
Pięciu pracowników zostało zwolnionych dyscyplinarnie, a sprawa została zgłoszona na policję. Afera w Międzygminnym Składowisku Odpadów „Kras-Eko” w Wincentowie (gm. Krasnystaw) zatacza coraz szersze kręgi, choć zwolnieni pracownicy nie przyznają się do winy, a jeden z nich – w rozmowie z nami – zapewnia, że jest kozłem ofiarnym całego zamieszania i będzie dochodził swoich spraw w sądzie.
O możliwych nieprawidłowościach w Kras-Eko informowaliśmy już wcześniej. Do naszej redakcji docierały sygnały, że w zakładzie mogło dochodzić do kradzieży odzyskiwanych surowców, przede wszystkim aluminiowych puszek. Według naszych informatorów nieprawidłowości miały polegać m.in. na zaniżaniu wagi surowca podczas ważenia, a następnie sprzedawaniu powstałej w ten sposób „nadwyżki”. Pojawiały się także informacje o możliwych kradzieżach metali kolorowych oraz wykorzystywaniu sprzętu należącego do spółki do celów prywatnych.
Prezes Kras-Eko, Grzegorz Czyż, potwierdza, że pięć osób zostało zwolnionych w trybie art. 52 Kodeksu pracy, czyli dyscyplinarnie. Nie ujawnia jednak, jakie stanowiska zajmowali pracownicy, którym wręczono wypowiedzenia. Jak tłumaczy, mogłoby to doprowadzić do ich identyfikacji.
Nie zdradza również szczegółowych powodów rozwiązania umów. Przyznaje jedynie, że pojawiły się podejrzenia działania na szkodę spółki, a dokładnie kradzieży. Sprawa została zgłoszona policji i jest obecnie przedmiotem prowadzonego postępowania.
Przypomnijmy, że na początku tego roku udziałowcy spółki Kras-Eko, którymi są miasto Krasnystaw, gmina Krasnystaw i gmina Rejowiec, podjęli decyzję o odwołaniu wieloletniego prezesa Roberta Poniedziałka. Pozostał on jednak w spółce, na stanowisku kierownika działu technicznego. Ostatnio jednak złożył wypowiedzenie i odszedł z firmy. Prezes tłumaczy, że nie motywował swojej prośby, a jego odejście raczej nie ma związku ze zwolnieniami.
Obecnie zarząd Kras-Eko tworzą dwie osoby – prezes Grzegorz Czyż oraz członek zarządu Małgorzata Krzysztofiak. Kras-Eko zatrudnia obecnie około 42 pracowników. Jak zapewnia zarząd, sytuacja spółki pozostaje stabilna. Część mieszkańców gminy Krasnystaw zwraca jednak uwagę, że skutki zwolnienia pracowników mają być widoczne na terenie zakładu. Jak twierdzą, rośnie hałda odpadów oczekujących na wywóz. Prezes zapewnia jednak, że sytuacja kadrowa nie wpływa na bieżące funkcjonowanie przedsiębiorstwa.
– Spółka realizuje swoje zadania bez zakłóceń. Jeśli chodzi o zalegające odpady, nie ma to związku z sytuacją kadrową. Wynika to z przerwy konserwacyjnej w spalarniach, do których trafia część odpadów. W okresie wakacyjnym zapotrzebowanie na ciepło jest mniejsze. Materiał oczekuje na odbiór i jest to sytuacja przejściowa – wyjaśnia Grzegorz Czyż.
Jeden ze zwolnionych z pracowników widzi całą sytuację zupełnie inaczej. Twierdzi, że w spółce po pojawieniu się informacji, że mogło dochodzić do kradzieży, rozpoczęło się polowanie na czarownice. Jemu kierownictwo miało zaproponować, że jeśli wyda wszystkie osoby zamieszane w proceder, to zachowa pracę. Powoływano się na nagrania z kamer, na których miało być nagrane, jak niby kradzione było paliwo, tyle że całe paliwo jakie było pobierane trafiało wyłącznie do maszyny, która służy do zgniatania odpadów, nikt nigdy paliwa nie wywoził, czy nie wlewał do pojazdów, które nie były służbowe. W firmie po zwolnieniu pięciu osób nastąpił chaos i rośnie pryzma odpadów. Zatrudniono za to kierownika ochrony, a w zarządzie, który zdaniem pracowników powinien być w obecnej sytuacji ekonomicznej zakładu jednoosobowy, na stanowisku zastępcy została przewodnicząca rady nadzorczej, która miała w zarządzie pełnić obowiązki tylko do czasu wyboru prezesa po odwołaniu Roberta Poniedziałka. Nasz rozmówca zapewnia, że został posądzony i zwolniony niesłusznie i od decyzji pracodawcy zamierza odwołać się do sądu.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google News
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.