Stare meble, radia, zdjęcia, listy, nawet monety interesują nie tylko muzealników. Przyciągają także fanów urbeksu. A wszystko w aurze pewnej tajemnicy, aby to, co zastane, pozostało na swoim miejscu. Miłośnicy eksploracji trudniej dostępnych miejsc każdorazowo starają się sprawdzać historię danego
+11
17
Spis treści
Stare meble, radia, zdjęcia, listy, nawet monety interesują nie tylko muzealników. Przyciągają także fanów urbeksu. A wszystko w aurze pewnej tajemnicy, aby to, co zastane, pozostało na swoim miejscu.
Miłośnicy eksploracji trudniej dostępnych miejsc każdorazowo starają się sprawdzać historię danego obiektu, czasem podpowiedzą im coś okoliczni mieszkańcy. Za to już po wyjściu nie podają nikomu lokalizacji. To jedna z podstawowych zasad.
– Wiele urbeksowych perełek zniknęło właśnie dlatego, że ktoś zdradził, gdzie się znajdują – mówi Damian Cybulski z grupy Urbex Moją Pasją, która z roku na rok przyciąga coraz więcej osób. Płocczanin dodaje, że było już kilka sytuacji, kiedy jakiś obiekt stawał się zbyt popularny nie tylko wśród fanów urbeksu i co bardziej ciekawskich zwiedzających. Niestety także wśród wandali. – Tak było z okrąglakami w Miałkówku. Pierwszy eksplorator wszedł do nich w 2015 r. Chociaż zdołał bardzo ładnie ukryć lokalizację i tak znalazł się ktoś, kto się zorientował. Podobna sytuacja dotyczyła opuszczonego domu niedaleko Warszawy, w którym nagrywano program „Big Brother”. Też już rozszabrowanego i zniszczonego – opowiada Cybulski.
Pasja starsza ni ż nazwa
Choć słowo urbex na dobre zadomowiło się w Polsce dopiero kilkanaście lat temu, sama idea odkrywania opuszczonych miejsc jest znacznie starsza. Już w XIX wieku podróżnicy, historycy i artyści odwiedzali ruiny zamków, pałaców i klasztorów. Wraz z rozwojem przemysłu zaczęto odkrywać również nieczynne fabryki, kopalnie, dworce i szpitale – obiekty, które przestały pełnić swoją funkcję, ale wciąż przypominają o ludziach, którzy kiedyś tam mieszkali lub pracowali.
Za narodziny współczesnego ruchu urban exploration uznaje się lata 80. XX wieku. W Europie i Stanach Zjednoczonych zaczęły powstawać pierwsze grupy eksploratorów dokumentujących zapomniane obiekty. Kilkanaście lat później kanadyjski autor Jeff Chapman, znany jako Ninjalicious, spopularyzował określenie urban exploration i opisał zasady, które do dziś są niepisanym kodeksem środowiska.
– Wiele osób uważa, że urbex polega na wchodzeniu do opuszczonych budynków dla adrenaliny. To mit. Najważniejsze jest odkrywanie historii miejsc, dokumentowanie ich i zachowanie dla kolejnych pokoleń – podkreśla Damian Cybulski. W Polsce środowisko eksploratorów zaczęło dynamicznie rozwijać się na początku XXI wieku. Początkowo pasjonaci wymieniali się informacjami na internetowych forach. Dziś robią to także za pośrednictwem mediów społecznościowych i kanałów poświęconych eksploracji takich jak „Urbex Moją Pasją”. Dla wielu z nich najważniejsze jest nie samo wejście do obiektu, ale możliwość pokazania jego historii zanim zniknie pod naporem czasu, rozbiórek lub działalności wandali. Urbex jest także formą dokumentowania wnętrz urządzonych lata temu, pozostawionych przedmiotów, śladów codziennego życia. A to z kolei przyciąga fotografów, historyków i regionalistów. Damian Cybulski tłumaczy, że chciał stworzyć coś, co będzie jednoczyło urbeksowe środowisko pasjonatów. Dzięki temu powstała grupa „Urbex Moją Pasją” dokumentująca miejsca, które za kilka lat mogą istnieć już tylko na fotografiach i we wspomnieniach.
Żaden szaber. Zdjęcia, film i wychodzę
Odpowiedzialna eksploracja opiera się na prostych zasadach: nie dewastować i nie kraść. Co najwyżej zostaną ślady butów... – Robimy zdjęcia, nagrywamy filmy i zostawiamy miejsce takim, jakie było przed naszym wejściem. Nie jesteśmy tam po to, żeby cokolwiek zabierać albo zmieniać. Chcemy zachować jego historię – podkreśla Damian Cybulski. Bywa, że nawet niektórzy zgłaszają im miejsca, do których warto przyjechać. W wyprawach bierze udział ok. 15 osób. Przeważnie z Płocka, ale zdarzały się także osoby z Gostynina czy Kutna. Bywa, że po wejściu do jakiegoś domu trafi się wyjątkowa gratka w postaci starych dokumentów, zdjęć, listów, a nawet banknotów i monet. – Zgodnie z naszą dewizą niczego nie ruszamy. Traktujemy te obiekty z szacunkiem – zapewnia Płocczanin. Były też inne ciekawe znaleziska: stare telewizory Rubin i radia Unitra, które były na wyposażeniu domów w okresie PRL-u Co ciekawe, pasjonaci urbexu nie powinni ruszać żadnych przedmiotów nawet celem odrestaurowania czy naprawy. A zdarzają się sytuacje, kiedy ktoś się z nimi kontaktuje, podając się za konserwatora zabytków. – Tyle że my nie mamy pewności, co się później z tym przedmiotem stanie. Dlatego nie podajemy lokalizacji. Aby nagle nie okazało się, że dom zostanie zniszczony i rozkradziony – dopowiada nasz rozmówca.
