1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Do Pogoni Siedlce wraca trener przygotowania motorycz

    Do Pogoni Siedlce wraca trener przygotowania motorycz

    0przeszczepów
    1706odsłon
    Mazowieckie

    Do Pogoni Siedlce wraca trener przygotowania motorycznego. Jest to zmiana w sztabie szkoleniowym klubu.

    Z Pawłem Księżopolskim rozmawia Bartosz Szumowski.

    – Historia Pana pracy w Pogoni Siedlce to rozstania i powroty. Dużo ich było?

    – Rzeczywiście można odnieść takie wrażenie, ale ja patrzę na to trochę inaczej. Jestem wychowankiem Pogoni Siedlce i nigdy nie traktowałem tego klubu jak kolejnego miejsca pracy. Za każdym razem, kiedy wracałem, klub był w trudnym momencie. W 2018 r., po spadku do II ligi, później po serii niepowodzeń, a kolejny raz wtedy, gdy klub walczył o przetrwanie i trwała akcja „Ratuj Pogoń”. Nigdy nie wracałem dlatego, że było łatwo. Wracałem, bo czułem, że mogę pomóc. Patrząc z perspektywy czasu, każda z tych decyzji była słuszna. Razem wychodziliśmy z trudnych sytuacji i osiągaliśmy cele, które wcześniej wydawały się bardzo odległe. Dlatego dzisiejszego powrotu nie traktuję jako sentymentu. Wracam do pracy z ludźmi, z klubem i dla miasta, z którym jestem związany od dziecka.

    – Jak Pan wspomina poprzednie okresy pracy w klubie?

    – Bardzo dobrze, mimo że nie zawsze były łatwe. Paradoksalnie właśnie te najtrudniejsze momenty wspominam najlepiej, bo wtedy było najwięcej pracy do wykonania. Największą satysfakcję daje mi nie jeden mecz czy jeden wynik, tylko droga, którą wspólnie przeszliśmy. Od walki o utrzymanie, przez spokojniejszy okres budowania drużyny, aż do awansu. To był proces, który wymagał czasu, cierpliwości i konsekwencji od całej społeczności działaczy, sztabu oraz zawodników. Zawsze patrzę na swoją pracę dość prosto. Przychodzisz, masz robotę do zrobienia, wiesz, jak ją zrobić, przekonujesz do niej innych i cierpliwie czekasz na efekty. Jeżeli na końcu możesz sobie uczciwie powiedzieć, że zrobiłeś wszystko najlepiej, jak potrafiłeś, to niezależnie od wyniku dobrze się z tym czujesz. I ja właśnie tak wspominam ten czas.

    – Co sprawiło, że rozstał się Pan z Pogonią w 2024 r.? Czy przyczyną był konflikt z ówczesnym prezesem Łukaszem Jarkowskim ?

    – Nie. Byłoby nieuczciwe zrzucać odpowiedzialność na prezesa Jarkowskiego. Do końca próbował znaleźć rozwiązanie i być mediatorem, za to jestem mu wdzięczny. Ja też postawiłem sprawę jasno. Zapytałem prezesa wprost, czy planowane są zmiany na stanowisku pierwszego trenera. Usłyszałem, że nie. Wtedy zrozumiałem, że nie będę już w stanie wykonywać swojej pracy tak, jak uważam, że powinno się ją wykonywać. Stąd decyzja o odejściu. Dzisiaj nie wracam już do tamtych wydarzeń. Klub jest w innym miejscu, ja również. Wracam z czystą głową i całą energię chcę poświęcić temu, co przede mną, a nie temu, co zostało za mną.

    – Czy po tamtym rozstaniu porzucił Pan branżę?

