1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Gorzowski Matrix: Urodziny w oparach disco polo, czyli festiwal obfitości na Górczyńskiej

    Gorzowski Matrix: Urodziny w oparach disco polo, czyli festiwal obfitości na Górczyńskiej

    RAK0RAK0przeszczepów
    1743 odsłon
    Gorzowski Matrix: Urodziny w oparach disco polo, czyli festiwal obfitości na Górczyńskiej

    Prawdziwym wizerunkowym i logistycznym majstersztykiem okazał się jednak występ Skolima, który na górczyńskie trawniki postanowił wkroczyć w iście gwiazdorskim stylu. Król polskiego Latino przyleciał na imprezę helikopterem i – ku rozpaczy czekających, a uciesze tutejszych

    Kurtyna opadła, wielka scena spakowana, a Roxie Węgiel oraz reszta estradowej ferajny zebrała sowite gaże i odjechała w siną dal. Trzydniowe, huczne 769. Urodziny Miasta przechodzą do historii, zostawiając park Górczyński z wysuszoną, zadeptaną trawą i sporą dawką wspomnień. Nowa lokalizacja w betonowym sercu sypialni Gorzowa - wciśnięta między osiedlowe wieżowce - okazała się dokładnie tym, czym miała być od początku: gigantycznym magnesem na frekwencję, gdzie mieszkańcy tłumnie ruszyli pod scenę, spragnieni rozrywki po robocie.

    Prawdziwym wizerunkowym i logistycznym majstersztykiem okazał się jednak występ Skolima, który na górczyńskie trawniki postanowił wkroczyć w iście gwiazdorskim stylu. Król polskiego Latino przyleciał na imprezę helikopterem i – ku rozpaczy czekających, a uciesze tutejszych gastronomików – zameldował się z godzinnym opóźnieniem. Tłum gęstniał, napięcie rosło, a zniecierpliwiony lud w oczekiwaniu na swojego idola ruszył szturmem na rozstawione dookoła kramy. Strategia, choć pewnie niezamierzona, okazała się genialna: im dłużej maszyna nie schodziła z nieba, tym głębiej uczestnicy tego urodzinowego zamieszania musieli sięgać do kieszeni, by zabić nudę i głód. Gdy Skolim w końcu raczył wylądować, stoiska przeżywały prawdziwe oblężenie, a obroty na kasach fiskalnych rosły w tempie geometrycznym.

    Kolejne dni, upływające pod znakiem Jamala, Patrycji Markowskiej czy niedzielnego finału, były już tylko bezpiecznym dokończeniem tego estradowego taśmociągu. Żadnego artystycznego ryzyka, zwykłe, lubiane popowe przeboje z radia, podane na tacy mieszkańcom, którym zafundowano darmowy dojazd specjalną linią autobusową o symbolicznym numerze 769. MZK stanęło na wysokości zadania, sprawnie dowożąc kolejne zastępy chętnych do wspólnego świętowania.

    A świętowanie na górczyńskim festynie wymagało sporej odporności na cenniki. Ceny mięsnych klasyków z grilla osiągnęły pułap, przy którym przeciętny gorzowianin musiał głęboko odetchnąć. Szaszłyk, golonka czy karkówka – wszystko wycenione według jednej stawki: 19 złotych za 100 gramów. Chcesz porządną porcję? Szykuj banknot z Władysławem Jagiełłą i nie pytaj o resztę. Tradycyjny bigos serwowano po 30 złotych, a grochówkę po 24 złote za plastikowy pojemnik. Nawet frytki belgijskie zamieniły się w luksusowy towar, kosztując 30 złotych za dużą porcję. Ziemniaczana rewolucja w czystej postaci – dwadzieścia złotych za jednego zakręconego patyka z frytkownicy.

    Dla tych, którzy po skakaniu pod sceną zapragnęli osłodzić sobie te wydatki, przygotowano gofry w cenach, które również nie należały do promocyjnych. Suchy wafel za piętnaście złotych, a wersja na bogato z nutellą, bitą śmietaną i owocami – równe 35 złotych. Podobnie rzecz się miała z napojami: butelka pepsi za 15 złotych, zwykła woda za ósemkę, a kubek lemoniady za piętnaście. Do tego piwo z kija po 14 złotych za pół litra. Czteroosobowa rodzina, która chciała spędzić popołudnie na tym urzędniczym festiwalu, po zakupie kilku przekąsek i napojów mogła śmiało wracać do domu z poczuciem, że weekendowe kieszonkowe właśnie wyparowało.

    I tak to się toczy w tym naszym gorzowskim świecie. Podczas gdy w miejskiej kasie straszy historyczny, ponad czterystumilionowy dług, a pozyskiwanie funduszy zewnętrznych idzie jak po grudzie, na trzydniowe igrzyska dla mas budżet zawsze się dopnie. Wyprowadzenie imprezy z umierającego centrum na Górczyn okazało się sprytnym posunięciem władzy, która mogła ogrzać się w blasku fleszy, helikopterowych śmigieł i gwarantowanej frekwencji pod oknami wieżowców. Trzy dni hałasu minęły, dym z grillów opadł, a osiedlowe parkingi znowu wróciły do normy. Mieszkańcy zostali z lżejszymi portfelami, rozdeptanym parkiem i tym samym, codziennym widokiem z okna. Ważne jednak, że helikopter wylądował, muzyka zagrała, a lajki na profilach tutejszych decydentów będą się zgadzać przez najbliższe tygodnie. Do zobaczenia za rok na kolejnej odsłonie tego miejskiego teatru.

    Gorzowianin.com

    Widzisz coś nietypowego lub masz sprawę z Gorzowa?

    Napisz do nas przez Messengera, WhatsAppa lub wyślij zgłoszenie. Możesz zostać anonimowy.


    Źródło: Gorzowianin.com

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.