1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Osiem godzin, które zabiły 20-letnią Julię. Brak łóżek kosztował ją życie

    Osiem godzin, które zabiły 20-letnią Julię. Brak łóżek kosztował ją życie

    0przeszczepów
    1803odsłon
    Osiem godzin, które zabiły 20-letnią Julię. Brak łóżek kosztował ją życie

    Aleksandra Cieślik — Julia miała dopiero 20 lat i bardzo konkretne plany na przyszłość. Zaczęła rozkręcać firmę, planowała ślub. Osiem godzin oczekiwania na łóżko na oddziale intensywnej terapii przekreśliło to wszystko. Jej bliskim pozostały wspomnienia, zdjęcia i wiadomości głosowe, do których wrac

    Julia miała dopiero 20 lat i bardzo konkretne plany na przyszłość. Zaczęła rozkręcać firmę, planowała ślub. Osiem godzin oczekiwania na łóżko na oddziale intensywnej terapii przekreśliło to wszystko. Jej bliskim pozostały wspomnienia, zdjęcia i wiadomości głosowe, do których wracają, gdy cisza staje się nie do zniesienia.

    Julia Liegmann miała 20 lat. Zmarła z powodu urosepsy.

    Julia Liegmann miała 20 lat. Zmarła z powodu urosepsy. (fot. Zero.pl/ Shutterstock - Hxdbzxy, Radiological imaging)

    • 20-letnia Julia przyszła na planowy zabieg. Kilka godzin później rozwinęła się u niej urosepsa i ciężki stan wymagający leczenia na oddziale intensywnej terapii (OIT).
    • Transport tam odbył się dopiero po ponad ośmiu godzinach od pierwszej wzmianki o potrzebie kwalifikacji do leczenia na OIT.
    • W dokumentacji zapisano: brak miejsc na OIT w szpitalu św. Wojciecha w Gdańsku i konieczność przewiezienia pacjentki do innej placówki.
    • Julia zmarła 17 lutego. Rodzina wskazuje na kluczowe godziny opóźnienia. Sprawa trafiła do prokuratury i instytucji nadzorczych.

    Julia Liegmann ma dwadzieścia lat, kiedy 7 lutego 2026 r. zgłasza się do szpitala św. Wojciecha w Gdańsku na planowy zabieg usunięcia kamienia nerkowego.

    Wysyła mamie zdjęcie z placówki. – Jaki piękny, nowoczesny szpital – pisze.

    Dziesięć dni później już nie będzie żyła.

    Przeczytaj pozostałe teksty ze specjalnego bloku Zero.pl poświęconego zapaści w ochronie zdrowia:

    • Przegrany wyścig o życie. Karetki w Polsce nie dojeżdżają na czas
    • Dziś oszczędzamy, jutro będziemy wyć
    • Zawisza: Gdybym badała się według wytycznych rządzących, najpewniej bym już nie żyła
    • Państwo skapitulowało. Prywatyzacja ruszyła, łomot dostają pacjenci
    • Wystarczyło USG, ale był weekend. 15-latka zwijała się z bólu, kazano czekać
    • „Zamykacie szpital? Świetnie!”. Jak rząd Tuska prywatyzuje ochronę zdrowia
    • Państwo oszukało młodych lekarzy. „Uczymy się bezsilności”
    • Lista hańby publicznego systemu ochrony zdrowia. 10 krytycznych obszarów

    „Jestem zdrowa jak ryba”

    Problemy zdrowotne zaczęły się dużo wcześniej. Na przełomie 2023 i 2024 r. Julia trafia do kolejnych szpitali z gorączką i bardzo złym samopoczuciem.

    Kacper Kenski, jej chłopak, wozi ją od placówki do placówki.

    Dopiero pod koniec listopada 2025 r. w szpitalu św. Wojciecha w Gdańsku pada konkretna diagnoza: zakażenie układu moczowego i podejrzenie urosepsy. Lekarze rozpoznają też kamicę układu moczowego. Zakładają cewnik i na 9 lutego 2026 r. wyznaczają termin zabiegu kruszenia złogu w prawej nerce.

    2 lutego Julia przechodzi konsultację anestezjologiczną. Zostaje zakwalifikowana do znieczulenia ogólnego. – Jestem zdrowa jak ryba. Tak stwierdził lekarz – mówi do Kacpra.

