Ratusz zgłosił sprawę do Prokuratury Rejonowej w połowie czerwca, zawiadomienie o wszczęciu śledztwa zostało wszczęte 13 lipca, ratusz otrzymał powiadomienie dzień później.
Śledztwo ma być prowadzone w sprawie wyrządzenia Miejskiemu Zakładowi Komunikacji znacznej szkody majątkowej. Będzie prowadzone „w sprawie”, nie przeciwko komuś, ewentualne postawienie komuś zarzutów może nastąpić na etapie późniejszym, niemniej obraz sytuacji, o jakim wspomniał w wypowiedzi dla radnych burmistrz wskazuje, że dziwnym byłoby, gdyby zarzutów nikomu nie postawiono.
Mariusz Siewiera mówił na sesji m. in., że po przyjrzeniu się sytuacji w MZK w pierwszych miesiącach po wyborach, w początkach roku 2025 w ratuszu poważnie zastanawiano się, czy zakład ten w ogóle powinien istnieć w dotychczasowej formie. Zdecydowano się jednak na pozostawienie struktur, a jednostkę objął nowy prezes. Został nim, przypomnijmy, Michał Mostowski, Łowiczanin, człowiek z dużym doświadczeniem menedżerskim, który za prezesury Alvina Gajadhura był jego zastępcą w Głównym Inspektoracie Transportu Drogowego. Po zmianach w GITD po wyborach w 2023 roku burmistrzowi udało się go ściągnąć do Łowicza, najpierw do zarządu ZEC, potem właśnie do MZK.
Michał Mostowski potrzebował czasu, by się zapoznać z zakładem. Gdy przypatrzył się jak on funkcjonuje, w początkach roku 2025 przyszedł do burmistrza – i jak opowiada w rozmowie z NŁ Mariusz Siewiera – stwierdził, że w zakładzie funkcjonuje zorganizowana grupa przestępcza.
https://lowiczanin.info/lowiczanin-premium/burmistrz-pokazal-skale-nieprawidlowosci/WEtwOXhRuFmVdwpbvFCf https://lowiczanin.info/lowiczanin-premium/czy-czlonkowie-dawnego-zarzadu-pelikana-pokryja-zadluzenie-wobec-miasta-z-wlasnych-pieniedzy/SsRG9zv5kugkk6RcP8zx
Monitoring - bo go nie było
Nowy dyrektor wszczął działania mające zabezpieczyć miejskie autobusy przed możliwością ściągania z nich paliwa oraz zainstalował na terenie zakładu monitoring. To pozwala obserwować czy nie dochodzi do ściągania paliwa z autobusów na terenie firmy. Ukraść je byłoby łatwiej poza zakładem, ale autobusy mają własny system kamer rejestrujący wszystko, co się dzieje wokół nich w czasie do pół godziny po wyłączeniu zapłonu.
Jednocześnie z końcem roku 2024 rozpisano nowy przetarg na zakup paliwa dla autobusów MZK, z zastrzeżeniem, że miejsce do tankowania ma być także monitorowane, by móc zobaczyć czy paliwo istotnie jest wlewane do baku.
Potem nowy dyrektor MZK zorientował się, że są pracownicy, którzy dziwnie chętnie przyjeżdżają do zakładu już po swojej pracy, w godzinach popołudniowych czy wieczornych. – Wiedzieliśmy więc, że proceder jest, tylko nie wiedzieliśmy kto za nim stoi – mówi burmistrz.
Nowe normy
Następstwem tych ustaleń było wprowadzenie zakazu wjazdu samochodami kierowców na teren zakładu. A kolejnym krokiem: ustalenie nowej normy zużycia paliwa. Przed zmianami była ona określona na 31 litrów oleju napędowego na 100 km plus 3 litry na tzw. „przepał” – dodatkowe zużycie z racji działania czy to ogrzewania czy klimatyzacji. Dokonano przejazdów testowych, okazało się, że norma wynieść powinna 21 litrów plus ten przepał. O 1/3 mniej.
