Wydanie 29/2026
3803 km na północny-zachód od Myślenic
Następny artykuł
Pomagać z serca
Mirek Tran
Zapraszamy naszych Czytelników do lektury nowego cyklu „Myśleniczanie w świecie”. Prezentuje on sylwetki osób, które krócej lub dłużej mieszkały zagranicą, albo mieszkają tam nadal, a Myślenice z mniejszą lub większą częstotliwością, ale zawsze z sentymentem, odwiedzają. Pierwszym, który zgodził się opowiedzieć o swoim życiu na emigracji jest Mirek Tran, od dziewięciu lat mieszkający w Reykjaviku, stolicy Islandii.
Ci, którzy nie znają Mirka osobiście, być może znają go z mediów, bowiem w 2017 roku głośno było o jego wyprawie autostopem na drugi koniec świata, a konkretnie z Myślenic do Hanoi, stolicy Wietnamu, aby odwiedzić babcię, której nie widział 21 lat. Głośno na tyle, że jego wyprawa została nominowana do nagrody „Traveler” w kategorii „Podróż Roku” w plebiscycie organizowanym przez National Geographic, a ostatecznie przyniosła mu drugie miejsce.
Do Anglii - po pracę, do Wietnamu - do babci
Pomysł tej wyprawy zrodził się w jego głowie, podczas pobytu w Anglii, gdzie wyjechał aby podszlifować język, zdobyć doświadczenie w pracy zagranicą i zarobić, ale bynajmniej nie na tę wyprawę, bo o niej w ogóle wtedy jeszcze nie myślał. Zaraz po studiach chciał wyjechać na Islandię, albo do Norwegii. Wysłał nawet kilka CV, ale pozostały bez odpowiedzi, uznał więc, że dobrym pomysłem na początek będzie wyjazd gdzieś bliżej. I tak w 2015 roku wylądował w Londynie. - Pomysł zamieszkania w Londynie z perspektywy Myślenic i młodego człowieka, może i wydawał się fajny, ale kiedy już się tam znalazłem szybko przekonałem się, że to nie dla mnie. Tempo dużego miasta, jego nieustanny szum męczyły mnie. Kocham przyrodę i miejsca, w których mogę pobyć sam. Szukałem takich miejsc w Londynie, wychodziłem w tym celu do parku przed wschodem słońca, ale nawet o tej porze było tam mnóstwo ludzi - wspomina Mirek. - To zmęczenie dużym miastem spowodowało, że przyszła mi do głowy myśl o tym, aby pojechać do Wietnamu. Zobaczyć rodzinę, której nie widziałem od ponad 20 lat, spotkać się z tatą i z babcią , która miała wtedy 96 lat.
Kiedy pozamykał swoje sprawy w Londynie, wrócił do Polski i niezrażony głosami niedowiarków, którzy mówili mu, że to nie się uda, załatwił wizę, spakował plecak i złapał pierwsze...
Artykuł dostępny tylko dla abonentów - pozostało 88%
Kup cyfrowe wydanie
Uzyskaj dostęp do wszystkich treści strony www
Pobierz całą treśc gazety w formacie PDF
Czytaj gazetę wcześniej niż w kiosku
W prenumeracie od 1,45 zł
Marek Górka czwarty od lewej
Nie trzeba wielkich gestów, by zmieniać świat na lepsze. Czasem wystarczy dostrzec drugiego człowieka, poświęcić mu swój czas i pomóc bez oczekiwania na nagrodę. Życzliwość, empatia, cierpliwość i odpowiedzialność - to właśnie te cechy wyróżniają Marka Górkę z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Zasani
Jakie towarzyszyły Ci emocje, gdy dowiedziałeś się o otrzymaniu tytułu „Ośmiu Wspaniałych”?
Kiedy dowiedziałem się o otrzymaniu tytułu laureata, poczułem ogromną radość i szczęście. Byłem zaskoczony, ponieważ nie spodziewałem się takiego wyróżnienia. Pomyślałem, że moja praca i zaangażowanie zostały zauważone i docenione. Byłem także dumny z siebie oraz wdzięczny wszystkim osobom, które mnie wspierały. To wydarzenie zmotywowało mnie do dalszego pomagania innym.
Co, Twoim zdaniem, zadecydowało o tym, że znalazłeś się w gronie laureatów?
Myślę, że o tym wyróżnieniu zdecydowały moja systematyczność, zaangażowanie oraz chęć pomagania innym. Zawsze starałem się aktywnie uczestniczyć w akcjach organizowanych przez szkołę i lokalną społeczność. Nigdy nie robiłem tego dla nagród czy wyróżnień, lecz dlatego, że sprawiało mi to satysfakcję i dawało poczucie, że mogę zrobić coś dobrego dla innych. Ważne były dla mnie współpraca z innymi, odpowiedzialność za powierzone zadania oraz sumienne wywiązywanie się z obowiązków.
W ostatnim roku szkolnym pełniłem również funkcję chorążego szkoły. Z dumą niosłem sztandar, reprezentując szkołę podczas uroczystości szkolnych, kościelnych i lokalnych. Była to dla mnie nie tylko zaszczytna funkcja, ale także wyraz zaufania, jakim obdarzyli mnie nauczyciele i społeczność szkolna. Starałem się godnie reprezentować szkołę, pamiętając, że sztandar jest symbolem jej tradycji, wartości i historii.
