Kierunek lekarski przeżywał w tym roku prawdziwe oblężenie. Sprawdziliśmy, jak sytuacja wyglądała na Mazowszu.
Kilka uczelni w Warszawie, na każdej więcej chętnych niż miejsc
W stolicy jest kilka uczelni, które kształcą przyszłych lekarzy. Na każdej z nich chętnych było więcej niż miejsc. Na Uniwersytet Warszawski aplikowało łącznie prawie 39 tysięcy kandydatów, więc na jedno miejsce były 33 zgłoszenia. Na lekarskie studia na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego z kolei zgłosiło się 2080 osób – 30 na jednio miejsce.
Warszawski Uniwersytet Medyczny, który oferuje najwięcej, bo 550 miejsc, miał 3860 chętnych. To 7 osób na jedno miejsce.
– Mamy 550 miejsc na studiach stacjonarnych w języku polskim. Warszawski Uniwersytet Medyczny jest jedną z największych uczelni w Polsce. Pod względem liczby kandydatów na wszystkie kierunki zajmujemy miejsce pierwsze. Jeżeli zaś idzie o liczbę miejsc na kierunku lekarskim, to ustępujemy tylko Śląskiemu Uniwersytetowi Medycznemu i Uniwersytetowi Medycznemu w Łodzi – powiedział nam rzecznik WUM Jarosław Kulczycki.
Rzecznik WUM zaznaczył, że 550 miejsc na studiach stacjonarnych to i tak duża liczba, a uczelnia dba o jakość kształcenia.
– Nie bylibyśmy w stanie utrzymać tej jakości nauczania przy większej liczbie studentów. To jest kwestia nie tylko liczby i pojemności sal wykładowych, dostępności pracowników dydaktycznych, ale przede wszystkim możliwości zajęć klinicznych później w szpitalach. Mimo że mamy największą bazę kliniczną w Polsce, to jednak ona ma swoje ograniczenia - wyjaśnił.
Za kilka lat nie będzie brakowało już lekarzy
Rzecznik WUM Jarosław Kulczycki podkreślił, że jeśli taki trend się utrzyma, w Polsce nie będzie brakowało lekarzy.
– Naczelna Izba Lekarska uważa, że przy tej liczbie studiujących medycynę w Polsce za kilka lat nie będzie nam brakowało lekarzy. I Naczelna Izba Lekarska utrzymuje, że będziemy mieli nawet zbyt wielu lekarzy za kilka lat – wskazał.
Kandydaci z całej Polski w Płocku
W Akademii Mazowieckiej w Płocku o przyjęcie na pierwszy rok wydziału lekarskiego ubiegało się ponad 2 tys. osób, czyli 22 kandydatów na jedno miejsce. Prorektor uczelni Andrzej Kansy powiedział naszej dziennikarce, że to osoby z całej Polski, od Białegostoku przez Koszalin po Zakopane. Jego zdaniem zachętą dla przyszłych studentów jest "doskonała baza dydaktyczna".
– Ta baza jest ciągle powiększana. W tym roku oddaliśmy w pełni wyposażone Collegium Medicum. Kupiliśmy m.in. różnego rodzaju symulatory, które służą do uczenia się operacji czy zabiegów. Na pewno wiedza o tym sprawia, że studenci chętnie do nas przychodzą – wskazał Kansy.
Akademia Mazowiecka za zgodą Ministerstwa Zdrowia od tego roku zwiększyła limit przyjęć na wydział lekarski z 72 do 96 osób. Uczelnia kształci przyszłych lekarzy od trzech lat.
Duże zainteresowanie zdrowiem w Radomiu
Na Uniwersytet Radomski na kierunek lekarski zgłosiło się ponad 2,7 tys. osób na dostępne 170 miejsc. Dało to wynik 15 osób na miejsce w toku stacjonarnym i ponad 18 w niestacjonarnym.
Rzecznik Prasowy Uniwersytetu Radomskiego Ewa Ferensztajn-Galardos wskazała, że dużo chętnych było także na inne kierunki związane ze zdrowiem.
– Na psychologię było około 300 osób, na fizjoterapię ponad 300, 330, na pielęgniarstwo prawie 400 osób – wyliczyła.