Mariusz Siewiera mówi, że gdy zapytał ówczesnego naczelnika Wydziału Spraw Komunalnych, któremu podlega m.in. MZK, dlaczego tolerowano tak zawyżone normy, ten miał odpowiedzieć, że były i tak zmniejszone, bo poprzednio, przy starszym taborze, przekraczały 40 litrów/100 km.
Co więcej, jak mówi burmistrz, po kontroli okazało się, że starą normę wszyscy kierowcy „wyjeżdżali” całkowicie, wykazując pełne „normatywne” spalanie. A przecież każdy kierowca jeździ trochę inaczej, nawet tym samym autobusem.
Dziwna wizyta u dyrektora
- Kierowcy się więc zorientowali, że my już wiemy – opowiada burmistrz. - I dyrektora odwiedziło trzech kierowców, przedstawicieli całej załogi, w tym szef związków zawodowych i szef rady pracowniczej. Dyrektor był do tej wizyty przygotowany, zadbał też o jego nagranie.
- Uderzająca była ta buta, arogancja podczas tego spotkania - ocenia burmistrz, któremu nagranie jest znane. - Przyszli kierowcy, jeden z nich mówi: Panie dyrektorze, my od dziś przestajemy kraść. Dziś przestajemy kraść...
Gdy dyrektor zaczął ich dopytywać co kradli, kiedy i o inne szczegóły, pracownicy opowiedzieli, że kradli paliwo. - Tu się kradnie od zawsze, bo pierwsze, jak przychodzi nowy pracownik, to uczymy go jak kraść, bo ma być jak w wojsku. Ch...wo, ale jednakowo - taki był przekaz tej rozmowy - mówi burmistrz. - Podsumowując tę rozmowę, ci kierowcy mówią: ale w ogóle, panie dyrektorze, to mamy do pana pretensje, skoro pan się zorientował, że kradniemy, dlaczego pan nie przyszedł i nie poprosił, żebyśmy przestali kraść?
Rozmowa była długa, materiał z niej został zabezpieczony i przekazany do prokuratury. Bo sprawa jest bardzo poważna. zdaniem burmistrza straty, jakie MZK ponosił, można szacować na 400 tysięcy złotych rocznie z tytułu samego tylko kradzionego paliwa, a razem ze znikającymi częściami zamiennymi nawet do pół miliona złotych.
- Dzisiaj mamy 60% wydatków mniej na części i na usługi - wskazuje Mariusz Siewiera. - Może nie kradli, ale naprawiali sobie. Naturalne było wjechanie na warsztat prywatnym samochodem. Dziś części zamienne są ściśle ewidencjonowane.
Przez lata nikomu nie przeszkadzało
W następstwie wspomnianej rozmowy z dwoma kierowcami w niej uczestniczącymi dyrekcja rozstała się za porozumieniem stron, w ślad za tym poszły ogłoszenia, że MZK poszukuje kierowców. Burmistrzowi znane są treści komentarzy, jakie pojawiały się w sieci po zmianach jakie wprowadzono, nie jest miłe wyczytywać szkalujące opinie o dyrekcji i - szerzej - władzach miasta, czyniących kroki, by uzdrowić sytuację. Ale wie, że zmiany były skuteczne, że takiej sytuacji nie można było tolerować z chwilą, gdy się zorientowano co się dzieje.
- Siedemnaście lat nikomu to nie przeszkadzało. Przyszedł głupek, jeden z drugim, im przeszkadza, że my kradniemy a przecież my to już w DNA mamy. Tak kradniemy od zawsze i nikomu to nie przeszkadzało... - to jest takie myślenie - komentuje burmistrz w rozmowie z NŁ.
Nie tylko myślenie. Po wprowadzeniu nowych norm część kierowców chciała udowodnić, że te autobusy palą dużo. Jednak dzięki zamontowanemu w międzyczasie w pojazdach systemowi monitorowania autobusów, dyrekcja ma teraz możność wykazania każdemu kierowcy z jaką prędkością jadą, jaki jest sposób ich hamowania, przyspieszania, jakie obroty silnika itp. - Więc zorganizowaliśmy szkolenie dobrej jazdy - mówi burmistrz. - Porozmawialiśmy z nimi, że my będziemy też się starali podnosić wynagrodzenia i premiować za dobre spalanie.
