1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Wielka Lechia to stek bzdur. Kim naprawdę był Mieszko I i jego przodkowie?

    Wielka Lechia to stek bzdur. Kim naprawdę był Mieszko I i jego przodkowie?

    RAK0RAK0przeszczepów
    1654 odsłon
    Wielka Lechia to stek bzdur. Kim naprawdę był Mieszko I i jego przodkowie?

    Bartłomiej Bajerski — Wielka Lechia. Nie, to nie jest efekt zażycia substancji psychoaktywnych, to nawet nie jest halucynacja. W przypadku tych cwańszych Wielka Lechia to chłodna kalkulacja obliczona na zwrócenie na siebie uwagi, jeśli chodzi o resztę – to zwykła ignorancja. Cwańsi nagrają materiał na

    Wielka Lechia. Nie, to nie jest efekt zażycia substancji psychoaktywnych, to nawet nie jest halucynacja. W przypadku tych cwańszych Wielka Lechia to chłodna kalkulacja obliczona na zwrócenie na siebie uwagi, jeśli chodzi o resztę – to zwykła ignorancja. Cwańsi nagrają materiał na YouTube i na nim zarobią, bo złowią na niego tych drugich, którzy na lekcjach historii spali, a śniło im się, że ktoś próbuje ukryć potęgę i chwałę Polaków sprzed wielu wieków.

    Rekonstrukcja bitwy pod Cedynią w 2019 r. (fot. Dawid K Photography / Shutterstock)

    • Wielka Lechia to nienaukowy mit: istnienie antycznego imperium Lechitów nie ma żadnego potwierdzenia w faktach materialnych.
    • Dendrochronologia wyklucza antyczne państwo: nowoczesne datowanie słojów drzew wykazało, że główne grody w Wielkopolsce (jak Gniezno) zaczęły powstawać dopiero około 940 r. 
    • Potęga Mieszka I nie zrodziła się z pokojowego jednoczenia plemion, lecz z handlu niewolnikami wymienianymi na arabskie srebro.
    • To za te fundusze opłacano elitarną drużynę wojowników, która siłą pacyfikowała sąsiednie grody, tworząc wokół matecznika Piastów tzw. strefy zniszczenia.
    • Badania genetyczne i izotopowe dowodzą, że elity Mieszka I były międzynarodowe – w grobach z tego okresu odnajdujemy przybyszów ze Skandynawii, Rusi, a nawet Azji Środkowej.

    Nie byłby to pierwszy raz, gdy cwani zarabiają na naiwnych. Jednak w przypadku Wielkiej Lechii niektórzy animatorzy ruchu próbują nadawać swoim działaniom pozory naukowej rzetelności i podlewają to narodowym sosem. Nie mam najmniejszego zamiaru utyskiwać, narzekać, czy się wyzłośliwiać.

    Zrobię to, co mogę, czyli postaram się wykazać – podpierając się autorytetami najlepszych polskich badaczy – że Wielka Lechia nie istniała. Ale na tym się nie skończy, bo zaraz potem odpowiedź na pytanie: skoro nie Wielka Lechia, to skąd się wziął Mieszko I i Piastowie?

    Wielka Lechia to stek bzdur. „Dowody” są zmyślone

    Prof. Przemysław Urbańczyk, mediewista, archeolog, prof. zwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie oraz Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, rozbija w proch mity ruchu lechickiego. Naukowiec podkreśla, że fantazje o Wielkiej Lechii opierają się na „radosnym traktowaniu źródeł” i wykorzystywaniu tekstów, które powstały wieki później w celach literackich lub są mistyfikacjami. 

    – Wielka Lechia to jest taki konstrukt psychologiczny, a nie historyczny. To jest takie leczenie kompleksów narodowych. My po prostu czujemy się jakoś tam niedowartościowani w tej Europie, w związku z tym musimy mieć jakąś mocarstwową przeszłość, która by nas stawiała w rzędzie największych potęg światowych – mówi w materiale zrealizowanym przez Archeo-Film.

