
W nocy ze środy na czwartek w polską przestrzeń powietrzną wleciała rosyjska rakieta manewrująca Ch-101 – potwierdził to na antenie TVN24 wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk. Pocisk spadł w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie, zostawiając krater o głębokości 5 metrów i sz
W nocy ze środy na czwartek w polską przestrzeń powietrzną wleciała rosyjska rakieta manewrująca Ch-101 – potwierdził to na antenie TVN24 wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk. Pocisk spadł w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie, zostawiając krater o głębokości 5 metrów i szerokości 10 metrów. Nikt nie został ranny, ale zdarzenie odsłoniło luki w systemie ostrzegania mieszkańców.
Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google

Z ostatniej chwili na czerwonym tle. Grafika poglądowa. Fot. Warszawa w Pigułce
Według komunikatu Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, niezidentyfikowany obiekt pojawił się w polskiej przestrzeni powietrznej o godzinie 3:40. Do jego rozpoznania i ewentualnego przechwycenia skierowano dyżurujący myśliwiec F-16. Sześć minut później, o 3:46, obiekt zniknął z radarów. Miejsce jego upadku zlokalizowano niedługo potem w okolicach Tarnawy-Kolonii. W 17 powiatach województwa lubelskiego uruchomiono syreny alarmowe.
Na miejsce zdarzenia pojechali premier Donald Tusk, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński oraz przedstawiciel Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Prokuratura Okręgowa w Lublinie wszczęła śledztwo. Jak poinformował po południu rzecznik tej prokuratury Marcin Kozak, badania terenu potwierdziły, że w Tarnawie-Kolonii spadła rakieta, a nie dron – najprawdopodobniej oznaczona jako Ch-101, zawierająca materiał wybuchowy w znacznej ilości.
Rozmawiałem z dowódcą operacyjnym generałem Nowakiem i możemy z pełną odpowiedzialnością potwierdzić, że była to rosyjska rakieta Ch-101, czyli rakieta manewrująca, zdolna przenosić nawet głowice jądrowe, która wybuchła przy zderzeniu z ziemią – przekazał na antenie TVN24 Cezary Tomczyk, wiceminister obrony narodowej. Chodzi o generała dywizji pilota Ireneusza Nowaka, Dowódcę Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, mianowanego na to stanowisko na początku czerwca 2026 roku.
Tomczyk przekazał też, że w pewnym momencie w kierunku Polski leciało aż 20 rakiet. Zapytany, czy doszło do celowej prowokacji ze strony Rosji, odpowiedział, że każda z opcji jest możliwa i że pełniejszej odpowiedzi mogą dostarczyć dopiero informacje wywiadowcze w kolejnych tygodniach. Dodał, że tego rodzaju sytuacje będą się powtarzać. Warto przy tym doprecyzować dane techniczne pocisku – według amerykańskiego think tanku GlobalSecurity.org, rakieta Ch-101 przenosi głowicę konwencjonalną o masie 400 kilogramów, a zdolność przenoszenia głowic jądrowych ma jej siostrzany wariant oznaczony jako Ch-102. Należy jednak do tej samej „rodziny” pocisków.
To właśnie brak spójnej informacji dla mieszkańców wywołał największą krytykę po całym zdarzeniu. Syreny alarmowe w kilkunastu powiatach lubelskich zadziałały, ale system SMS-owych alertów RCB – który miałby wyjaśnić mieszkańcom, co się dzieje i jak się zachować – nie został uruchomiony. Część osób w rejonie zdarzenia dowiedziała się o incydencie dopiero z mediów społecznościowych, długo po tym, jak syreny ucichły.
Premier Donald Tusk tłumaczył później, że wiadomości SMS nie zostały wysłane, bo syrena jest szybsza, ale zapowiedział zmianę procedur – po ustaniu zagrożenia mieszkańcy mają odtąd otrzymywać uspokajające wiadomości SMS, informujące wprost, że alarm został odwołany. Krytycznie o reakcji systemu ostrzegania wypowiedział się generał Jarosław Kraszewski, oceniając w rozmowie z Polsat News, że mieszkańcy nie wiedzieli, gdzie się schronić, a same procedury wymagają pilnych, regularnych szkoleń kryzysowych. Podobnego zdania byli eksperci cytowani przez Interię – zwracali uwagę, że polski system ostrzegania był budowany z myślą o zagrożeniach czasu pokoju, takich jak pogoda, a nie o nagłym naruszeniu przestrzeni powietrznej przez uzbrojony obiekt lecący ze wschodu.
