
W obozie Witkowiczan zapanował niedosyt. Nie tylko dlatego, że porażka w finałowej batalii trafiła się na własnym boisku. Po zwycięskim półfinale, w Spytkowicach 2:0, podopieczni Kamil Żmudy urośli do faworytów decydującego barażowego starcia.
Każdy z meczów barażowych miał inne oblicze – podkreśla Kamil Żmuda, trener Orła. – W Spytkowicach oba zespoły chciały grać w piłkę, więc o gole było łatwiej niż w finale, w którym rywale zwyczajnie się „zamurowali”. Biorąc poprawkę na to, że nasze boisko jest mniejsze od innych, trudno było się w przebić przez „mur” ustawiony przez przeciwników. Nie mogliśmy rozwinąć skrzydeł, które w meczach ligowych były naszą mocną stroną. Szkoleniowiec Witkowiczan przyznaje, że w finale barażu, do 70 minuty, jego zespół starał się kreować grę. Jednak z czasem zaczął grać ostrożnie. Chodziło o to, aby ustrzec się prostego błędu. Wiadomo, że baraż to tylko jeden mecz, w którym strata jednego gola może się okazać brzemienna w skutkach. Mecz przeciwko Bystrej był najlepszym dowodem na to, że był właśnie z gatunku na jedno trafienie. Komu udałoby się je zdobyć, ten by wygrał. A rzuty karne? Wiadomo, to już jest loteria i wojna nerwów. Szczęście dopisało drużynie z Bystrej, więc to ona zagra w kolejnym sezonie w piłkarskiej okręgówce.
Mecz przeciwko Bystrej był pierwszym w zakończonym już sezonie, w którym nie udało nam się zdobyć żadnego gola – zwraca uwagę Kamil Żmuda. – Strzelecka blokada dopadła nas w najmniej odpowiednim momencie. Liczyliśmy, że grając cierpliwie z tyłu, uda nam się choć jedną okazję wykorzystać. Nie tym razem. Trener żałuje porażki w barażach, ale przyczyny braku awansu dostrzega wcześniej, u progu rozgrywek 2025/26.
Po spadku z ligi okręgowej w naszym zespole doszło do kadrowej rewolucji – wspomina Kamil Żmuda. – Dziewięciu zawodników odeszło, a ośmiu przyszło. Potrzebowaliśmy czasu na zgranie, którego w letniej przerwie nie ma zbyt wiele. Straciliśmy kilka punktów na starcie rozgrywek, które ciężko było odrobić przed zimową przerwą. Potem starta pięciu punktów odbijała nam się czkawką już do końca sezonu. Wiosną Orzeł przegrał tylko jedno spotkanie, u siebie z Girałtowicami 1:2. Długo był wówczas remis 1:1, ale Witkowiczanie, chcąc utrzymać kontakt z liderującą Porębą, postawili wszystko na jedną kartę, aby wygrać, ale nadziali się na kontrę, która przesądziła o porażce.
Potem wprawdzie Orzeł wygrał na boisku lidera, w Porębie Wielkiej 2:0, ale nie udało się zmniejszyć dystansu do lidera i - w ten sposób - Witkowiczanie skazali się na baraże.
Źródło: Oswiecim Nasze Miasto
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.