    Warszawa, 13.12.2025. Prof. Przemysław Urbańczyk (z lewej) podczas obchodów 44. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. (fot. Piotr Nowak / PAP)

    Archeolog dodaje, że wszystkie te pomysły są oparte na wykorzystywaniu źródeł, które są falsyfikatami, albo na absurdalnej interpretacji tekstów już znanych, jak kronika Wincentego Kadłubka. Prof. Urbańczyk przyznaje, że Kadłubek pisał o walkach z Juliuszem Cezarem czy z Aleksandrem Macedońskim. – No ale on to pisał w określonym celu literackim, a nie historycznym, po to, żeby pokazać, że my jesteśmy równie starzy i równie dzielni, jak te antyczne potęgi – wyjaśnia naukowiec.

    Faktów materialnych potwierdzających istnienie jakiegokolwiek imperium na ziemiach polskich przed Mieszkiem I po prostu nie ma. Nie ma grodów, nie ma cmentarzysk, nie ma uzbrojenia, nie ma monet, nie ma niczego, co by wskazywało na istnienie jakiejś wyższej organizacji państwowej.

    Prof. Przemysław Urbańczyk dla Archeo-Film

    Archeolog nie waha się użyć mocnych słów, mówiąc o micie kultywowanym przez domorosłych historyków: – Cała ta opowieść o Wielkiej Lechii to jest po prostu stek bzdur, który nie ma żadnego zakotwiczenia w rzeczywistości naukowej.

    Rozbrajamy mity Wielkiej Lechii

    Jest kilka często przywoływanych „dowodów” na istnienie Wielkiej Lechii. Czas się z nimi rozprawić.

    Kronika Prokosza – to rzekoma kronika z X wieku (błędnie datowana na 936 r.). Miał ją napisać mnich Prokosz. Opisuje dzieje Polski od XVIII wieku przed naszą erą, w tym wojny z Aleksandrem Macedońskim. Falsyfikat „objawił się” światu w 1825 r. Został spreparowany przez Przybysława Dyjamentowskiego. Ten XVIII-wieczny szlachcic zajmował się tworzeniem fałszywych genealogii na zamówienie magnatów. Nie istnieje żaden średniowieczny rękopis tej „kroniki”. Analiza językoznawcza wykazała, że język, jakim została napisana, był używany w XVIII w., a w treści można znaleźć np. nazwy geograficzne, które powstały 500 lat po 936 r., kiedy miała zostać stworzona.

    Kronika Dzierzwy – to prawdziwa kronika z XIV w., jednak jest błędnie interpretowana przez zwolenników Wielkiej Lechii. Dzierzwa rzeczywiście opisuje legendarne początki Polaków, ale robi to, kompilując wcześniejsze legendy zapisane przez Wincentego Kadłubka. Historycy podkreślają, że autor nie czerpał z „ukrytej wiedzy”, lecz z tradycji literackiej swojej epoki.

    Monety z napisem „LECH” lub „MISCO” – wielbiciele Wielkiej Lechii często prezentują zdjęcia monet, które mają dowodzić istnienia królów przed Mieszkiem I na dzisiejszych terenach Polski. Ale najczęściej są to arabskie dirhemy, znajdowane w skarbach z X wieku. Napisy są w języku arabskim, a ich obecność dowodzi jedynie handlu niewolnikami. Inne monety to denary Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Napisy na nich są błędnie odczytywane przez amatorów. Do dziś numizmatyka nie zna ani jednej monety wybitej przez słowiańskiego władcę na ziemiach dzisiejszej Polski przed Mieszkiem I.

    Słowiańskie runy (tzw. idole prillwickie) – to figurki bóstw z „napisami runicznymi” znalezione rzekomo w Meklemburgii. Mają świadczyć o tym, że Lechici mieli pismo. Tyle że idole zostały seryjnie wyprodukowane w XVIII w. przez rodzinę Meyerów z Neubrandenburga. Runy na nich są znakami bez ładu i składu. Już w XIX wieku badania metaloznawcze i stylistyczne wykazały, że są to prymitywne odlewy wykonane z materiałów dostępnych w XVIII w. Słowianie przed przyjęciem chrześcijaństwa byli ludem niepiśmiennym.

    Mapy „Imperialnej Lechii” – w dawnych atlasach można znaleźć mapy, na których widnieje nazwa „Sarmatia” lub „Lechia” obejmująca ogromne terytoria. Jednak w dawnej kartografii takie nazwy były terminami geograficzno-literackimi, a nie politycznymi. 

