1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Uplecione z pogodnej słomy. Czego to nie można stworzyć z kłosów zbóż, słomek, ziół i kwiatów zebranych na polach!

    Uplecione z pogodnej słomy. Czego to nie można stworzyć z kłosów zbóż, słomek, ziół i kwiatów zebranych na polach!

    RAK0RAK0przeszczepów
    676 odsłon
    Uplecione z pogodnej słomy. Czego to nie można stworzyć z kłosów zbóż, słomek, ziół i kwiatów zebranych na polach!

    +4

    10

    Prezentujemy kolejny odcinek naszego cyklu "Strażnicy dziedzictwa. O ludziach, którzy ocalają, chronią i pielęgnują wielokulturowe korzenie regionu".

    Czego to nie można stworzyć z kłosów zbóż, słomek, ziół i kwiatów zebranych na polach! Teresa Mróz z Mocówki w gminie Łabunie prawie od pół wieku plecie z nich wieńce dożynkowe, szopki, pająki i drobniejsze ozdoby. Ze słomy potrafi wypleść figurkę Matki Boskiej, orła i baranka. W jej rękach drobne słomki zmieniają się w misterne kompozycje, czasem przybierające rozmiary człowieka. Któż by zliczył źdźbła, które przeszły przez jej palce, i godziny, które spędziła na wyplataniu słomianych cudeniek?

    Odziedziczone po mamie umiejętności posłużyły Teresie Mróz do ocalania – i rozwijania – lokalnych tradycji.

    Gdy była dorastającą panną, marzyła o szkole plastycznej. Tata się nie zgodził. Zdania rodzica się nie kwestionowało; takie były czasy. Nie zdobyła więc artystycznego wykształcenia, nie wyfrunęła w świat. Została na wsi. Prowadziła z mężem gospodarstwo, wychowywała dzieci. Jednak zwykłe życie nie zagłuszyło w niej powołania. Zaczęła je spełniać w słomkarstwie i pleceniu wieńców dożynkowych. W swojej twórczości używa darów łąk i pól: słomy, kłosy zbóż, ziaren, suszonych kwiatów i ziół oraz lnu.

    – Nie skończyłam nawet żadnego kursu. Jestem samoukiem. Otrzymałam chyba dar boży – mówi 83-letnia dziś Teresa Mróz. - To moje życie. Kiedy czasem w zimowy dzień zasiadłam do plecenia, pochłaniało mnie ono bez reszty. Nie wiedziałam, kiedy mijały godziny. Nawet nie pomyślałam, żeby nastawić wodę na herbatę.

    Podpatrywanie mamy

    Pierwsze wyroby utkane ze słomy zobaczyła w rodzinnym domu. Jej mama, Stefania Nowak z domu Południuk, pochodziła z okolic Uchań. Rodzina mieszkała w Woli Uchańskiej.

    – Kiedy mama coś robiła, patrzyło się na nią, bo to, co robiła mama, zawsze było najlepsze – opowiada pani Teresa.

    W tamtych powojennych czasach niewiele rzeczy można było kupić. Kobiety same wykonywały ozdoby i przedmioty potrzebne w domu. Stefania Nowak przynosiła z lasu proste leszczynowe kije, a następnie oplatała je słomą. Pani Teresa pamięta wykonane z nich stojaki na doniczki i kwietniki.

    – Ładnie wyglądały, szczególnie kiedy słoma była pogodna – mówi.

    „Pogodna”, czyli zebrana podczas podczas dobrej pogody, bez deszczu. - Wtedy i słoma jest ładna. Kiedy zboże jest już dojrzałe, każdy deszcz sprawia, że robi się ciemniejsza. Ważne jest więc, żeby pleść z pogodnej słomy, zebranej podczas słonecznej pogody – wyjaśnia Teresa Mróz.

    Dobra rękodzielniczka musi nie tylko umieć pleść, ale także wiedzieć, kiedy zebrać materiał z pola, jak go obrobić i przygotować, jak go przechować. Zboże po zebraniu trzeba wysuszyć, posegregować i odpowiednio ułożyć. Trzeba wiedzieć, co się będzie nadawać do wyplatania, a co nie.

    Najlepsza do plecenia jest słoma żytnia. Jest długa i plastyczna. Trzeba wycinać ją od kolanka do kolanka, aby w źdźble nie pozostało twarde zgrubienie. Najcieńsze są te od kłóska do pierwszego kolanka – z nich robi się najdelikatniejsze sploty. Do grubszych używa części od pierwszego do drugiego kolanka. Przed pleceniem słomę należy namoczyć. Dzięki temu nie łamie się i łatwiej ją formować. - Żytnia najlepiej poddaje się palcom – powtarza pani Teresa. - Ale kiedy nie ma żytniej, to plecie się z takiej, jaka jest. Bo tak w życiu bywa – mówi. Z innych zbóż doplata się części wieńców dożynkowych. Wymagają one, by użyć wszystkich zbóż: żyta, pszenicy, jęczmienia, owsa, bo symbolizują one życie, dostatek oraz trud włożony w pracę na roli.

