
Poprzedni sezon nie był udany dla 38-letniego obrońcy. Rozegrał w Cracovii tylko dwa mecze (pięć minut) i został zapamiętany z żółtej kartki, kiedy pojawił się na murawie w końcówce spotkania z Radomiakiem Radom. Wcześniej długo leczył kontuzję po tym, jak na treningu zerwał więzadła krzyżowe w kol
Kamil Glik
Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl
Kamil Glik mógł zostać prawą ręką dyrektora w zagranicznym klubie, ale nie chciał jeszcze kończyć kariery. Ostatni sezon w Cracovii ma być jej zwieńczeniem.
Poprzedni sezon nie był udany dla 38-letniego obrońcy. Rozegrał w Cracovii tylko dwa mecze (pięć minut) i został zapamiętany z żółtej kartki, kiedy pojawił się na murawie w końcówce spotkania z Radomiakiem Radom.
Wcześniej długo leczył kontuzję po tym, jak na treningu zerwał więzadła krzyżowe w kolanie. Na powrót na boisko czekał 531 dni. Nie chciał tak kończyć kariery, a Cracovia wyciągnęła pomocną dłoń.
Bardzo mi zależało, aby przez ten rok pograć jeszcze w piłkę
103-krotny reprezentant Polski przedłużył umowę z Cracovią o kolejny rok. – Skoro doszło do porozumienia, to znaczy, że obie strony chciały – komentuje piłkarz, który ma świadomość uciekającego czasu.
– Czasu się nie cofnie i kończąc już teraz karierę czułem, że miałbym niedosyt – mówi.
Chcę sobie ułożyć to zakończenie w głowie i spiąć to jakimś akcentem
Urodzony w Jastrzębiu-Zdroju piłkarz nie ukrywa, że chciałby związać swoje kolejne lata życia z Krakowem. Pod miastem buduje dom i planuje, aby po zakończeniu kariery dalej pracować przy piłce.
– Może nie od razu, bo jakiś miesiąc miodowy, czy dwa chciałbym zrobić, aby pobyć z rodziną – dodaje.
Czy zostanie w Cracovii? – To pytanie do władz, czy będzie dla mnie tutaj miejsce – odpowiada.
W ekstraklasie debiutował w 2008 roku. Mówi, że żyje sportem. Ogląda wiele meczów, zaczynając od polskiej drugiej ligi.

Mecz Cracovia - Radomiak Radom
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl
Sportowcy wybierają różne ścieżki po karierze. Glik nie wyklucza roli dyrektorskiej. Zna cztery języki i ludzi ze środowiska. Już tego lata mógł objąć posadę w jednym z zagranicznych klubów.
– Były zapytania o moją sytuację. Dyrektor z jednego klubu bardzo chciał mnie u siebie, abym został jego prawą ręką. Dałem sobie jeszcze rok – zdradza.
38-latek jest ważną postacią w szatni, ale zdaje sobie sprawę, że często musi godzić się z rolą rezerwowego. Odpowiada, że poukładał sobie to w głowie i zna swoją rolę w drużynie.
– Jestem zawodnikiem do uzupełnienia składu. Nie jest to łatwe, bo w praktycznie wszystkich klubach, jakich grałem, byłem podstawowym graczem – przyznaje.
Glik nie może się też doczekać spotkania derbowego z Wisłą. Mówi, że do ekstraklasy awansowały trzy bardzo mocne zespoły.
Bardzo zależało mi, aby te derby przeżyć. Będąc tutaj cztery sezony i nie przeżyć derbów? Bardzo duży niedosyt. Derby Krakowa zawsze były bardzo dużym wydarzeniem
Pasy rozpoczną sezon w sobotę wyjazdowym meczem z Lechem Poznań. Glik upatruje w rywalach kandydata do obrony tytułu mistrzowskiego.
Trenera Bartosza Grzelaka uważa za dobrego taktyka, osobę wyważoną, która nie mówi dużo, ale dużo widzi. – Nie jest impulsywny i to go wyróżnia.
Wskazuje, że Grzelak ma swój czas, bo latem mógł przygotować drużynę po swojemu. To lepsza sytuacja niż w ubiegłym sezonie, kiedy przejmował zespół po Luce Elsnerze.
Źródło: LoveKraków.pl
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.