
Spis treści
Reprezentanci Stryszawy potrzebowali aż 8 trafień, by zameldować się w regionalnym finale Pucharu Polski na szczeblu grupy suskiej. Dla Jałowca to najdalszy pucharowy etap od ponad dekady. Stryszawianie w regulaminowym czasie gry trzykrotnie trafiali do siatki Barwałdu Górnego, co wystarczyło zaledwie do uratowania remisu. Podczas rozstrzygającego konkursu rzutów karnych zespół Mateusza Harańczyka nie pomylił się w żadnej z pięciu prób. Strzał rywala w drugiej turze zatrzymał z kolei Mateusz Lenik.
Stolica gminy przypomniała sobie o Pucharze Polski
Jałowiec przez ostatnie lata niezbyt lubił się z Pucharami Polski. Jako A-klasowicz nie miał obowiązku zgłaszania swojego udziału, stąd na przełomie minionej dekady zdarzały się nawet 3 sezony posuchy w startach. Zeszłoroczny awans do Okręgówki przyniósł jednak konieczność zgłoszenia zespołu do rywalizacji. Przygoda zakończyła na dwóch meczach.
W Stryszawie najwidoczniej uznano, że Puchar Polski nie jest taki zły w kontekście przygotowań do ligowych spotkań, więc ponownie wyruszono w stronę Europy. Wysoka wygrana w poprzedniej rundzie z B-klasowym Izdebnikiem oraz trzykrotne dogonienie wyniku z Barwałdem Górnym to całkiem solidny prognostyk przed początkiem sezonu w A-klasie. Jałowiec w roli spadkowicza znów będzie naturalnym faworytem do czołowych lokat.
Starcie, które dało się przegrać kilka razy
Ten mecz długo układał się po myśli gospodarzy. Już w 9. minucie gospodarze wykorzystali rzut rożny i objęli prowadzenie. Jałowiec musiał gonić wynik, ale przez kolejne minuty spotkanie zamieniło się w walkę o środek boiska.
Przełom nastąpił w 29. minucie. Jakub Pochopień dostał piłkę na własnej połowie i ruszył przed siebie. Minął trzech rywali, wbiegł w pole karne i zakończył rajd płaskim strzałem. Bramkarz gospodarzy nie miał szans.
Remis nie utrzymał się jednak do przerwy. Gdy wydawało się, że obie drużyny zejdą do szatni przy wyniku 1:1, jeden z zawodników Żarka przyjął piłkę przed polem karnym i mocnym uderzeniem nie dał szans Mateuszowi Lenikowi .
Po zmianie stron Jałowiec przejął kontrolę nad spotkaniem. Goście coraz częściej pojawiali się pod bramką rywali. Swoje okazje mieli Robert Habowski i Artur Gołuszka , ale żadna z nich nie zakończyła się golem. Zamiast wyrównania przyszło celne uderzenie gospodarzy. Po dobrze wykonanym rzucie rożnym reprezentanci Barwałdu Górnego ponownie trafili do siatki i zrobiło się 3:1.
Jałowiec nie uznał jednak meczu za zakończony. W 85. minucie Jakub Pochopień po raz drugi wpisał się na listę strzelców. W doliczonym czasie gry prawą stroną ruszył Wiktor Bogdanik . Zagrał piłkę wzdłuż bramki, a tam najlepiej zachował się Patryk Pietrusa . Napastnik zmienił tor lotu piłki i zaskoczył bramkarza gospodarzy.
Warto trenować rzuty karne
Od wyniku 0:1, przez 1:2 i 1:3, aż po 3:3 w 93. minucie. Jałowiec trzy razy musiał wracać do tego meczu. Za każdym razem znalazł odpowiedź. Po końcowym gwizdku o awansie zdecydowały rzuty karne. W pucharowej rywalizacji nie praktykuje się dogrywek. W tej próbie nerwów lepiej poradził sobie Jałowiec. Goście wykorzystali swoje jedenastki, a Mateusz Lenik dołożył obronę jednego ze strzałów rywali.
W „suskim” finale czeka już Garbarz Zembrzyce, z którym Stryszawianie nie grali przez rok. Podczas sezonu A-klasy, zakończonym awansem do Okręgówki, Jałowiec wpakował swoim finałowym przeciwnikom 11 goli, tracąc tylko 3. Powtórki w wyniku raczej nie będzie - przez miniony sezon dystans między obiema drużynami zdążył się zmniejszyć.
Źródło: Sucha24.pl
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.