
Marek Jurek — Ministra można z rządu odwołać za deklaracje publiczne, ale nie dlatego, że jest, jak to wprost sformułowano, „ukraińskiego pochodzenia” – pisze dla Zero.pl były marszałek Sejmu Marek Jurek.
Co robi Ukrainiec w polskim rządzie? Odpowiedź jest zasadniczo prosta: to samo, co Polak – Władysław Kondratowicz – w rządzie litewskim. Służy swojemu państwu (lepiej lub gorzej, co w wolnym społeczeństwie podlega ocenie), reprezentuje swoje poglądy i swoją społeczność. To ostatnie odnosi się raczej do Kondratowicza.
[
Przydacz krytykuje wiceministra Szeptyckiego. Domaga się natychmiastowej dymisji](/news/przydacz-krytykuje-wiceministra-szeptyckiego-domaga-sie-natychmiastowej-dymisji)
[
O banalności ludobójstwa (Polaków), czyli skandaliczny apel Seweryna-Frasyniuka](/news/apel-seweryna-i-frasyniuka-o-wolyniu-jurek-skandaliczne-uraganie-mece-polakow-na-wolyniu)
[
Odwaga i polityka. Dlaczego politycy boją się myśleć](/news/marek-jurek-polityka-odwagi-czy-polityka-strachu)
Andrzej Szeptycki, praprawnuk autora „Zemsty”, przedstawiciel rodziny ogromnie zasłużonej (tak przez swoją pracę, jak i poniesione ofiary) dla Polski i dla Kościoła, reprezentuje raczej nie tyle społeczność, ile rodzinną tradycję, ważną dla obu krajów, z którymi Szeptyckich związała historia.
Oczywiście nie sądzę, by ta odpowiedź była zadowalająca dla tych, którzy stawiają zacytowane w pierwszym zdaniu pytanie. Ale nie dlatego, że, kwestionując politykę ministra, trzeba polemizować z jego pracą, z tym, „co robi”. Nie sądzę bowiem, żeby to, „co robi” minister, naprawdę interesowało tych, którzy dziwią się, że w ogóle jest w rządzie. Odkładając więc na bok to pytanie, warto postawić inne, nie retorycznie, lecz poważnie: czego naprawdę chcemy?
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.