Jak mówi, chodziło o to, żeby pracownik, który wcześniej, ze względu na ogólną atmosferę panującą w zakładzie też uczestniczył w procederze, miał teraz to poczucie, że może sobie dodatkowy dochód wypracować uczciwie.
"Afera kanapkowa"
Kolejną "aferę", mającą rzucić złe światło na dokonujących zmiany, rozpętano w Internecie niedawno, zarzucając dyrekcji MZK, że wyrzuciła z pracy człowieka, który udał się do domu zjeść kanapkę. Gdy pytamy burmistrza o to zdarzenie, przyznaje, że rozstano się z jednym z kierowców w okolicznościach związanych ze spożywaniem posiłku, ale podaje szczegóły.
Otóż po sprawdzeniu monitoringu kursów, analizie spóźnień autobusów okazało się, że nie wszyscy kierowcy prawidłowo wykorzystują czas na przerwę pomiędzy jedną trasą, a drugą. Bywa, że kierowca ma czasem godzinę, półtorej godziny przerwy. - Ale to jest przerwa płatna, powinien być w zakładzie, posprzątać autobus, zrobić codzienną obsługę, ewentualnie zjeść śniadanie w pomieszczeniu socjalnym, pooglądać telewizję, ale być do dyspozycji pracodawcy - mówi burmistrz.
- No i okazało się, że nie wszyscy tak robią, bo niektórzy wsiadają w autobus i jadą do domu na obiad. Kilka kilometrów. Gdyby to był jednorazowy wyskok, to pewnie byśmy nie zareagowali i poprosili kierowcę, żeby więcej tego nie robił. Natomiast okazało się, że to samodzielne opuszczenie miejsca pracy bez zgody pracodawcy było w 2026 roku już 82 razy. 82 razy użytkowanie samochodu służbowego do celów prywatnych bez zgody pracodawcy!
- Do tego doszło wielokrotne łamanie przepisów w zakresie dozwolonej prędkości na terenie zabudowanym, ten kierowca potrafił z pasażerami jeździć po mieście 90 na godzinę.
Dyrekcja zaproponowała kierowcy rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron, nie korzystając z możliwości zwolnienia dyscyplinarnego. On to początkowo przyjął, ale dnia następnego zjawił się w zakładzie twierdząc, że cofa oświadczenie woli. Sprawa trafi do sądu pracy.
Nagle autobusy palą mniej
Na wspomnianej sesji, burmistrz dodał, że podjęte działania przynoszą efekt. Pozytywne zmiany w MZK widać wyraźnie w analizie konkretnych danych dotyczących zużycia paliwa. Wykazywane dawniej średnie dzienne spalanie na 100 kilometrów wynosiło około 31 litrów, natomiast w 2025 roku, po wprowadzeniu reform, spadło do nieco ponad 25 litrów, a w maju 2026 roku wyniosło już tylko 22 litry. Burmistrz podkreślił, że generuje to oszczędności nie tylko na paliwie, ale także na częściach zamiennych oraz usługach zewnętrznych zlecanych dotychczas przez MZK.
Ponadto ujawniono, że MZK posługiwał się zaniżoną stawką wozokilometra służącą do wyliczania opłat za przewóz pasażerów na terenie okolicznych gmin. Wyliczono ją bez ujęcia kluczowych składników, takich jak koszty administracyjne. Nowa stawka wprowadzona w 2025 roku wynosi obecnie 9 złotych i wzrosła o 2 złote względem poprzedniej. Zdaniem burmistrza jest ona - w porównaniu do sąsiednich miast - wciąż niska, ponieważ stawki w regionie oscylują wokół 13-14 złotych za kilometr. Oznacza to, że dotychczas mieszkańcy miasta ze swoich podatków współfinansowali transport w gminach ościennych.
- Ja uważam, że to jest dzisiaj inny już zakład. Ze względów organizacyjnych raz, ze względów zarządczych dwa, ze względów na wprowadzenie procedur kontrolnych trzy - mówi Mariusz Siewiera.
Źródło: Łowiczanin.info / Nowy Łowiczanin