    – Nie. Ani przez chwilę nie pomyślałem, że chcę odejść z piłki czy zrezygnować z pracy z ludźmi. Potrzebowałem natomiast zatrzymać się i odzyskać równowagę. Przez kilka miesięcy własnymi rękami budowałem nasz dom. Paradoksalnie to był jeden z najlepszych okresów od wielu lat. Największą satysfakcję dawało mi nie to, że powstaje dom, ale sam proces tworzenia czegoś od podstaw. To pozwoliło mi poukładać wiele rzeczy w głowie. Jednocześnie wcale nie odszedłem od piłki. Uczestniczyłem w zgrupowaniu Reprezentacji Polski U-19. Ukończyłem kolejne kursy trenerskie i studia podyplomowe, pracowałem z pacjentami, między innymi prowadząc rehabilitację po urazie ACL z wykorzystaniem protokołu Cross Bracing, dzięki któremu mojemu bratu udało się uniknąć operacji i wrócić do amatorskiego uprawiania siatkówki. To był też bardzo ważny czas prywatnie. Odbudowałem relacje w domu, mogłem poświęcić więcej czasu mojej rodzinie, żonie i synowi. Dzisiaj wiem, że ta przerwa była mi potrzebna. Wracam z nową energią i jeszcze większą motywacją do pracy.

    –Czyja to była inicjatywa – Pana czy nowych władz?

    – To była inicjatywa nowych władz klubu. Skontaktowali się ze mną prezes Łukasz Firus i wiceprezes Kamil Otton. W klubie zwolniło się miejsce po trenerze przygotowania motorycznego, który otrzymał ofertę pracy w innym klubie, więc rozpoczęliśmy rozmowy. Nie zastanawiałem się długo, ale chciałem mieć pewność, że wracam do miejsca, w którym wszyscy gramy do jednej bramki. Zależało mi na dwóch kwestiach: żeby obecny trener naprawdę chciał ze mną współpracować i żeby zasady tej współpracy były od początku jasno określone. Kiedy usłyszałem, jak klub i trener widzą moją rolę, decyzja była już prosta.

    – Zakres obowiązków będzie taki sam jak poprzednio?

    – Trochę się rozszerzy. Moją główną odpowiedzialnością będzie pierwsza drużyna, ale zakres pracy trenera przygotowania motorycznego jest znacznie szerszy, niż wielu osobom się wydaje. To przede wszystkim ścisła współpraca z pierwszym trenerem i członkami sztabu przy planowaniu obciążeń treningowych oraz programowaniu treningu pod względem intensywności i objętości – zarówno na boisku, jak i na siłowni. Prowadzenie pewnych części jednostek treningowych, trening siłowy, przygotowanie indywidualnych programów uzupełniających, przed i po treningu, monitoruję zmęczenie zawodników, analizuję dane GPS i współpracuję z fizjoterapeutami przy powrocie zawodników po kontuzjach. Bardzo zależy mi również na dobrej współpracy z drugim zespołem. Rezerwy powinny być naturalnym zapleczem pierwszej drużyny. Jeżeli młody zawodnik dostanie swoją szansę, powinien być do niej przygotowany także pod względem fizycznym. Zawsze powtarzam, że najlepszy trener przygotowania motorycznego to nie ten, którego najbardziej widać. To ten, którego pracę widać w zdrowych zawodnikach, małej liczbie kontuzji i w tym, że drużyna jest gotowa walczyć od pierwszej do ostatniej minuty.

    – Czy w związku z tym czuje Pan, że to będzie ta sama Pogoń, co w 2024 r., czy może z jakichś powodów inna?

    – Myślę, że każda drużyna i każdy sztab są inne, bo tworzą je ludzie. Nie chciałbym porównywać tego, co było, z tym, co jest dzisiaj. Dla mnie najważniejsze było to, żeby wrócić do miejsca, w którym wszyscy koncentrują się na tym, co w piłce jest najważniejsze: codziennej pracy z zawodnikami i budowaniu drużyny. Nie wracam po to, żeby oceniać przeszłość. Wracam po to, żeby razem z całym sztabem zrobić wszystko, aby Pogoń była jak najlepiej przygotowana do sezonu.

    – Czy zna Pan już poszczególnych zawodników Pogoni Siedlce na nadchodzący sezon?