Ukraiński szef dyplomacji Andrij Sybiha napisał na platformie X, że rakieta naruszyła przestrzeń powietrzną NATO, przekraczając granicę w okolicach Hrubieszowa. Premier Tusk podziękował za solidarność przywódcom Unii Europejskiej i NATO, a swoje wsparcie zadeklarował między innymi premier Szwecji Ulf Kristersson. Teren wokół krateru pozostaje zamknięty dla osób postronnych na czas zbierania materiału dowodowego, a mieszkańcy powiatów przygranicznych muszą liczyć się ze wzmożoną obecnością patroli policji, Straży Granicznej i wojska. Jak podkreślają służby, nie stwierdzono skażenia ani zagrożenia dla zdrowia i życia okolicznych mieszkańców, dlatego nie zdecydowano się na ewakuację żadnej miejscowości.
Zdarzenie na Lubelszczyźnie postawiło pytanie, które dotyczy każdego dużego miasta w Polsce, także Warszawy – kto właściwie odpowiada za ogłoszenie alarmu, gdyby podobny obiekt pojawił się nad stolicą. Jak przypomniała Polska Agencja Prasowa, o uruchomieniu alertu SMS RCB dla danego obszaru decyduje dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, ale wniosek o jego uruchomienie kieruje do niego właściwy wojewoda – w przypadku Warszawy byłby to wojewoda mazowiecki, koordynujący działania na poziomie całego województwa.
Za samo ogłoszenie alarmu na terenie miasta odpowiadają jednak władze lokalne. W Warszawie, jako mieście na prawach powiatu, tę rolę pełni prezydent miasta, działający we współpracy z Komendą Miejską Państwowej Straży Pożarnej. To prezydent odpowiada za przekazanie alarmów i komunikatów podmiotom ochrony ludności na terenie stolicy i to on może wnioskować do wojewody mazowieckiego o rozszerzenie systemu ostrzegania, jeśli sytuacja tego wymaga. Krytyka, jaka spadła na system po zdarzeniu w Tarnawie-Kolonii, dotyczyła właśnie koordynacji między tymi szczeblami – wojewódzkim i miejskim – a nie samych syren, które w Lublinie i okolicach zadziałały zgodnie z procedurą.
Przy okazji alarmu na Lubelszczyźnie okazało się, że większość ludzi było przerażonych, ale niewielu wie co tak naprawdę wyjące syreny oznaczają.
Długi, ciągły dźwięk syreny oznacza ogłoszenie alarmu i konieczność schronienia się w najbliższym bezpiecznym miejscu, najlepiej z dala od okien. Sygnał przerywany, składający się z krótszych dźwięków, oznacza odwołanie alarmu – dopiero wtedy warto szukać dodatkowych informacji w telewizji, radiu czy oficjalnych serwisach rządowych. Eksperci cytowani przez Interię podkreślają wprost, że w trakcie samego alarmu nie należy dzwonić na numery alarmowe ani wychodzić z domu w poszukiwaniu informacji – to tylko obciąża służby i zwiększa ryzyko w chaotycznej sytuacji.
Aplikacja mObywatel na razie nie obsługuje ostrzeżeń tego typu – komunikaty o zagrożeniach można znaleźć w darmowej aplikacji Regionalnego Systemu Ostrzegania, prowadzonej przez MSWiA we współpracy z Telewizją Polską, choć i ten kanał, jak pokazało zdarzenie na Lubelszczyźnie, nie zawsze działa tak szybko, jak powinien. Zamiast polegać wyłącznie na jednym źródle, warto śledzić kilka kanałów naraz – stronę Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, komunikaty wojewody mazowieckiego i informacje miejskie – i traktować z ostrożnością niepotwierdzone doniesienia krążące w mediach społecznościowych, zanim napłynie oficjalne potwierdzenie służb.

Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: [email protected]
Źródło: Warszawa w Pigułce
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.