Mieszkańcy Zamościa wciąż pamiętają o dawnym dworcu PKS. Z tego obiektu, który kiedyś służył miastu, pozostały już tylko fotografie.
Każdego dnia podróżni, którzy tutaj dotarli, mogli skorzystać z kilkuset kursów autobusowych. Tylko w 1985 r. było ich codziennie ponad 440, a np. w 1994 r. — 453. Dobre czasy dla przedsiębiorstwa jednak minęły: gdzieś około przełomu wieków. PKS po prostu nie wytrzymał konfrontacji z bardziej mobilną konkurencją (chodziło głównie o sprawność, elastyczność działania).
W końcu sprzedana została m.in. baza przedsiębiorstwa przy ul. Sadowej oraz dworzec przy ul. Hrubieszowskiej. Wybudowano w tym miejscu duże centrum handlowe. Nadal funkcjonuje przy nim kilka stanowisk dla autobusów.
Gierek nie przyjechał, ale… wiele zmienił
Gierek wprawdzie do Zamościa nie przyjechał, ale inwestycje pozostały. Zmieniła się też cała okolica. Chodzi nie tylko o ul. Hrubieszowską. Na Nowym Mieście wyburzono wiele drewnianych domów i postawiono w ich miejscu bloki, w tym pokazowe osiedle PR-5. Dzisiaj ta część miasta wygląda zupełnie inaczej niż np. w latach 70. ub. wieku.
Teraz stary dworzec PKS przy ulicy Hrubieszowskiej można oglądać tylko na archiwalnych zdjęciach. Nasze zostały wykonane w 2012 roku. Widać na nich stanowiska, budynek dworca, okoliczne kioski i punkty handlowe.
Można też dostrzec autobusy PKS i zamojskiej Autonaprawy oraz ich pasażerów.
Wtedy człowiek się cieszył
Fotografie zamieściliśmy na profilu Zamość Nasze Miasto, w mediach społecznościowych. Reakcja Czytelników była duża i wręcz natychmiastowa. Post w krótkim czasie uzyskał ponad 300 "polubień". Pojawiło się także kilkadziesiąt komentarzy. Widać, że mieszkańcy Zamościa i okolic nie zapomnieli o starym dworcu przy ul. Hrubieszowskiej. I wspominają go z nostalgią.
„Wszystko pamiętam, bardzo biedne to miejsce było, ale wspomnienia fajne” – napisała pani Magdalena. „Latało się, jak było się małym, do grosika ciuszka (przy dworcu)” – dodała pani Klaudia. „Piękne wspomnienia. Nie da się zapomnieć” – wtórowała im pani Monika. A pan Rafał napisał: „Co tydzień w niedzielę o 18.50 odjeżdżałem do Lublina od dziadków mieszkających na Peowiaków. Autobus był pospieszny z Tomaszowa do Warszawy. Bilety na ten autobus dziadzio kupował dla mnie w kasach Orbisu na Starówce. Lata 1989-93” – wspominał.
„W jednym z tych lokali był barek, gdzie sprzedawano hot-dogi. Kosztowały 3.50 zł. Do tej pory je pamiętam. Były super” – wspominał tymczasem pan Kamil. U pana Krzysztofa zdjęcia wywołały trochę inne wspomnienia.
"Oj, jeździło się do pracy z tego dworca” – napisał. „Autokary załadowane, że kierowca drzwi zamykał, bo od wewnątrz ostatni pasażer nie dawał rady. Takie były czasy. „Wtedy człowiek się cieszył, gdy kierowca się ulitował i zabrał” – skwitował pan Paweł.
Źródło: Krasnystaw Nasze Miasto
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.