1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Syreny wyły, informacji nie było. Poseł żąda wyjaśnień od wojewody

    Syreny wyły, informacji nie było. Poseł żąda wyjaśnień od wojewody

    0przeszczepów
    3300odsłon
    Syreny wyły, informacji nie było. Poseł żąda wyjaśnień od wojewody

    Dlaczego mieszkańcy, których w środku nocy obudziły syreny alarmowe, nie otrzymali żadnego komunikatu ani Alertu RCB? O wyjaśnienia dotyczące działania systemu ostrzegania na Lubelszczyźnie wystąpił do wojewody lubelskiego poseł Michał Moskal. Parlamentarzysta skierował do Krzysztofa Komorskiego interwencję zawierającą 17 szczegółowych pytań.

    Syreny uruchomiono w nocy z 29 na 30 lipca w Lublinie oraz wielu powiatach województwa lubelskiego. Powodem było potencjalne zagrożenie uderzeniem z powietrza. Alarm ogłoszono około godz. 3.50, a kilka minut później nadano sygnał jego odwołania. Mieszkańcy nie otrzymali jednak wiadomości wyjaśniającej, co się dzieje i jak powinni się zachować.

    Według informacji przekazanych przez służby Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lublinie otrzymało z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa wiadomość o możliwym zagrożeniu oraz dyspozycję uruchomienia procedury ostrzegania ludności. Informacja miała następnie trafić do powiatowych centrów zarządzania kryzysowego.

    Poseł Michał Moskal zaznacza, że nie podważa samej decyzji o ogłoszeniu alarmu. Domaga się jednak wyjaśnień dotyczących sposobu powiadamiania mieszkańców. Zwraca uwagę, że sam dźwięk syreny nie wystarcza, jeżeli ludzie nie wiedzą, czy powinni zejść do piwnicy, pozostać w domu, obudzić dzieci czy przygotować się do ewakuacji.

    Parlamentarzysta pyta również o zasięg i słyszalność syren. Chce wiedzieć, kto zdecydował, w których częściach województwa zostaną one uruchomione, czy przeprowadzano analizy pokrycia akustycznego oraz ile zgłoszeń dotyczących niesłyszalnych lub niezrozumiałych sygnałów wpłynęło po nocnym alarmie.

    W interwencji znalazły się także pytania o pieniądze przeznaczone na rozwój systemu ostrzegania. Województwo lubelskie otrzymało ponad 296 mln zł w ramach Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. Władze zapowiadały między innymi zakup ponad 440 nowych syren. Michał Moskal oczekuje informacji, ile urządzeń już kupiono, zamontowano i uruchomiono oraz które z nich umożliwiają nadawanie komunikatów głosowych i mają awaryjne źródło zasilania.

    Poseł przypomina również alarm z grudnia 2025 roku w powiecie lubartowskim. Syreny uruchomiono wtedy na podstawie informacji pochodzącej od podmiotu, który nie był do tego uprawniony. Wojewoda polecił przygotowanie raportu i zorganizował spotkanie z przedstawicielami samorządów oraz centrów zarządzania kryzysowego. Parlamentarzysta chce poznać wnioski z tamtego zdarzenia oraz dowiedzieć się, jakie działania naprawcze podjęto.

    Pytania dotyczą także przeprowadzonych 21 lipca ćwiczeń „ALARM-26”. Odbyły się one zaledwie dziewięć dni przed rzeczywistym zagrożeniem. Poseł oczekuje informacji, ile syren nie zadziałało podczas testu oraz czy przed nocą z 29 na 30 lipca usunięto wykryte usterki.

    Wojewoda powinien w ciągu 14 dni poinformować parlamentarzystę o stanie rozpatrywania interwencji.

    – Jestem emerytką chorą na serce, przed godziną 4 obudził mnie alarm ciągły, bardzo głośny w mojej okolicy. Mało nie dostałam zawału. Zaczęłam szukać w telefonie jakiejś wiadomości, nic nie znalazłam. Po jakimś czasie zawyło znowu, tym razem sygnał był ciągły. Do rana nie mogłam usnąć. Żadnego alertu ostrzegającego ani żadnej wiadomości. Zgroza, gdzie są służby, które powinny poinformować ludzi o zaistniałej sytuacji? Brak jakichkolwiek informacji, jedynie wycie syren – skarga mieszkanki Krasnegostawu nie jest odosobniona.

    W nocy z 29 na 30 lipca dziesiątki tysięcy mieszkańców Lubelszczyzny zostało wyrwanych ze snu przez ogłaszające alarm syreny. Zawiódł się ten, kto w panice złapał za telefon, bu sprawdzić komunikaty albo włączył telewizor.

    Dzisiejszej nocy w Lublinie i na znacznym obszarze regionu zawyły syreny alarmowe, budząc tysiące osób. I co dalej? Cisza. W aplikacji mObywatel nie pojawił się żaden komunikat, zabrakło też jakiegokolwiek alertu RCB. Zdezorientowani mieszkańcy próbowali dowiedzieć się czegokolwiek na własną rękę, dzwoniąc nad ranem na numery alarmowe. Zamiast natychmiastowych wyjaśnień, dopiero przed godziną 8 rano dowiadujemy się o niezidentyfikowanym obiekcie i kraterze w miejscowości Tarnawa Kolonia. Pytam wprost: czy tak powinien wyglądać i funkcjonować tryb ostrzegania obywateli? – pytał rano Michał Mulawa, radny Sejmiku Województwa Lubelskiego i jego były wicemarszałek.

