
Dziś w nocy miną dokładnie dwa lata od tragicznych wydarzeń, które rozegrały się w remizie Ochotniczej Straży Pożarnej w Białym Dunajcu. W nocy z 1 na 2 sierpnia 2024 roku w remizie OSP Biały Dunajec pobity został 25-letni druh Paweł Ziętkowicz. Zmarł później w szpitalu. Jego śmierć do dziś pozostaje jedną z najbardziej wstrząsających spraw na Podhalu.
Dla najbliższych czas nie przyniósł ukojenia. Matka Pawła odwiedza grób syna i, jak mówi, wciąż nie potrafi pogodzić się z jego odejściem. Każda rocznica tragedii jest dla niej powrotem do tamtej nocy i bolesnych wspomnień.
– Nie ma dnia, żebym o nim nie myślała. Chodzę na cmentarz, nadal nie mogę uwierzyć, że już go z nami nie ma. Tego bólu nie da się opisać ani zaakceptować – mówi.
Do tragedii doszło podczas spotkania w remizie OSP, w czasie którego spożywano alkohol. Według ustaleń śledczych Paweł został uderzony pięścią, upadł i uderzył głową o betonowe podłoże. W wyniku odniesionych obrażeń zmarł.
Niedawno, po blisko dwóch latach śledztwa Prokuratura Rejonowa w Zakopanem postawiła zarzuty strażakowi OSP w Białym Dunajcu. Mężczyzna jest podejrzany o nieumyślne spowodowanie śmierci Pawła Ziętkowicza oraz spowodowanie u niego obrażeń ciała. Nie przyznał się do winy. Jest zawieszony w prawach członka miejscowego OSP.
Rodzina zmarłego od początku podkreślała, że postępowanie trwało zbyt długo.
Co sądzisz na ten temat?
Źródło: 24tp.pl - Tygodnik Podhalanski
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.