
Jeszcze kilka lat temu internet był miejscem tworzonym głównie przez ludzi. Każdy wpis na blogu, recenzja produktu, poradnik czy komentarz był efektem czyjejś pracy, doświadczeń i poświęconego czasu. Dziś coraz częściej nie wiemy, czy po drugiej stronie ekranu stoi człowiek, czy model językowy. I właśnie to rodzi pytanie: czy internet został już zatruty treściami generowanymi przez sztuczną inteligencję?
AI pisze szybciej niż człowiek
Obecnie stworzenie artykułu, opisu produktu, scenariusza filmu na YouTube czy posta na Facebooka zajmuje AI zaledwie kilka sekund. Dla firm to ogromna oszczędność czasu i pieniędzy.
Problem pojawia się wtedy, gdy ilość zaczyna wygrywać z jakością.
Jeżeli jedna osoba jest w stanie wygenerować kilkaset artykułów dziennie, internet bardzo szybko zaczyna być zalewany treściami, które często powtarzają dokładnie te same informacje, tylko zapisane innymi słowami.
Nie są one całkowicie fałszywe. Często są poprawne. Problem polega na tym, że bardzo rzadko wnoszą coś nowego.
Internet zaczyna przypominać echo?
Większość modeli AI uczy się na istniejących treściach.
To oznacza, że bardzo często tworzą odpowiedzi na podstawie tego, co już wcześniej zostało napisane przez ludzi.
Wyobraźmy sobie sytuację:
jedna osoba napisze poradnik,
sto stron wygeneruje jego przerobioną wersję,
kolejne modele AI uczą się już także na tych kopiach,
następnie tworzą kolejne kopie kopii.
Z czasem oryginalne źródło informacji przestaje być widoczne.
Powstaje zjawisko przypominające głuchy telefon.
Model karmi model
Badacze coraz częściej zwracają uwagę na zjawisko określane jako Model Collapse .
To sytuacja, w której kolejne modele AI uczą się na treściach wygenerowanych przez wcześniejsze modele zamiast na materiałach przygotowanych przez ludzi.
W efekcie odpowiedzi zaczynają stopniowo tracić różnorodność.
Mniej pojawia się nietypowych przykładów, mniej świeżych pomysłów, a wiedza staje się coraz bardziej uśredniona.
To trochę tak, jakby przez wiele lat robić ksero tego samego dokumentu. Pierwsza kopia wygląda dobrze. Dziesiąta nadal jest czytelna. Setna zaczyna tracić szczegóły.
SEO przegrywa z masową produkcją
Jeszcze kilka lat temu napisanie dobrego artykułu wymagało wiedzy, doświadczenia i czasu.
Dzisiaj można wygenerować tysiące tekstów pod konkretne słowa kluczowe.
Efekt?
Wyszukiwarki coraz częściej pokazują strony, które wyglądają profesjonalnie, ale po przeczytaniu kilku akapitów okazuje się, że autor przez tysiąc słów nie powiedział praktycznie nic.
To treści stworzone głównie po to, aby zdobyć kliknięcie.
Nie po to, aby odpowiedzieć na pytanie użytkownika.
Największy problem nie leży w AI
Łatwo obwinić samą sztuczną inteligencję.
Tyle że AI nie publikuje artykułów samodzielnie.
To ludzie decydują, czy wykorzystają ją jako pomoc przy tworzeniu wartościowych materiałów, czy jako maszynę do produkcji setek niskiej jakości wpisów.
AI potrafi być świetnym narzędziem:
pomaga zebrać informacje,
poprawia styl tekstu,
tłumaczy,
pomaga osobom, które mają trudności z pisaniem,
przyspiesza research.
Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje pełnić rolę autora, redaktora i osoby odpowiedzialnej za treść.
Coraz trudniej znaleźć prawdziwe doświadczenia
Szczególnie widać to przy recenzjach.
Szukamy opinii o laptopie, grze albo telefonie.
Zamiast relacji osoby, która naprawdę korzystała z produktu, trafiamy na dziesiątki niemal identycznych artykułów wygenerowanych przez AI.
Brakuje emocji.
Brakuje wad.
Brakuje własnych spostrzeżeń.
A właśnie tego szukamy najczęściej.
Paradoks AI
Co ciekawe, sztuczna inteligencja sama potrzebuje ludzi.
Bez nowych książek.
Bez nowych badań.
Bez nowych artykułów.
Bez fotografów.
Bez programistów.
Bez dziennikarzy.
Bez naukowców.
AI nie będzie miała z czego się uczyć.
Dlatego paradoksalnie im więcej wartościowych treści tworzą ludzie, tym lepsze stają się modele AI.
Jeżeli jednak większość internetu stanie się zbiorem automatycznie generowanych kopii, rozwój kolejnych modeli może wyhamować.
Czy internet da się jeszcze uratować?
Prawdopodobnie tak.
Już dziś wyszukiwarki coraz lepiej rozpoznają treści pisane wyłącznie pod algorytmy. Coraz większe znaczenie mają również doświadczenie autora, wiarygodność źródeł oraz unikalna wartość tekstu.
Coraz więcej czytelników również zaczyna świadomie szukać materiałów tworzonych przez ludzi. Widać to po rosnącej popularności newsletterów, niezależnych blogów czy kanałów prowadzonych przez ekspertów, którzy pokazują własne testy, wyniki i przemyślenia, zamiast powielać informacje z innych stron.
Nie oznacza to jednak, że problem zniknie. Produkcja treści przy pomocy AI będzie coraz tańsza i szybsza. Kluczowe stanie się więc nie to, czy tekst został napisany z pomocą sztucznej inteligencji , ale czy ktoś wziął za niego odpowiedzialność .
Śmietnisko, czy Internet?
Internet nie został jeszcze całkowicie zatruty przez treści generowane przez AI, ale pierwsze objawy są już dobrze widoczne. Coraz częściej zamiast nowych informacji otrzymujemy dziesiątki niemal identycznych artykułów, które istnieją głównie po to, by zdobyć ruch z wyszukiwarek.
Sama sztuczna inteligencja nie jest tutaj problemem. Problemem jest sposób, w jaki bywa wykorzystywana. Gdy AI staje się narzędziem wspierającym autora, może znacząco podnieść jakość pracy. Gdy zastępuje autora całkowicie, internet stopniowo traci to, co przez lata było jego największą wartością: autentyczne doświadczenia, różnorodne perspektywy i prawdziwą wiedzę tworzoną przez ludzi.
Źródło: wrzuc.info
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.