    I nie było to odosobniane pytanie. Szybciej niż Rządowe Centrum Bezpieczeństwa i inne rządowe służby zareagowali dziennikarze oraz niektórzy samorządowcy.

    A syreny wyły w ponad 300-tysięcznym Lublinie, a także znacznej części północnej części województwa, m.in. w miastach i gminach Szczebrzeszynie, Goraj, Krasnystaw. I oczywiście Turobin, gdzie około godz. 3.34 spadła rosyjska rakieta.

    Pierwsi byli dziennikarze

    Gdy oficjalne kanały milczały, pierwszych informacji mieszkańcy szukali w mediach i... na profilach dziennikarzy. Jednym z pierwszych, którzy zareagowali, był Paweł Buczkowski, lubelski dziennikarz Wirtualnej Polski. Już około godz. 4 na stronie portalu ukazała się krótka informacja potwierdzająca, że uruchomienie syren nie było pomyłką.

    – W krótkim tekście na stronie WP napisałem niewiele, ale rzecznik wojewody lubelskiego przekazał mi na tyle dużo, że mogłem podać, iż to nie pomyłka. Nawet tak lakoniczna informacja jest już informacją – relacjonował dziennikarz.

    Jak podkreślał, tysiące mieszkańców Lublina obudziły około godz. 3.50 syreny alarmowe. Po kilku minutach nadano sygnał odwołania alarmu, jednak nadal brakowało oficjalnego komunikatu wyjaśniającego, co się wydarzyło i jak należało się zachować.

    – Była punktualnie godz. 4, kiedy tekst z krótkim wyjaśnieniem był już na stronie WP. Wtedy rakieta, która uderzyła w Tarnawie-Kolonii, była już na ziemi. Wciąż nie było jednak żadnych komunikatów od wojska, a to właśnie do wojska odsyłały dziennikarzy inne służby, na przykład Rządowe Centrum Bezpieczeństwa – mówił.

    Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych przekazało informację o syrenach i znalezisku na polu dopiero po godz. 7, a więc około trzech godzin po ogłoszeniu alarmu. Zdaniem Pawła Buczkowskiego wydarzenia tej nocy pokazały, że sam dźwięk syreny nie wystarcza, jeśli mieszkańcy nie mogą szybko znaleźć wiarygodnego wyjaśnienia.

    – Jeżeli chcemy budować odpowiednie zachowania obywateli w sytuacji zagrożenia, to nie można w „Poradniku Bezpieczeństwa” pisać: „Jeśli usłyszysz sygnał alarmowy, włącz radio lub telewizor i stosuj się do komunikatów”, skoro w radiu i telewizji tych komunikatów nie było. To nie jest zarzut do mediów, tylko do autora poradnika. Skąd w radiu i telewizji mają się wziąć komunikaty, jeśli źródło ich nie przekazuje? Naprawdę wystarczyłaby krótka, ale wiarygodna i oficjalna wiadomość – zauważył.

    Dziennikarz zwrócił również uwagę na brak jednego, działającego przez całą dobę kanału, w którym mieszkańcy mogliby sprawdzić, dlaczego uruchomiono syreny i czy zagrożenie nadal trwa. Przypomniał, że w Ukrainie funkcjonują aplikacje informujące na bieżąco o zagrożeniu z powietrza, kierunku nadlatujących dronów i odwołaniu alarmu.

    – To oczywiste, że u nas takiej aplikacji jeszcze nie ma, ale czy jest w budowie? A dopóki jej nie ma, to na jakim kanale, dostępnym przez całą dobę, możemy przeczytać wiarygodne informacje po usłyszeniu syren alarmowych? Warto, abyśmy zaczęli o tym rozmawiać. My musimy wiedzieć, gdzie szukać informacji, a urzędy – jak szybko i rzetelnie je przekazywać – podkreślał.

    Pod jego wpisami pojawiło się wiele komentarzy od mieszkańców. Dziękowali za szybką reakcję i przyznawali, że w pierwszych minutach po ogłoszeniu alarmu nie byli w stanie znaleźć żadnych oficjalnych wyjaśnień. „Dzięki, że napisałeś, co się dzieje, bo nigdzie nie było komunikatów, dlaczego syreny w Lublinie wyją w środku nocy” – takich wiadomości, jak relacjonował dziennikarz, otrzymał bardzo wiele.

    Część internautów wskazywała, że informacje o sytuacji nad Lubelszczyzną pojawiały się wcześniej w ukraińskich kanałach i aplikacjach ostrzegawczych niż w polskich źródłach. W Ukrainie system alarmowania działa bardzo sprawnie – aplikacje na bieżąco informują mieszkańców o zagrożeniu, kierunku nadlatujących dronów lub rakiet, a także o odwołaniu alarmu. Użytkownik telefonu otrzymuje sygnał ostrzegawczy i może niemal natychmiast sprawdzić, co się dzieje. Pojawia się więc pytanie, dlaczego po kilku latach wojny za wschodnią granicą Polska nadal nie ma podobnego, powszechnie dostępnego i wiarygodnego systemu szybkiego informowania o zagrożeniu.

    Obserwuj nas na Google News

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.

    Przeszczep RAKa3 żet.dostajesz tekstFIKCJA