    Genetyka: haplogrupa R1a1 – entuzjaści Wielkiej Lechii twierdzą, że haplogrupa R1a1 to „gen lechicki”. Jest jednak inaczej. Haplogrupy nie mają narodowości, a R1a1 występuje powszechnie od Indii po Islandię. Badania DNA wykazują, że populacja na dzisiejszych ziemiach polskich nieustannie się mieszała. Posiadanie wspólnego przodka sprzed 5 tys. lat nie oznacza jeszcze, że 5 tys. lat temu istniało państwo polskie.

    Rewolucja w datowaniu: wyrok dendrochronologii

    Dlaczego dziś archeologia dokonuje nowych odkryć i to na stanowiskach już dobrze – wydawałoby się – poznanych? Skąd ciągle nowe informacje? Dzięki nowym technologiom:

    • LiDAR: laserowe skanowanie z powietrza pozwala zobaczyć grodziska ukryte pod gęstym lasem – to dzięki niemu odkrywamy rzeczywisty zasięg ekspansji Piastów;
    • analiza izotopów strontu: pozwala ustalić, gdzie dany człowiek spędził dzieciństwo – dzięki temu wiemy, że drużyna Mieszka była pełna imigrantów;
    • archeogenetyka: badanie aDNA pozwala wykluczyć mity o „tysiącletnim imperium lechickim” i pokazać rzeczywiste migracje ludności.

    Jest też dendrochronologia. Największym ciosem dla mitu o Wielkiej Lechii okazał się postęp w metodach datowania. Przez dekady historycy, opierając się na kronikach Galla Anonima czy Wincentego Kadłubka, wierzyli w powolną, ewolucyjną budowę państwa od VIII–IX wieku. Jednak dendrochronologia (badanie słojów drzew), zrewolucjonizowała ten obraz.

    Prof. Andrzej Buko wyjaśnia w rozmowie z Jakubem Okrzesą w cyklu „Wiedza w głosie”: – W 90. latach ubiegłego stulecia okazało się, że to wszystko, co miało być dziewięciowieczne, w gruncie rzeczy jest znacznie późniejsze. Gniezno ma najstarsze daty, które dotyczą lat 40. X wieku. Czyli krótko mówiąc, gród w Gnieźnie powstał nie w VIII-IX wieku (...), ale na krótko przed powstaniem państwa polskiego.

    Wyspa Ostrów Lednicki z odkryciami z wczesnego średniowiecza. (fot. MarcinPapaj / Shutterstock)

    Jeśli główne grody Wielkopolski powstają dopiero ok. 940 roku, to teoria o antycznym imperium walczącym z Aleksandrem Macedońskim (zmarłym w 323 r. p.n.e.) staje się absurdem matematycznym. Przed połową X wieku serce dzisiejszej Polski było – według prof. Buko – niemal puste.  

    Wielka wojna nauki: skąd wzięli się Słowianie?

    Aby zrozumieć początki państwa na terenach dzisiejszej Polski, musimy cofnąć się do sporu o pochodzenie Słowian. W polskiej nauce od lat ścierają się dwie wizje:

    • teoria autochtoniczna (rodzima): zakłada, że Słowianie żyli tu „od zawsze” (od epoki brązu), była ona politycznie wspierana w okresie PRL, by uzasadnić prawa do ziem zachodnich;
    • teoria allochtoniczna (migracyjna): zakłada, że Słowianie przybyli nad Wisłę i Odrę dopiero w V–VI wieku n.e., zajmując tereny opuszczone przez ludy germańskie.

    Prof. Andrzej Buko w wykładzie na kanale „Archeologia żywa” wskazuje na dowody archeologiczne wspierające tę drugą opcję: – W V i VI wieku mamy do czynienia z radykalną zmianą kulturową. Znikają bogate kultury okresu wpływów rzymskich, a pojawia się kultura praska – uboga, bez metalu, z prostą ceramiką.

    Prof. Przemysław Urbańczyk w trakcie Q&A Muzeum Historii Polski dodaje niezwykle istotny komentarz: – Słowiańskość to nie jest genetyka, to jest sposób życia. To była oferta kulturowa – prosty system społeczny, który w czasach chaosu po upadku Rzymu był bardzo atrakcyjny. Słowianie – zdaniem archeologa – nie byli więc zamkniętą grupą, lecz dynamicznie rosnącą wspólnotą kulturową i językową.

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.