    7 lutego trafia na oddział urologii w szpitalu św. Wojciecha w Gdańsku. Personel jest świadomy, że Julia była niedawno leczona z powodu urosepsy. Informacja o tym powtarza się w dokumentacji medycznej. Poniżej jeden z fragmentów.

    Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)

    Jej obecny stan jest dobry, bez gorączki, bez bólu. 8 lutego odwiedza ją mama, Magdalena Rusinek. Rozmawiają, żartują.

    Julia Liegmann miała 20 lat. (fot. Archiwum prywatne)

    Córce oznajmia, że przez dwa kolejne dni nie przyjedzie – musi zostać z synem, siedmioletnim Alankiem.

    Nie wie, że to ich ostatnia beztroska rozmowa.

    Wszyscy są spokojni. Mimo alarmującego sygnału: wyników badania moczu, które Julia wykonała 4 lutego, jeszcze przed przyjęciem do szpitala wykazują obecność bakterii E. coli. Lekarze nie uznają ich jako przeciwskazanie do zabiegu. Przystępują do niego 9 lutego.

    Trwa on około 25 minut. Kacpra nie ma. Jest w trasie we Francji. Wszyscy radzą: „Jedź, to prosta operacja”. 20-latka też go uspokaja.

    [

    Gdy rówieśnicy szli do galerii, ona zmieniała mamie pampersy. „Uczę się żyć za siebie”](/news/oliwia-opiekuje-sie-mama-chora-na-sla-jak-wyglada-ich-codziennosc)

    [

    Do lekarza bez kolejki? Były wiceminister przyznaje: Pomogłem w dwóch sytuacjach](/news/przywileje-vip-w-ochronie-zdrowia-krzysztof-landa-komentuje-tekst-zero-pl)

    [

    Respirator tylko dla wybranych. Pacjenci zakładnikami sporu NFZ i biznesu. „Igranie ze zdrowiem”](/news/spor-firm-z-nfz-o-pieniadze-wstrzymane-przyjecia-pacjentow-na-respiratorach)

    Pogarszający się stan i urosepsa

    Kilka godzin później zaczyna się koszmar, którego nikt jeszcze nie nazywa po imieniu.

    16:09 – krwiste wymioty, krwawienie z nosa i gardła.

    16:38 – kolejny epizod. Julia zostaje przewieziona na konsultację laryngologiczną. Lekarze nie znajdują aktywnego źródła krwawienia.

    Problem zostaje uznany za miejscowy.

    – Uspokajano nas, nie mówiąc prawdy. Julce nie tłumaczono, co się z nią dzieje – wyjaśnia Kacper Kenski.

    Rozmawia ze swoją dziewczyną. W słuchawce słyszy, jak 20-latka wymiotuje. Mężczyzna przerywa trasę i rusza do Polski.

    – Musiała dzwonić do mnie, żebym interweniował u lekarzy. Prosiłem, żeby ktoś do niej podszedł, ale nikt tego nie zrobił, mimo że wcześniej sama wielokrotnie o to błagała.

    Tymczasem stan 20-latki się pogarsza.

    18:50 – spadki ciśnienia, leukopenia (drastyczny spadek liczby białych krwinek we krwi), podwyższona prokalcytonina (oznaczenie jej poziomu umożliwia wykrycie stanu zapalnego lub infekcji na bardzo wczesnym stadium).

    Lekarze włączają antybiotyk.

    19:46 – hipoglikemia, czyli znaczący spadek poziomu glukozy we krwi.
    21:34 – pacjentka zgłasza obecność krwi, ale lekarz nie stwierdza aktywnego krwawienia.
    22:37 – kolejne wymioty.

    To już nie są pojedyncze objawy. W nocy wszystko przyspiesza.

    1:03 – wyniki badań wskazują na początki niewydolności narządów.
    5:30 – stan ciężki.

    Około 6:00 – spadki ciśnienia wymagają podania noradrenaliny.

    Młody organizm przestaje sobie radzić. Rano 10 lutego w dokumentacji pojawia się rozpoznanie: urosepsa.

    Kolejne konsultacje wskazują już bezpośrednio na niewydolność narządów.

    10:11 – „Proszę o konsultację i kwalifikację do leczenia na oddziale intensywnej terapii” – pisze lekarz.

    Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)

    O 12:22 zapis: „stan ciężki, anuria”. Julia przestaje oddawać mocz.

    Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)

    Dziewczyna dzwoni do mamy. – Mamo, ja nie mogę się wysikać. Boję się.

    Magdalena wsiada w pociąg. Do tej pory myślała, że córka ma przejściowe problemy po zabiegu. Dopiero w drodze dowiaduje się, że chodzi o sepsę.

    O 14:09 w dokumentacji pojawia się zapis: „najlepsza dla pacjentki byłaby dializa ciągła w warunkach OIT”.

    Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)

    O 15:50 zapada decyzja o przekazaniu Julii na oddział intensywnej terapii. „Organizacja transportu asekuracyjnego” – czytamy w dokumentacji.

    Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)

    Planowany transport, w asyście anestezjologa – około godziny 18. Ostatecznie o 18:30 Julia zostaje przyjęta na OIT Szpitala im. M. Kopernika w Gdańsku.

    W dokumentacji medycznej z tamtej placówki czytamy: „wobec braku miejsc w OIT Szpitala św. Wojciecha pacjentkę transportem asekuracyjnym przekazano do tutejszego OIT”.

    Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)

    Kluczowe godziny

    Między pierwszą konsultacją z prośbą lekarza o kwalifikację do leczenia na OIT (10 lutego, 10:11) a transportem tam mija ponad osiem godzin w stanie ciężkiej sepsy. Ponad osiem godzin bez dostępu do pełnego leczenia intensywnej terapii. Ponad osiem godzin bez dializy ciągłej, którą lekarze wskazali jako optymalną.

    W przypadku sepsy to czas, którego po prostu nie ma. Każda godzina opóźnienia zwiększa ryzyko zgonu. To jeden z najlepiej udokumentowanych faktów w medycynie.

    Z dokumentacji nie wynika wprost, dlaczego Julia nie trafiła na OIT wcześniej, mimo wskazań do takiego leczenia.

    Magdalena dociera do szpitala. – Córka była opuchnięta, żółta, z rurką w buzi. Nie wiedziałam, że to już tak wygląda.

    Lekarz informuje ją, że Julia jest w stanie krytycznym i czekała na transport z powodu – jak relacjonuje Magdalena – braku miejsc na oddziale intensywnej terapii w szpitalu św. Wojciecha. – Nikt wcześniej do mnie nie zadzwonił.

    Na oddziale intensywnej terapii lekarze nie mają wątpliwości. – Ta dziewczyna jest tak zainfekowana, że „to leci górą i dołem” – słyszy rodzina.

    Przez kolejne dni Julia walczy o życie. Magdalena i Kacper siedzą przy niej. – Mieliśmy wrażenie, że 12 lutego rano jeszcze nas słyszy, że mruga. Po południu była już nieprzytomna – mówi chłopak.

    16 lutego dochodzi do obrzęku mózgu.
    17 lutego o godzinie 14:08 lekarz stwierdza zgon.

    Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)

    Przyczyną wskazaną w sekcji zwłok jest urosepsa.

    „Gdyby wcześniej trafiła na OIT…”

    Jeszcze 9 lutego rano Julia była w dobrym stanie. W nocy rozwinęła się ciężka sepsa.
    Rano 10 lutego – ciężka sepsa i niewydolność narządów. W południe było już jasne, że potrzebuje OIT. Tam trafiła dopiero wieczorem.

    – W innych szpitalach w Gdańsku – między innymi w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym – były w tym czasie, czyli 10 lutego, miejsca na OIT. Wiem, bo dowiadywałem się tam bezpośrednio – zaznacza Kacper. – Jak wygląda komunikacja między placówkami? Pytam się, jak? To duże, rozwinięte miasto – dodaje.

    – Zawiniło wiele: lekarze, ale też system. To, że na oddziale intensywnej terapii brakowało miejsc, w moim odczuciu doprowadziło Julkę do śmierci. Przecież w takim stanie liczy się każda godzina. Gdyby ona wcześniej trafiła na OIT, myślę, że by z tego wyszła – podkreśla Magdalena.

    Łamie jej się głos.

    – Alankowi, bratu Julci, tłumaczę, że siostra już nie wróci. Co mam odpowiadać na to, że chce umrzeć i do niej dołączyć, bo tęskni?

