
Bartosz Michalski — To miejsce zapisało się w historii jako scena jednej z największych erupcji na Ziemi. Teraz, po tysiącach lat ciszy, naukowcy dostrzegają tam nową aktywność.
To miejsce zapisało się w historii jako scena jednej z największych erupcji na Ziemi. Teraz, po tysiącach lat ciszy, naukowcy dostrzegają tam nową aktywność.
(fot. Shutterstock / Shutterstock)
Kaldera Kikai w Japonii, pozostałość po gigantycznej erupcji sprzed tysięcy lat, ponownie znalazła się w centrum uwagi naukowców. Badania opublikowane 27 marca 2026 r. w czasopiśmie „Nature” wskazują, że znajdujący się tam system magmowy nie jest martwy. Wręcz przeciwnie – zaczyna się ponownie aktywować.
Pod dnem dawnego krateru dochodzi do stopniowego uzupełniania zbiornika magmy. To proces, który może trwać tysiące lat, ale jego konsekwencje mogą okazać się kluczowe dla zrozumienia zachowania superwulkanów.
Około 7300 lat temu doszło do potężnej erupcji, uznawanej za jedną z największych w holocenie – epoce geologicznej, w której żyjemy do dziś. Wyrzut ogromnych ilości magmy doprowadził do zapadnięcia się powierzchni ziemi i powstania rozległej kaldery Kikai.
To wydarzenie miało katastrofalny charakter i na trwałe zmieniło krajobraz regionu. Od tamtej pory miejsce to pozostaje obiektem intensywnych badań, które mają odpowiedzieć na pytanie: czy taki scenariusz może się powtórzyć?
[
Trzęsienie ziemi u wybrzeży Indonezji. Jest ofiara, tsunami odwołane](/news/trzesienie-ziemi-74-u-wybrzezy-indonezji-jest-ofiara-tsunami-odwolane)
[
Tak powstał Atlantyk. Afryka powtarza ten scenariusz](/news/tak-powstal-atlantyk-afryka-powtarza-ten-scenariusz)
[
Odkrycie na Całunie Turyńskim. Nowe ustalenia ws. relikwii](/news/tajemnice-calunu-turynskiego-genetyczne-slady-ludzi-zwierzat-i-egzotycznych-roslin)
Zmierzyć się z tym pytaniem postanowił zespół japońskich badaczy. Wykorzystali oni impulsy sejsmiczne do prześwietlenia struktur podziemnych. W ten sposób zidentyfikowano strefę bogatą w magmę dokładnie w obrębie dawnego zbiornika.
Kluczowe okazały się jednak analizy chemiczne. Wskazały one, że obecna magma różni się od tej sprzed 7300 lat. Zdaniem badaczy mamy do czynienia nie z pozostałością po dawnej erupcji, lecz z nowym materiałem, który został wtłoczony do systemu wulkanicznego znacznie później.
Jak podkreślają, to dowód na to, że system magmowy potrafi się odbudować nawet tysiące lat po wielkiej katastrofie.
Choć odkrycie robi wrażenie, samo zjawisko nie jest całkowicie nowe. Podobne mechanizmy zaobserwowano wcześniej w innych regionach świata, m.in. w rejonie Yellowstone w USA czy kaldery Toba w Indonezji.
We wszystkich tych przypadkach po wielkich erupcjach dochodziło do ponownego „zasilania” komór magmowych. To sugeruje, że superwulkany funkcjonują w długich cyklach, które znacznie wykraczają poza ludzką skalę czasu.
Badacze podkreślają, że ich celem nie jest wywoływanie alarmu, lecz lepsze przygotowanie się na przyszłość. Zrozumienie, jak magma wraca do zbiorników po wielkich erupcjach, może pomóc w identyfikacji wczesnych oznak kolejnych wydarzeń tego typu.
To szczególnie istotne w przypadku superwulkanów, których erupcje – choć rzadkie – mają globalne konsekwencje. Nowe metody badawcze i dokładniejsze modele mogą w przyszłości umożliwić skuteczniejsze monitorowanie takich zagrożeń.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.