Przy takich wyprawach równie ważne jest bezpieczeństwo. Jeśli stan budynku budzi wątpliwości, doświadczeni eksploratorzy po prostu rezygnują z wejścia. Cybulski przekonał się na własnej skórze, że trzeba na siebie uważać. Kilka lat temu przegniły strop w budynku niedaleko Płocka zarwał się, a on sam spadł z trzeciego piętra opuszczonego budynku do piwnicy.
– Gdy spadałem, w głowie miałem tylko jedną myśl: żeby się na nic nie nadziać. Miałem ogromne szczęście, bo tylko nieźle potłukłem. To była porządna lekcja pokory – zapewnia. Reklama Lista do „ odhaczenia ”
Nasz rozmówca eksplorował już obiekty w Polsce, Włoszech, Chorwacji i Czechach. Na jego liście wciąż pozostaje jednak kilka miejsc, do których chciałby dotrzeć. Największym marzeniem pozostaje „Zona”, czyli strefa wokół elektrowni atomowej w Czarnobylu. Teren został zamknięty po katastrofie reaktora nr 4 w 1986 roku. Przez lata był dostępny dla zorganizowanych grup turystycznych, jednak po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku ponownie został zamknięty. – Praktycznie byłem już gotowy do wyjazdu. Potem wybuchła wojna. Mam nadzieję, że kiedyś będzie można tam bezpiecznie wrócić – mówi.
Na jego liście znajduje się również Joliet Correctional Center w amerykańskim stanie Illinois. Więzienie działało od 1858 do 2002 roku. Po zamknięciu ten opuszczony kompleks stał się jednym z najbardziej znanych urbexowych obiektów w Stanach Zjednoczonych. Rozpoznawalność przyniosły mu m.in. film „Blues Brothers ” i serial „Skazany na śmierć ” .
Trzecim wymarzonym kierunkiem jest teren wokół elektrowni Fukushima Daiichi w Japonii. Po katastrofie wywołanej trzęsieniem ziemi i tsunami z 2011 roku wokół obiektu utworzono strefę ewakuacji. Część okolicznych miejscowości została już ponownie otwarta, jednak sam teren elektrowni i najbardziej skażone obszary nadal pozostają zamknięte.
– Kiedy Fukushima? Jak uzbieram 20 tysięcy na wyjazd do Japonii. Czyli jeszcze trochę to potrwa – śmieje się twórca grupy „Urbex Moją Pasją”. Integracja i miejscówka będąca tajemnicą
Damian Cybulski z czasem postanowił stworzyć imprezę dla fanów urbeksu. – Wielu uczestników przyjeżdża do Płocka po raz pierwszy, więc przy okazji mogą poznać nasze miasto – mówi organizator. W ten sposób narodziła się Urbexomania – coroczna impreza zrzeszająca miłośników eksploracji niedostępnych miejsc. Mamy tu dwa w jednym, integrację ludzi połączonych tą samą pasją i próbę pokazania Płocka z mniej oczywistej strony. Sierpniowe spotkanie będzie okazją do zobaczenia, jak ta pasja wygląda w praktyce, do poznania ludzi, którzy ją rozwijają, i przekonania się, że urbex to znacznie więcej niż zwiedzanie opuszczonych budynków.
W tym roku przypada już 6. edycja Urbexomanii. Dodatkowym elementem będzie spacer (7 sierpnia, godz. 16, dołączyć może każdy chętny). Organizatorzy nie zdradzają, gdzie zakończy się wycieczka, co zresztą wpisuje się w urbeksowe przestrzeganie tajemnicy związanej z odwiedzanymi miejscówkami.
Drugi dzień Urbexomanii odbędzie się 8 sierpnia od godz. 13 w lokalu Pierwsza Kawa przy ul. Nowy Rynek 10. Wstęp jest bezpłatny. Na uczestników czekają prelekcje poświęcone eksploracji opuszczonych obiektów, wystawa fotografii, konkursy oraz spotkania z pasjonatami z różnych części kraju. Wieczorem na scenie wystąpią zespoły punkrockowe BANG BANG i Londyn '70. Bilet na koncert kosztuje 30 zł, a cały dochód zostanie przeznaczony na leczenie Wiktorii Kuflan, chorującej na zespół Moebiusa.
Obserwuj nas na Google News
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.