
Skok na kasę za szpryce
Wyobraźcie sobie Państwo, że pewnego dnia ktoś blokuje wam konto. Nie za wasze długi. Za długi, które zaciągnął ktoś inny. Może premier z PiS. Może minister zdrowia z PiS. A może Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Konkretnie chodzi o ponad 5,6 mld złotych – tyle, na mocy wyroku belgijskiego sądu, winny jest firmie Pfizer polski rząd za nie odebrane szpryc podczas Plandemii. Czy w związku z tym zajęte zostały konta ministerstwa zdrowia? Nie. To może ministra zdrowia? Też nie. Zajęte zostały konta, uwaga, Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, która ze szprycami nie ma nic wspólnego.
„Wyobraź sobie szczepionkę tak bezpieczną, że musisz być przymuszany, by ją wziąć… by nie zachorować na wirusa tak groźnego, że potrzebujesz testu, by się dowiedzieć, czy go masz” – ten graficzny mem wśród nas, szurów, cieszył się bardzo dużym powodzeniem podczas Wielkiej Histerii. W wielu przypadkach chodziło tak po prostu nawet nie o szczepionki, tylko o ukryte pod tą nazwą preparaty genowe znajdujące się wówczas, w trzeciej fazie badań klinicznych – szpryce, które przyniosły wiele niepożądanych odczynów poszczepiennych i zgonów. Oczywiście wszędzie na świecie, gdzie toczą się postępowania – tylko nie u nas. Ale mniejsza o to.
Był rok 2021, gdy Komisji Europejska zarezerwowała 1,8 mld dawek szprycy przeciw Covid-19 dla krajów unijnych. Za 21,5 mld euro. Szczegóły mieli nieformalnie ustalać Ursula von der Leyen właśnie i szef Pfizera. Za pomocą sms-ów. Warto też sobie uświadomić, że pani przewodnicząca była wówczas żoną niemieckiego lekarza, dyrektora firmy Orgenesis, której właścicielem jest Pfizer. I z tą firmą też podpisany został kontrakt na zakup szpryc – o wartości 71 miliardów euro.
Według portalu Demagog, który ma rzekomo walczyć z fake-newsami i dezinformacją, a moim zdaniem sam jest jednym wielkim fake-newsem, Komisja Europejska wielokrotnie podkreślała, ze żadnego konfliktu interesów nie było, bo Ursula von der Leyen nie uczestniczyła w decyzji o dotacjach na rzecz firmy Orgenesis. A w ogóle to decyzje o zakupach podejmowały konkretne rządy, a nie Komisja Europejska. Tyle że można znaleźć informacje, że kontrakty były negocjowane i zawierane przez Komisję Europejską i zobowiązywały Polskę do zakupu określonej liczby dawek. Tak czy owak sprawa odpowiedzialności za to przerzucana jest jak „gorący kartofel”. Tyle że jest jeszcze sprawa sms-ów Ursuli von der Leyen wymienianych z szefem Pfizera. Okrytych mgłą tajemnicy, bo ujawnienia ich treści – oczywiście odmówiono.
Na ową mgłę wypłynęła skarga do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który 14 maja ubiegłego roku orzekł, że Komisja Europejska nie miała prawa odmówić dostępu do tych wiadomości sms. Może ktoś z państwa coś wie więcej na ten temat, bo jak dla mnie sprawa została zamieciona pod dywan, a sms-y, rzekomo skasowane.
Powróćmy do zamówionych szpryc. Jakoś chyba w Polsce w pewnym momencie przestały się cieszyć wielkim powodzeniem. Mimo nachalnej propagandy, przymuszania, szantażowania. Polska nie przyjęła więc kolejnej, zamówionej partii, tym bardziej że były jeszcze znaczne zapasy, na które nie było chętnych. Nawiasem mówiąc, gdy szczepionki mRNA przeciwko COVID-19 przestały się „sprzedawać”, nie tak dawno gruchnęła wieść, że mogą „być mocne w przeżyciu choroby nowotworowej”, co u wielu osób czytających te doniesienia, wywołało gruchnięcie śmiechem, bo po plandemii w oczach wielu ludzi gruchnęły na ziemię resztki wiarygodności Big-Pharmy, razem z całym tym „demagogiem”.
Ale wracając do zamówionych przez Polskę szpryc. I nie odebranych. W sprawie przed belgijskim sądem zapadł niekorzystny dla nas wyrok. Ale to nie konta Ursuli von der Leyen zostały zajęte. Ani nie ówczesnego ministra zdrowia, Adama Niedzielskiego. Zablokowane zostały środki Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Jak sama nazwa pozwala się domyślać, Agencja ta nie zajmuje się szprycami, ani nie negocjowała ich zakupu. Ona zajmuje się zarządzaniem całą przestrzenią powietrzną, bezpieczeństwem ruchu lotniczego.
Co zrobi nasze państwo z dykty i paździerza? Ano, dosypie grosza do Agencji, żeby samoloty nie spadały. A skąd weźmie na to pieniądze? No jak to skąd – z waszych i moich kieszeni. Tak jak wysysa je na najbardziej kretyńskie pomysły własne – i te „nakazywane” przez organy Unii Europejskiej, na przykład w ramach walki z klimatem, skoro po upadku ZSRR „walka klas” się skompromitowała, a Moskwa zamieniła się miejscami z Brukselą czy z Berlinem. Niezmienna pozostała tylko „walka”. Obojętnie o co. Niezmienna pozostaje absurdalność ustanawianych praw i upolitycznienie sądów. I nieważne, czy narzędziem do zaganiania tuczników do zagrody, którymi dla tych elit jesteśmy my, ja, Państwo – czy narzędziem do zaganiania nas będzie „wojna” czy „plandemia”, czy jeszcze inny wynalazek – niezmienny jest cel i ostateczne przeznaczenie rzeźnego bydła, nawet gdy chwilowo cieszy się ćpając okruszki spadające z pańskiego stołu…
Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi
Materiały, które mogą Cię zainteresować
Źródło: STARnowa.tv
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.