1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Wielkanoc, której nie czujemy. Co to mówi o nas jako społeczeństwie?

    Wielkanoc, której nie czujemy. Co to mówi o nas jako społeczeństwie?

    RAK0RAK0przeszczepów
    2555 odsłon
    Wielkanoc, której nie czujemy. Co to mówi o nas jako społeczeństwie?

    Wojciech Parol — Coraz częściej zamiast duchowego uniesienia czujemy tylko zmęczenie, a Wielkanoc staje się techniczną przerwą w kalendarzu. W innych krajach utrata religijnego sacrum nie zburzyła społecznej spójności. W Polsce jednak ten proces wygląda zupełnie inaczej – bo przez stulecia to wła

    Za pasem Wielkanoc – fundament chrześcijaństwa i absolutny „peak” liturgicznego kalendarza. Dzień, w którym zmartwychwstanie powinno rozstawiać wszystkie inne wydarzenia po kątach. Tyle teorii, bo w praktyce metafizyka z roku na rok coraz wyraźniej przegrywa z potrzebą zwykłego odsapnięcia przy sałatce jarzynowej. Zamiast duchowego uniesienia coraz częściej okres ten kojarzy się z „myciem okien dla Jezusa”.

    W tramwajach, kolejkach i biurowych kuchniach jak mantrę powtarzamy to samo zdanie: „W ogóle nie czuję tych świąt”. I trudno się dziwić. Wielkanoc ma fatalny marketing. Brakuje jej bożonarodzeniowego lukru, nie ma George’a Michaela w radiu, brakuje brokatu i choinkowej iluminacji, która skutecznie pudruje duchową pustkę.

    Jeśli ktoś nie potrafi wykrzesać z siebie entuzjazmu w grudniu, to w surowym marcowym/kwietniowym anturażu tym bardziej poczuje jedynie chłód – i to nie tylko ten za oknem. Tylko czy to właściwie jest problem? Co z tego, że dla większości z nas Wielkanoc staje się jedynie przerwą techniczną w kalendarzu, a „duchowe przeżycie” przegrywa walkę o czas z nadrabianiem zaległości na Netflixie? Czy – abstrahując od kwestii religijnych – społecznie ma to jakiekolwiek znaczenie?

    Świat bez sacrum

    Warto więc zapytać wprost: czy nasze obawy o rozpad fundamentów to realna groźba, czy tylko narodowa paranoja? Przecież na mapie świata są państwa, które dawno wyłączyły religijne zasilanie, a mimo to funkcjonują i mają się dobrze. Nasi południowi sąsiedzi to światowi czempioni bezwyznaniowości. Dla przeciętnego Czecha kościół to głównie ładny zabytek, który dobrze wygląda na zdjęciach z Pragi. Czy to sprawiło, że stracili grunt pod nogami? Wręcz przeciwnie.

    [

    Drożyzna w koszyku wielkanocnym? Zaglądamy do cenników sieci handlowych](/news/jakie-ceny-zywnosci-na-wielkanoc-sprawdzamy-jak-wyglada-sytuacja-na-polskim-rynku)

    [

    Jaka inflacja w marcu? Pierwsze dane po wybuchu wojny i niemiła niespodzianka](/news/inflacja-w-marcu-gus-podal-wstepne-dane-jest-niemile-zaskoczenie)

    [

    Wiosenna pełnia Księżyca coraz bliżej. Tym razem zaskoczy kolorem](/news/rozowy-ksiezyc-2026-kiedy-pelnia-w-kwietniu-data-i-godzina-maksimum)

    Czechy to jeden z najbardziej spójnych narodów w Europie, bo ich wspólnym mianownikiem nie jest dogmat, ale kultura, język i specyficzny, autoironiczny dystans do świata. Oni nie potrzebują „czuć” zmartwychwstania, bo czują swoją „czeskość” przy kuflu piwa i wspólnych wycieczkach w Karkonosze. Inny przykład – Szwecja.

    Szwedzi to naród, który religijność zamienił na głęboką wiarę w państwo opiekuńcze i naturę. Choć kościoły są tam puste, to szwedzkie święta – jak na przykład celebrowane z ogromnym rozmachem Midsommar – mają niemal religijny ciężar gatunkowy. Zdaje się, że nie potrzebują dekoracji wielkanocnych, by czuć więź z sąsiadem, bo tę więź buduje u nich sprawny system i wspólna troska o dobro publiczne.