    – Z częścią zawodników miałem już przyjemność pracować wcześniej i bardzo cenię ich zaangażowanie oraz profesjonalne podejście do codziennej pracy. Pozostałych poznaję każdego dnia. Trzeba też pamiętać, że kadra cały czas się kształtuje, więc na dziś są jeszcze pewne niewiadome. Regularnie byłem na meczach Pogoni, mam pewne spostrzeżenia. Zbieramy informacje dotyczące przebytych kontuzji, ograniczeń ruchomości, ewentualnych dysproporcji mięśniowych i indywidualnych potrzeb zawodników. Dane są bardzo ważne, ale dopiero połączenie ich z codzienną obserwacją pozwala podejmować dobre decyzje treningowe i tak naprawdę poznać zawodników.

    – Kibice chcą zawsze, by ich ulubiona drużyna świetnie grała, strzelała dużo bramek i unikała kontuzji. Czy po powrocie do Pogoni Siedlce poczuł już Pan tę presję?

    – Nie czuję presji. Lubię rywalizację i właśnie dlatego pracuję w sporcie zawodowym. Byłoby jednak zbyt dużym uproszczeniem powiedzieć, że za wyniki czy kontuzje odpowiada tylko trener przygotowania motorycznego. Piłka nożna to praca całego sztabu i zawodników. Każdy ma w niej swoją rolę. Ja przede wszystkim wymagam od siebie. Moją pracą jest dobrać takie obciążenia, żeby zawodnik rozwijał się, był gotowy do rywalizacji i jednocześnie ograniczać ryzyko kontuzji. Nie chodzi o to, żeby trenować ciężko. Chciałbym, żeby po każdym meczu można było powiedzieć jedno: fizycznie byliśmy gotowi walczyć do ostatniego gwizdka. A najlepiej, żeby po 90 minutach ta drużyna była gotowa zagrać kolejne 90.

    – Jak z Pana perspektywy będzie wyglądał nowy sezon siedleckiej drużyny? Są szanse na awans?

    – W sporcie nauczyłem się jednego: bardzo nie lubię składać deklaracji przed pierwszym gwizdkiem. O miejscu w tabeli nie decydują wywiady, tylko codzienna praca. Ja dopiero dołączam do sztabu i przede wszystkim chcę jak najlepiej wykonać swoją pracę. Drużyna cały czas się kształtuje, przed nami jeszcze dużo wspólnej pracy i byłoby nieodpowiedzialne dzisiaj mówić o konkretnych celach. Nie wyobrażam sobie jednak pracować w sporcie z myślą o przeciętności. Każdego dnia chcemy być lepsi niż dzień wcześniej. Jest jedna rzecz, na której bardzo mi zależy. Chciałbym, żeby ta drużyna miała swoją tożsamość. Żeby niezależnie od wyniku potrafiła wychodzić z najtrudniejszych sytuacji i walczyć do końca. Jeżeli to zbudujemy, wyniki będą miały dużo większą szansę przyjść.

    – Jest Pan też sędzią. Czy w tym sezonie uda się to pogodzić z pracą trenera przygotowania motorycznego?

    – Podobnie jak ostatnim razem, mimo ogromnej sympatii do sędziowania i satysfakcji, którą daje mi ta rola, będę musiał znacząco ograniczyć swoją obecność na boiskach naszego regionu jako sędzia główny. Sędziowanie dało mi bardzo dużo. Nauczyło mnie podejmowania decyzji pod presją, odpowiedzialności i spojrzenia na piłkę z zupełnie innej perspektywy. To doświadczenie wykorzystuję również w pracy trenera. Praca w profesjonalnym klubie wiąże się jednak z dużą zmiennością terminarza. Często dzień po meczu mamy trening lub obowiązki związane z regeneracją i przygotowaniem kolejnego mikrocyklu. Pogodzenie tego z regularnym sędziowaniem byłoby bardzo trudne. Chciałbym też, żeby po intensywnym tygodniu pracy został czas dla mojej rodziny. Żona, syn, nasi rodzice są dla mnie ogromnym wsparciem i chcę świadomie znaleźć dla nich miejsce w swoim kalendarzu. Dlatego na ten moment sędziowanie zejdzie na drugi plan.

    – Dziękuję za rozmowę.

    Co sądzisz na ten temat?


    Źródło: zyciesiedleckie.pl (Życie Siedleckie)

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.

    Przeszczep RAKa3 żet.dostajesz tekstFIKCJA