    Mama i chłopak zamierzają walczyć

    Urosepsa, czyli sepsa wywołana zakażeniem układu moczowego, to stan, w którym infekcja przechodzi do krwiobiegu i wywołuje ogólnoustrojową reakcję zapalną, prowadzącą do niewydolności narządów. Czas gra tu niezwykle ważną rolę. Złota godzina w medycynie ratunkowej to pojęcie, które dotyczy właśnie takich przypadków – czas od rozpoznania do wdrożenia pełnego leczenia decyduje o życiu bądź śmierci.

    Anuria – brak wydalania moczu – jest jednym z objawów wstrząsu septycznego i sygnałem, że nerki przestają pracować. Bez dializy ciągłej, możliwej tylko na oddziale intensywnej terapii, organizm nie może usunąć toksyn.

    Magdalena złożyła zawiadomienie do prokuratury rejonowej w Chojnicach – sprawę przekazano do Gdańska. Skargi skierowała także do Rzecznika Praw Pacjenta i do Okręgowej Izby Lekarskiej.

    – Co z tego, że podawali antybiotyki? – mówi kobieta. – Co z tego, że monitorowali ciśnienie? Ona nie była dializowana. Ona miała anurię. Nerki przestały pracować. I czekali.

    Kacper Kenski podkreśla, że chciałby po prostu sprawiedliwości. – Dla Julki, dla uczczenia jej pamięci.

    Redakcja Zero.pl skierowała do podmiotu leczniczego Copernicus (należą do niego m.in. dwa szpitale, o których piszemy) pytania dotyczące hospitalizacji Julii Liegmann, w tym kwestii braku miejsc na OIT i oczekiwania na transport do innego szpitala.

    „Wszystkie informacje objęte są tajemnicą lekarską. Prowadzimy postępowanie wyjaśniające analogicznie, jak w przypadku każdego zgonu wewnątrzszpitalnego” – czytamy w ogólnej odpowiedzi.

    Jak dodano, placówce „jest niezwykle przykro z powodu śmierci pacjentki”.

    „Staramy się dogłębnie przeanalizować bieg zdarzeń, aby wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji i wykorzystać je w przyszłości” – zakończono.

    Zapytaliśmy również o liczbę łóżek na OIT w szpitalach św. Wojciecha oraz Kopernika. W pierwszej placówce, w której Julia miała planowy zabieg, dostępnych jest ich 10. W szpitalu Kopernika – 10 dla dorosłych, pięć dla dzieci.

    W klubie z książką

    Z bólem po stracie życiowej partnerki zostaje Kacper. Julia od kilku lat była z nim w związku. Poznali się w klubie. On pojechał jako kierowca na wieczór kawalerski, na który nie miał ochoty. Ona wybrała się ze znajomymi, chociaż też nie do końca chciała. W pewnym momencie i ona, i on zostali sami. Ich towarzystwo gdzieś zniknęło.

    Kacper zobaczył ją siedzącą na ławce. Ze słuchawkami na uszach. Z książką. – Wydało mi się to zabawne. Podszedłem do niej.

    Wymienili się kontaktami na Facebooku. Okazało się, że mieszkają trzysta kilometrów od siebie – ona w Chojnicach, on w Mławie.

    Julia z chłopakiem Kacprem. (fot. Archiwum prywatne)

    Mieli dwie zasady. Pierwsza: nie miej nadziei, miej pewność. Druga: nawet jeśli cały świat będzie przeciwko tobie, ja będę z tobą przeciw całemu światu.

    Planowali wesele na sierpień. Budowę domu. Firmę już mieli – zakładali ją razem, od zera, po tym, jak ktoś oszukał ich w poprzedniej pracy.

    – Dochodziliśmy do wszystkiego sami – mówi Kacper. – Walczyliśmy o to szczęście bardzo długo. I właśnie zaczęło nam się wszystko układać. Zamieszkaliśmy w Bydgoszczy.

    Magdalena codziennie czeka na telefon od córki o dziesiątej rano. Przyzwyczaiła się do rozmów o tej porze, gdy Julia pracowała w sklepie zoologicznym. Dzwoniła po tym, jak skończyła karmić króliki.

    Teraz jest bolesna cisza.

    – Włączam sobie jej głosówki, filmiki, ale to już nie pomaga. Chcę po prostu usłyszeć jej głos. Żywej.

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.

    Przeszczep RAKa3 żet.dostajesz tekstFIKCJA