    Natomiast jeśli szukacie miejsca, gdzie święta są zaprojektowane jak szwajcarski zegarek, jedźcie do Singapuru. To państwo-miasto jest gigantycznym tyglem: buddyści, muzułmanie, chrześcijanie i hindusi żyją na jednej małej wyspie. Singapur pokazuje, że państwo może trwać w harmonii nie dzięki jednej wspólnej wierze, ale dzięki szacunkowi do rytuału innego człowieka. To model, w którym święta nie są od zbawiania dusz, ale od cementowania społecznego pokoju.

    Czy w takim razie mamy się o co martwić? Skoro Czesi i Szwedzi dają radę bez spowiedzi, a Singapurczycy traktują święta jak precyzyjnie zaprojektowany element społecznej machiny, to może nasze „nieczucie” Wielkanocy jest po prostu objawem „normalnienia”, postępu i nie powinniśmy się o nic martwić?

    Historia, która nie pozwala nam odpuścić

    Otóż polski przypadek jest inny i – mówiąc wprost – znacznie bardziej skomplikowany. W przeciwieństwie do wcześniej wymienionych przykładów dla nas przez wieki religia stanowiła polisę ubezpieczeniową na przetrwanie.

    Prima aprilis po polsku. Żart Sikorskiego wywołał burzę

    W polskim kodzie genetycznym chrześcijaństwo to nie tylko zestaw dogmatów, ale przede wszystkim symbol oporu – od rozbiorów, przez powstania, aż po czasy Solidarności. To w kościelnych murach przez pokolenia wywalczaliśmy wolność. Dlatego dzisiejsze „nieczucie świąt” uderza w nas mocniej niż w inne narody. My nie odrzucamy tylko liturgii, ale podświadomie odcinamy się od pępowiny, która trzymała nas przy życiu w najgorszych momentach historii. Pojawia się zgrzyt. Jesteśmy w fazie remontu generalnego bez planu zagospodarowania.

    Stare religijne meble przestają już nam pasować, więc wystawiamy je na klatkę schodową, ale w środku zostaje nam puste mieszkanie z gołym betonem. Czechy czy Szwecja nie stały się sprawne dlatego, że „olały” religię, ale dlatego, że stopniowo, przez pokolenia, budowały inne fundamenty: kapitał społeczny, zaufanie do instytucji i świecką etykę, która nie potrzebuje piekła, żeby nie kraść. My natomiast jesteśmy w niebezpiecznym rozkroku.

    Społeczeństwo bez spoiwa

    Tracimy chrześcijański fundament, który przez wieki był naszym głównym spoiwem społecznym, a w zamian nie budujemy niczego równie silnego poza doraźnym konsumpcjonizmem. Kiedy Polak mówi „nie czuję tych świąt”, zazwyczaj nie ma na myśli: „jestem dumnym racjonalistą, który celebruje naukę i prawa człowieka”. Częściej ma na myśli: „jestem przepracowany, przebodźcowany i zmęczony innymi ludźmi”.

    I to jest moment, w którym państwo zaczyna mieć problem. Bo państwo, którego obywatele nie dzielą ze sobą żadnego wspólnego sacrum – nieważne, czy zdefiniowanego przez religię, czy przez świeckie wartości – zmienia się w zwykłe biuro obsługi klienta. Bez tej niewidzialnej nici porozumienia przestajemy być wspólnotą, a stajemy się jedynie grupą interesu.

    Przeziębienie to dla wielu mężczyzn prawdziwy wyrok

    W kontekście społecznym nasze „nieczucie” świąt to sygnał alarmowy, że stajemy się wspólnotą bez oprogramowania. Kiedy z Wielkanocy wyparowuje sacrum, a w jego miejsce nie wchodzi żaden sensowny świecki obyczaj, lądujemy w niebezpiecznej próżni. A społeczna próżnia bardzo szybko może stać się przyczyną społecznej korozji: polaryzacji, obojętności, cynizmu i wzajemnej niechęci.

    Zamiast wspólnoty świętującej fundamenty swojego sacrum dostajemy zbiór jednostek, które łączy już tylko wspólny język i terytorium, a dzieli właściwie wszystko inne.

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.