    U mamy Teresa Mróz podpatrzyła także pierwsze techniki wykonywania ozdobnych słomianych splotów. Przez lata rozwijała je, bazując na własnej wyobraźni i talencie.

    Pierwszy wieniec i 300 kolejnych

    Do Mocówki w gminie Łabunie pani Teresa sprowadziła się w listopadzie 1977 r. Miała wtedy 32 lata i zrobiła swój pierwszy wieniec dożynkowy. - Namówiła mnie Oleńka Burdzy, mama naszego ówczesnego sołtysa Stanisława Burdzego. Żadna z nas nie umiała pleść, ale postanowiłyśmy spróbować. Ten pierwszy wieniec był bardzo prosty. Składał się z dwóch kabłąków owiniętych pszenicą i dwóch żytem. Łączyły się one na szczycie, a kolista podstawa przystrojona była owsem. Nic wyszukanego, ale wieniec się spodobał.

    Ta jedna ze starszych i najbardziej charakterystycznych formą wieńca dożynkowego nazywana jest koroną. Tworzą ją pałąki wychodzące ze wspólnej podstawy i zbiegające się na wierzchołkach. Jednak już na następny rok pan Jędruszko dospawał do konstrukcji mniejsze kopułki i krzyżyk. - Wszystko oplotłyśmy źdźbłami. Podobało się jeszcze bardziej. Plotłyśmy wieniec co rok. Zaczęłyśmy jeździć na dożynki, najpierw gminne, potem powiatowe – opowiada Teresa Mróz. - Na początku wiłam tylko dla naszej wioski, ale potem zaczęły mnie o to prosić inni. Przez całe życie zrobiłam ponad 300 wieńców.

    W miarę jak w domu pani Teresy przybywało nagród i dyplomów, wyplatane przez nią wieńce stawały się coraz bardziej rozbudowane, pomysłowe i trudniejsze do wykonania. I coraz bardziej pracochłonne – któż zliczy słomki i godziny poświęcone na wyplecenie całych kompozycji przedstawiających sceny religijne, symbole i postaci związane z pracą na roli? Pani Teresa potrafiła wypleść na przykład żniwiarzy naturalnej wielkości. Podstawę stanowiła wystrugana z drewna postać, którą ubierała w zboża i kwiaty, mocując strój wiązka po wiązce za pomocą drucików, gwoździków i gumek recepturek. Żniwiarce wkładała do ręki słomiany sierp albo grabie, na głowie wiązała chustkę ze słomy lub umieszczała wianek, a u boku mocowała snopeczek ozdobiony kwiatami, żniwiarz dostawał do ręki słomianą kosę. Innym razem wyplotła scenę Zwiastowania z klęczącą Maryją, aniołem i gołębicą. Kiedy indziej Jezusa klęczącego przy studni wraz z napisem: „Panie, daj żywej wody”. Wieńce przybierały formę orłów, kielichów, kluczy watykańskich albo ogromnych koszy, które później wypełniano owocami warzywami.

    Jednak podstawowym elementem, z którego pani Teresa wykonuje i korony, i dwu-, czy nawet dwuipółmetrowe wieńcowe konstrukcje, są „sploty”. - To jakby warkocze czy rurki ze słomy – objaśnia pani Teresa.

    Sploty powstają na ogół z pięciu słomek okręcanych wokół kijka. Artystka przeplata je ze sobą na pięć różnych sposobów, tworząc pięć różnych wzorów. Jeden odwzorowuje sposób zaplatania dziewczęcych warkoczy. Są sploty cieniutkie, z wierzchnich słomek i na cieniutkim patyczku, i sploty grube. - Jak niektórzy się przypatrzą, to mówią, że już sam splot jest dziełem sztuki. A ten najbardziej dekoracyjny podpatrzyłam jeszcze u mamy – zdradza twórczyni.

    Do pracy nad splotami zasiada zimą i plecie je wiele tygodni. - Namaczałam sobie słomki na wieczór i pletłam, aż wypletłam wszystko. Przez zimę miałam gotowe nawet 150 metrów splotów – opowiada.

