprawdę bardzo mocno zdołowanym. Trzeba utrzymywać pomiędzy tym równowagę i mieć w sobie samozaparcie, bo kryzysy pojawiają się każdego dnia – mówił.

    Wisła nie wybacza błędów

    Do wyprawy Pałubicki przygotowywał się na wiele sposobów. Trenował na siłowni, pływał w basenie, jeziorach i rzekach, a także biegał po lesie. Jak zaznacza, samo przygotowanie wytrzymałościowe nie wystarcza.

    Podczas płynięcia Wisłą potrzebna jest również siła i zdolność do szybkiej reakcji. Nurt może znosić pływaka w stronę wystających konarów lub innych przeszkód. W takiej sytuacji trzeba natychmiast zmienić kierunek, przyspieszyć albo zwolnić.

    – Potrzebna jest wydolność, żeby płynąć przez wiele godzin dziennie, ale też odpowiednia siła i eksplozywność. Czasami z wody wystaje drzewo, nurt na nie znosi i trzeba je szybko ominąć – tłumaczył.

    Wyprawa jest zabezpieczana przez zmieniającą się sztafetę kajakową. Jedni wolontariusze towarzyszą pływakowi przez jeden dzień, inni pozostają na wodzie przez dwa lub trzy dni. Organizacja każdego etapu wymaga zapewnienia ludziom kajaków, wioseł, kamizelek oraz pozostałego wyposażenia.

    Logistyka jest jednym z największych wyzwań przedsięwzięcia. Pierwotnie zabezpieczenie zaplanowano na 23 dni. Przedłużenie wyprawy oznacza konieczność znalezienia kolejnych osób, które będą gotowe towarzyszyć Pałubickiemu na dalszej części trasy.

    Ludzie przychodzą z pomocą

    Na kolejnych etapach wyprawy Pałubicki spotyka się z dużą życzliwością. Zgłaszają się do niego firmy kajakarskie oferujące sprzęt i zabezpieczenie, a także mieszkańcy nadwiślańskich miejscowości.

    Niektórzy przynoszą mu nad rzekę jedzenie, inni chcą popłynąć za nim kajakiem lub pokonać razem z nim część trasy. Do pomocy dołączają również osoby, których wcześniej nie znał.

    – To integruje społecznie. Zgłaszają się już nie tylko moi znajomi czy znajomi znajomych, ale również osoby zupełnie mi obce. Przynoszą posiłki nad rzekę albo chcą popłynąć ze mną kawałek – opowiadał.

    Jedna z takich osób towarzyszyła mu w wodzie na odcinku od Puław do Dęblina. Jak przyznał Pałubicki, był to pierwszy uczestnik wyprawy, który nie zabezpieczał go z kajaka, lecz płynął razem z nim.

    Nie płynie dla rekordu

    Choć przedsięwzięcie ma wyjątkowy wymiar sportowy, jego najważniejszy cel jest społeczny. Pałubicki wspiera Fundację „Mały Książę”, która pomaga rodzinom zastępczym i adopcyjnym wychowującym dzieci z FAS oraz FASD.

    Wyprawa odbywa się pod hasłem kampanii #NiePijZaMnie. Jej celem jest przypominanie, że spożywanie alkoholu przez kobietę w ciąży może prowadzić do trwałych zaburzeń neurorozwojowych u dziecka. Kampania ma także zwrócić uwagę na potrzeby osób, które już żyją z FAS i FASD, oraz ich rodzin.

    – Uważam, że bardzo ważne jest nagłośnienie tego problemu. Po pierwsze, żeby wesprzeć osoby, które już urodziły się z FAS i FASD, a po drugie, żeby zapobiegać kolejnym przypadkom. To zaburzenie, któremu możemy przeciwdziałać, po prostu nie pijąc alkoholu w ciąży – mówił Pałubicki.

    Wcześniejsza zapowiedź wydarzenia wskazywała również, że na uczestnika wyprawy będą czekali przedstawiciele #DomZserducha oraz dzieci wychowywane w zawodowej rodzinie zastępczej.

    Pomoc dla dzieci i ich opiekunów

    Wyprawie towarzyszy zbiórka pieniędzy na rzecz Fundacji „Mały Książę”. Zebrane środki mają zostać przeznaczone między innymi na szkolenia dla rodziców adopcyjnych i zastępczych.

    Ich celem jest przekazanie opiekunom wiedzy, która pozwoli lepiej zrozumieć zachowanie dzieci z FAS i FASD oraz skuteczniej odpowiadać na ich potrzeby.

    – Czasami dziecko nie ma złej woli, tylko ma pewną dysfunkcję, która utrudnia mu kontakt ze światem i otoczeniem. Rodzice muszą rozumieć, na czym to polega i w jaki sposób mogą takiemu dziecku pomóc – wyjaśniał Pałubicki.

    Pomoc obejmuje również kwestie związane z dietą oraz wsparciem psychologicznym i psychiatrycznym dla dzieci.

    Informacje o zbiórce można znaleźć na facebookowym profilu „Na Otwartym Nurcie”. Pałubicki publikuje tam zdjęcia i nagrania z kolejnych etapów wyprawy. Pod postami zamieszczane są dwa odnośniki – jeden do zbiórki, a drugi do lokalizatora GPS, dzięki któremu można śledzić jego położenie.

    Przed nim jeszcze ponad 500 kilometrów

    Dotarcie do gminy Kozienice oznaczało pokonanie niemal połowy zaplanowanej trasy. Przed pływakiem pozostawało jednak jeszcze ponad 500 kilometrów Wisły.

    Przedłużenie wyprawy wymaga znalezienia kolejnych osób do kajakowej sztafety oraz pogodzenia przedsięwzięcia z obowiązkami związanymi z aplikacją prokuratorską. Kończył się bowiem okres urlopu Pałubickiego i zbliżał termin rozpoczęcia praktyk.

    Mimo bólu, zmęczenia i problemów organizacyjnych pływak chce dotrzeć do Bałtyku. Każdy kolejny kilometr ma pomagać w nagłaśnianiu kampanii #NiePijZaMnie i zwiększać wiedzę na temat FAS oraz FASD.

    Na zakończenie rozmowy został zapytany, czego należy mu życzyć podczas dalszej drogi. Odpowiedź była krótka:

    – Wyższego stanu wody.

    Przed Jackiem Pałubickim wciąż długa droga. Jednak spotkanie z dziećmi na brzegu Wisły w gminie Kozienice pokazało, że ta wyprawa nie jest jedynie walką z nurtem i własnymi ograniczeniami. Jest przede wszystkim próbą zwrócenia uwagi na tych, którzy każdego dnia potrzebują zrozumienia, specjalistycznego wsparcia i realnej pomocy.

    Jacek Pałubicki podczas spotkania z osobami, które powitały go po dotarciu na teren gminy Kozienice. Jacek Pałubicki dotarł do gminy Kozienice po pokonaniu 423 kilometrów Wisły. Jego wyprawa nagłaśnia kampanię #NiePijZaMnie i wspiera dzieci z FAS oraz FASD.

    Zobacz więcej


    Źródło: PIONKI24.PL

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.