Uważam, że właśnie takie cechy, jak odpowiedzialność, zaangażowanie, szacunek do szkolnych tradycji oraz gotowość do działania na rzecz innych, zostały dostrzeżone przez komisję.
Od kiedy angażujesz się w działalność społeczną lub wolontariat i co Cię do tego zainspirowało?
W działalność społeczną angażuję się od kilku lat. Zainspirowali mnie nauczyciele oraz rodzice, którzy pokazali mi, że nawet mała pomoc ma ogromne znaczenie. Z czasem sam zacząłem szukać okazji do udziału w różnych akcjach. Każde takie doświadczenie dawało mi satysfakcję i chęć do dalszego działania. Dziś wiem, że warto poświęcić swój czas dla innych.
Jakie akcje lub inicjatywy, w których brałeś udział, wspominasz najlepiej?
Najlepiej wspominam udział w zbiórkach charytatywnych oraz akcjach organizowanych przez szkołę, m.in. „Pudełko po butach”, której głównym celem była zbiórka artykułów spożywczych dla osób w kryzysie bezdomności. W ramach akcji „Wesprzyjmy bezdomnego” zbieraliśmy artykuły higieniczne dla osób potrzebujących. Z kolei akcja „Mikołaj w szpitalu” polegała na zbiórce słodyczy dla dzieci oraz osób starszych przebywających w szpitalu. Natomiast podczas akcji „Słodko jest pomagać” zebrano słodycze dla dzieci i matek znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej.
Dużym i cennym doświadczeniem był również udział w projekcie „Złote Szkoły NBP”, w którym należałem do Drużyny Ambasadorów Edukacji Ekonomicznej. Naszym zadaniem było prowadzenie działań edukacyjnych z zakresu cyberbezpieczeństwa wśród seniorów.
Pomaganie podczas tych wydarzeń sprawiało mi wiele radości. Dzięki tym inicjatywom poznałem wielu wartościowych ludzi oraz zdobyłem doświadczenia, które nauczyły mnie współpracy, odpowiedzialności i zaangażowania w działania na rzecz innych.
Czy pomaganie innym zmieniło coś w Twoim życiu lub sposobie patrzenia na świat?
Tak, pomaganie bardzo zmieniło moje podejście do życia. Zrozumiałem, że nie każdy ma takie same możliwości i warunki jak ja. Nauczyłem się większej empatii i cierpliwości wobec innych ludzi. Doceniam także to, co sam posiadam. Każda akcja utwierdza mnie w przekonaniu, że nawet drobny gest może komuś bardzo pomóc.
Jak udaje Ci się pogodzić naukę, życie prywatne i działalność społeczną?
Staram się dobrze planować swój czas i ustalać priorytety. Najpierw wykonuję obowiązki szkolne, a później angażuję się w działania społeczne. Przez to nie zaniedbuję nauki ani życia prywatnego. Oczywiście czasami bywa trudno, ale dobra organizacja bardzo pomaga. Wierzę, że można pogodzić wszystkie te obowiązki.
Kto jest dla Ciebie największym wsparciem i motywacją do działania?
Największym wsparciem jest dla mnie moja rodzina. Rodzice zawsze zachęcają mnie do rozwijania swoich pasji i pomagania innym. Motywują mnie także nauczyciele oraz przyjaciele, którzy we mnie wierzą. Ich dobre słowa dodają mi pewności siebie. Dzięki nim mam ochotę podejmować kolejne wyzwania.
Jakie cechy powinien mieć, Twoim zdaniem, człowiek, który chce pomagać innym?
Powinien być życzliwy i empatyczny. Ważna jest również cierpliwość oraz odpowiedzialność. Taka osoba powinna umieć współpracować z innymi i być otwarta na ich potrzeby. Nie może oczekiwać nagrody za każdą pomoc. Najważniejsze jest szczere serce i chęć niesienia dobra.
Jakie masz plany i marzenia na najbliższe lata? Czy wiążą się one z dalszą działalnością społeczną?
W najbliższych latach chcę dobrze się uczyć i rozwijać swoje zainteresowania. Marzę o dostaniu się do dobrej szkoły i zdobyciu wykształcenia. Jednocześnie chciałbym nadal angażować się w wolontariat i pomagać potrzebującym. Uważam, że działalność społeczna rozwija charakter oraz uczy odpowiedzialności. Mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł pomagać jeszcze większej liczbie osób.
Co powiedziałbyś swoim rówieśnikom, którzy zastanawiają się nad rozpoczęciem wolontariatu, ale jeszcze nie zrobili pierwszego kroku?
Powiedziałbym im, żeby nie bali się spróbować. Wolontariat nie wymaga wielkich umiejętności - liczą się chęci i dobre serce. Każda osoba może znaleźć formę pomocy odpowiednią dla siebie. Dzięki takim działaniom można zdobyć nowe doświadczenia, poznać ciekawych ludzi i rozwinąć wiele umiejętności. Jestem przekonany, że pomaganie innym daje ogromną satysfakcję i sprawia, że świat staje się lepszym miejscem.
Rozmawiała:
Karolina Korneszczuk-Podoba
Źródło: Gazeta Myślenicka
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.