    Będzie plotła

    Terasa Mazur jest członkinią Koła Gospodyń Wiejskich w Mocówce. W pracy nad wieńcami pomagało jej wiele pań. Teraz uczestniczy w zajęciach w Centrum Opiekuńczo-Mieszkalnym w Bródku. Na krótki spacer po jego pracowniach zabrała nas dyrektor placówki Justyna Żuk. W salach i na korytarzach pełno jest prac plastycznych, także tych wykonanych ze słomy. Stoi tu między innym szopka bożonarodzeniowa nakryta słomianym dachem i wsparta na słomianych kolumienkach. Panem Jezuskiem opiekuje się słomiana Maryja, a królowie ze słomy przyszli mu złożyć dary. - Pani Tereska pracuje z innymi uczestniczkami naszych zajęć. Plotą razem pająki. Wypletli nawet wieniec dożynkowy – opowiada Justyna Żuk.

    Pająki ze słomy – przestrzenne, ażurowe ozdoby zawieszane dawniej u powały – spotkać można w wielu miejscach w gminie Łabunie. A pani Teresa cieszy się, że ma następczynie, zwłaszcza że długo na nią czekała. 15-letnia wnuczka Natalka z zainteresowaniem przygląda się pracy babci. - Widzę, że będzie plotła – mówi ze wzruszeniem artystka.

    Anna Rudy

    Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

    Słowniczek:

    korona – najbardziej rozpowszechniona forma wieńca dożynkowego; tworzą ją 4 pałąki wychodzące ze wspólnej podstawy i zbiegające się na wierzchołkach

    pająk – przestrzenna, ażurowa ozdoba ze słomy, zawieszana dawniej u powały

    pogodna słoma – słoma zbierana w pogodne dni, jasna, ładna, najlepiej nadaje się do plecenia

    wieniec dożynkowy – kompozycja ze zbóż, kwiatów, ziół i owoców, przygotowywana na zakończenie żniw i prezentowa na dożynkach; zwyczaj kształtował się w XVI w.

    O symbolice słomy w kulturze ludowej i tradycji wicia wieńców dożynkowych mówi ekspertka, Katarzyna Warmińska-Mazurek z Muzeum Regionalnego im. Janusza Petera w Tomaszowie Lub.:

    Słoma w kulturze tradycyjnej miała bardzo symboliczny charakter związany z podtrzymaniem wegetacji, płodnością, urodzajem i dostatkiem. Wykonywano z niej ozdoby i rekwizyty obrzędowe, obwiązywano nią drzewa owocowe oraz wykorzystywano w praktykach mających chronić gospodarstwo przed chorobami i złymi mocami. Jednocześnie słoma symbolizowała przemijanie: była wyschniętą łodygą, która wcześniej wydała życiodajne ziarno, dlatego łączono ją również ze śmiercią, zaświatami i ponownym odradzaniem się życia. Łączyła więc przeciwstawne znaczenia – życie i zamieranie, koniec zbiorów i zapowiedź następnego urodzaju.

    Żywa do dziś tradycja wykonywania wieńców dożynkowych wywodzi się z dawnych obrzędów związanych z zakończeniem żniw. Po ścięciu ostatnich kłosów żniwiarki wyplatały z nich wieniec, najczęściej w kształcie korony. Wieniec niosła zazwyczaj przodownica, czyli wyróżniająca się żniwiarka, otwierająca uroczysty pochód żeńców. Korowód obchodził pola, a następnie kierował się do domu gospodarza lub dworu. Przekazywano go gospodarzowi, który symbolicznie „wykupywał” wieniec-koronę, odwdzięczając się żeńcom poczęstunkiem i zabawą. Na Lubelszczyźnie, podobnie jak w innych regionach, przechowywano go niekiedy aż do kolejnych zasiewów. Wykruszone z niego ziarno dodawano do ziarna siewnego, aby zapewnić obfite zbiory. Z czasem wieniec zaczęto zanosić także do kościoła i święcić, a dawna symbolika płodności ziemi została połączona z chrześcijańskim dziękczynieniem Bogu za plony.

    Na Lubelszczyźnie wieniec dożynkowy stanowił najważniejszy symbol obrzędów związanych z zakończeniem żniw. Wykonywano go przede wszystkim z kłosów różnych gatunków zbóż, często pochodzących z ostatnich zebranych na polu garści. W tradycyjnych wyobrażeniach właśnie w ostatnich kłosach miała skupiać się życiodajna siła ziemi, od której zależał przyszły urodzaj. Splecenie ich w wieniec pozwalało symbolicznie zachować tę siłę i przenieść ją z kończącego się cyklu uprawnego do następnego. Kolisty kształt oznaczał ciągłość, pełnię i nieustanne odradzanie się przyrody, natomiast forma korony podkreślała wyjątkową wartość plonów oraz szacunek dla ziemi i ludzkiej pracy.

    Obserwuj nas na Google News

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.