
Coraz bliżej przyjęcia kolejnej, szalonej i niebezpiecznej ustawy nazywanej dla zmyłki „lex szarlatan”. Środowiska wolnościowe podkreślają, że raczej należałoby ustawę tę nazwać „Lex Big Pharma”. Jak się dowiadujemy, po dziś dzień Ministerstwo Zdrowia i Rzecznik Praw Pacjenta nie zechciały odpowiedzieć na pytania o związki „ekspertów” pracujących nad ustawą – z branżą farmaceutyczną. O co w projekcie chodzi?
Według oficjalnej narracji, projekt ma wyeliminować z rynku „praktyki pseudomedyczne” niezgodne z „aktualną wiedzą medyczną”. Przewiduje gigantyczne kary finansowe, a Rzecznik Praw Pacjenta zyska prawo do „tymczasowych” decyzji nakazujących natychmiastowe zaprzestanie danej działalności jeszcze przed zakończeniem postępowania. Może to doprowadzić do sytuacji, że zakazane zostaną wszelkiego rodzaju terapie naturalne, wspomagające. Twoja działalność zostanie zakazana, bez żadnego wyroku, wskutek arbitralnej decyzji użytkownika. Oczywiście patologie i oszustwa są wszędzie – ale to wylewanie dziecka z kąpielą i pozbawianie Polaków możliwości wyboru.
To, co enigmatycznie określa się mianem „aktualnej wiedzy medycznej” często okazuje się sprzeczne nawet z samą „aktualną wiedzą medyczną” właśnie, co pokazał chociażby przypadek szykanowanego doktora Zbigniewa Martyki, gdzie sąd kompletnie zignorował przedstawiane przez lekarza naukowe badania „najwyższej próby”, bo przeczyły one z góry przyjętej tezie, jak można sądzić, narzuconej właśnie przez Big Pharmę „sędziom – lekarzom”, prawdopodobnie znajdującym się w stanie głębokiego konfliktu interesów. „Aktualna wiedza medyczna” skompromitowała się podczas plandemii. Zaklęcia o aktualnej wiedzy medycznej kompromitują się chociażby teraz, gdy amerykański gigant farmaceutyczny Johnson & Johnson zawiera ugodę z około 76 tysiącami kobiet oskarżającymi koncern, że jego flagowe kosmetyki na bazie talku wywoływały nowotwory jajnika. Sprawa toczyła się od dziesięciu lat – na chwilę obecną koncern konsekwentnie nie przyznaje się do winy, ale wykłada na stół 5,5 miliarda dolarów. Te przykłady można mnożyć.
Tymczasem w „Lex Big Pharma” nie zostało w żaden sposób zdefiniowany termin „aktualna wiedza medyczna”. Jak analizuje mecenas Arkadiusz Tetela, nie określono metodologii jego ustalania, hierarchii źródeł, sposobu rozstrzygania sporów naukowych, zasad wyboru i wyłączania ekspertów. Jak pisze NCzas, mecenas (nie on jeden zresztą) zwraca uwagę na brak jakiegokolwiek systemu kontroli tych „eksperckich”, medycznych środowisk, systemu ujawniania finansowania towarzystw naukowych, autorów rekomendacji i „ekspertów” właśnie – przez producentów farmaceutycznych. Tetela apeluje więc do posłów o przerwanie i odroczenie prac nad ustawą do czasu udzielenia pełnych odpowiedzi na wskazane wątpliwości i zadane pytania. Do tego apelu przyłączył się też poseł Konfederacji Korony Polskiej (Grzegorza Brauna), Roman Fritz. „Tak, wzywam do przerwania prac nad projektem szkodliwego bubla 'Lex Big Pharma’. Dość tego pseudomedycznego, zamordystycznego szaleństwa” – zaapelował Fritz.
W chwili pisania niniejszego artykułu (30 lipca) nieznane były mi dalsze losy tego totalniackiego, antywolnościowego projektu. Wiadomo, że senat w dniu 22 lipca przyjął nowelizację ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta wnosząc cztery drobne poprawki – wobec czego stanowiskiem Senatu zajmować się ma Sejm na posiedzeniu w dniach 29-31 lipca. Jednak znamienne jest, że prócz „ekspertów”, co do których – wobec braku odpowiedzi – można podejrzewać, że reprezentują interesy Big Pharmy, do głosu nie została dopuszczona „strona społeczna”. Pani Justyna Socha, reprezentująca Ogólnopolskie Stowarzyszenie Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP, występująca w imieniu Fundacji STOP NOP Wolność i Zdrowie, Fundacji Polskie Veto, Koalicji „Rada ds. Medycyny Naturalnej, Komplementarnej i Tradycyjnej”, reprezentująca przy tym ponad 127 tysięcy osób krytycznych wobec tego projektu, które udzieliły poparcia petycjom przeciwko niemu – nie została dopuszczona do udziału w posiedzeniu Komisji Zdrowia w dniu 29 lipca. Mimo złożenia formalnego wniosku, dostała odmowę zgody na jednorazowe wejście do Sejmu. „Prosiłam o uzasadnienie odmowy możliwości udziału i zabrania głosu mi i wielu innym przedstawicielom w strony społecznej. W posiedzeniu wzięły natomiast udział osoby powiązane z przemysłem farmaceutycznym. To jest tylko zapowiedź tego, co będzie, gdy wejdzie ten niebezpieczny projekt” – napisała Justyna Socha.
No cóż, tak właśnie, kolanem, przepychane są w Polsce akty prawne wymierzone w swobody obywatelskie. Pod naciskiem lobbystów, bez udziału strony społecznej krytycznej wobec danego projektu i pod fałszywym „opakowaniem”, „pod fałszywą flagą”. Tymczasem plandemia pokazała, że bardziej niż „szarlatanów” obiecujących cudowne lekarstwa na wszystko – bardziej należałoby obawiać się Big Pharmy właśnie, tyle razy skompromitowanej wyciszanymi aferami, dla której niesprzedana pseudo-szczepionka na Covid staje się nagle pomocna w leczeniu raka, a zabijanie nienarodzonych dzieci, a potem np. przeszczepianie ich skóry myszom w ramach „eksperymentów” – pod okiem głównego sanitarysty, Anthonyego Fauciego, przeciwko któremu toczy się dochodzenie – to tylko „zdrowie reprodukcyjne”. Może być Pan spokojny, panie Kowalski. Wprawdzie pan umrze, ale za to zgodnie z procedurami…
Materiały, które mogą Cię zainteresować
Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi
Źródło: STARnowa.tv
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.