Rekordy na kierunku lekarskim w Siedlcach
Rekordowe zainteresowanie kierunkiem lekarskim było także na Uniwersytecie w Siedlcach. Chętnych było około 35 osób na jedno miejsce. Rzeczniczka uczelni Beata Gałek powiedziała nam, że takich liczb nie było od pierwszej rekrutacji, czyli od 2023 roku
Dużym zainteresowaniem w Siedlcach cieszyło się także pielęgniarstwo – o jedno miejsce ubiegało się 5 osób.
Jak sprawdziliśmy, mimo rekordowej liczby chętnych na kierunek lekarski na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, uczelnia nie będzie ubiegać się o zwiększenie limitów przyjęć. Z kolei zastanawia się nad tym Akademia Mazowiecka w Płocku i Uniwersytet Radomski. Wniosek o zwiększenie limitu przyjęć o połowę na kierunek lekarski złożył w tym roku Uniwersytet w Siedlcach, ale resort zdrowia nie uwzględnił go.
Maturzyści rozczarowani
Z powodu niewystarczających względem chętnych limitów ubolewają sami maturzyści. Dla nich jest to niezrozumiałe.
– Po prostu jak zobaczyłem opublikowane listy, to przeszła po mnie taka fala smutku, pewnego niezadowolenia. Więc jeszcze czekam, możliwe, że w październiku ktoś się ze mną skontaktuje, że jednak się dostałem, aczkolwiek widzę dość marne szanse na to. Chcę dostać się tylko na kierunek lekarski, zawsze to było moje marzenie, więc będę próbował podejść do tej matury jeszcze raz i mam nadzieję, że w przyszłym roku mi pójdzie lepiej. Pomimo tego, że konkurencja może być jeszcze większa, bo jest jeszcze więcej kandydatów. Wiem, że czeka mnie jeszcze jeden kolejny rok ciężkiej pracy – powiedział nam Mateusz, absolwent jednego z liceów w Warszawie.
Ministerstwo Zdrowia nie chce kształcić większej liczby lekarzy
Ministerstwo Zdrowia nie planuje jednak zwiększania limitów miejsc na studia medyczne.
– Wszystkie dane wskazują na to, że nie powinniśmy kształcić więcej lekarzy, niż teraz. A teraz limit na miejsca w języku polskim zbliżył się do 9 tysięcy. Możemy właściwie założyć, że po 6 latach będziemy mieć co najmniej 7 tysięcy nowych lekarzy. To jest dużo więcej niż zastępowalność pokoleń – powiedział nam dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych resortu Mariusz Klencki.
Według resortu zestawianie ze sobą obecnych trudności z dostępem do specjalistów a miejscami na uczelniach jest błędne.
– To, jakie teraz określamy limity, będzie wpływało na liczbę specjalistów za 13 lat. My planując limity nie możemy kierować się odczuciami i problemami dzisiejszymi. Musimy szacować, co będzie za te kilkanaście lat – wskazał Klencki.
Klencki dodał też, że wręcz nie powinno się kształcić więcej lekarzy.
– To może brzmieć w uszach wielu słuchaczy jak herezja, że przecież im więcej lekarzy tym lepiej, ale to zdanie nie jest prawdziwe. Nadmiar lekarzy może prowadzić do tego, że zaczynają być wykonywane procedury medyczne, które nie są potrzebne pacjentom – tłumaczył.
Kryzys w Płocku
Tymczasem są miejsca, gdzie lekarzy teraz brakuje. Mamy wielki kryzys – przyznaje wprost dyrektor płockiego szpitala wojewódzkiego Stanisław Kwiatkowski. Właśnie w tej placówce od tygodnia z powodu braku lekarzy zawieszono tam ostry dyżur chirurgii dziecięcej. Z tego powodu mali pacjenci muszą być wożeni do Warszawy.
– Taka jest sytuacja. Na tą chwilę jest wielki kryzys w chirurgii dziecięcej w szpitalu wojewódzkim. Rozmawiamy z lekarzami. Nie jest to specjalizacja popularna. Oferujemy różne udogodnienia, łącznie z mieszkaniem czy zapewnieniem transportu – tłumaczył naszej reporterce.
W związku z trudną sytuacją, dyrekcja wojewódzkiego szpitala opublikowała do zaniepokojonych mieszkańców Płocka i okolic list otwarty. Czytamy w nim, że "czasowe zawieszenie ostrego dyżuru było decyzją trudną, ale konieczną. Nie chcemy tworzyć pozorów zabezpieczenia medycznego, którego przy obecnej liczbie lekarzy nie można zapewnić w sposób odpowiedzialny".
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.