
Patryk Słowik — Urząd Ochrony Danych Osobowych sprawdzi, czy samorządowcy w biuletynach informacji publicznej naruszają prywatność obywateli. W gminach jest popłoch, bo trzeba by zatrudnić dodatkowe osoby do anonimizacji danych. Ekspert w rozmowie z Zero.pl przypomina, że prawo do informacji jes
Urząd Ochrony Danych Osobowych sprawdzi, czy samorządowcy w biuletynach informacji publicznej naruszają prywatność obywateli. W gminach jest popłoch, bo trzeba by zatrudnić dodatkowe osoby do anonimizacji danych. Ekspert w rozmowie z Zero.pl przypomina, że prawo do informacji jest nie mniej ważne niż ochrona danych osobowych.

Urząd Ochrony Danych Osobowych sprawdzi przestrzeganie prawa do prywatności obywateli przez jednostki samorządu terytorialnego. Rodzi to obawy o to, czy samorządowcy nie zaczną ograniczać prawa do informacji publicznej. (fot. Shutterstock)
– Mam duże obawy o skutki zaplanowanych kontroli. Obawiam się, że to będzie rzeź dla jawności funkcjonowania samorządu lokalnego – uważa w rozmowie z Zero.pl Szymon Osowski, prezes zarządu Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.
To komentarz do tzw. planu kontroli sektorowych Urzędu Ochrony Danych Osobowych na 2026 r.
UODO wskazał, że niebawem ruszą kontrole podmiotów prowadzących Biuletyn Informacji Publicznej. Sprawdzony zostanie "sposób przetwarzania danych osobowych w związku z realizacją obowiązku prowadzenia BIP, w szczególności w zakresie anonimizacji danych oraz udostępniania przebiegu sesji rad gminy".
Pismo samorządu terytorialnego "Wspólnota" opisuje, że uzasadnieniem jest lawina skarg na podmioty publiczne – ich liczba wzrosła w 2024 r. o prawie 17 proc. w stosunku do roku 2023. A prym wiodą skargi dotyczące biuletynów informacji publicznej.
– Samorządy nie radzą sobie tam z ochroną danych osobowych, nieprawidłowości dotyczą także ujawniania danych sygnalistów zgłaszających incydenty. Dane osobowe często pojawiają się także podczas obrad kolegialnych organów JST, czy w publikowanych nagraniach i protokołach z sesji lub komisji. Niestety, obsługujący BIP urzędnicy zapominają o anonimizacji takich dokumentów – czytamy we "Wspólnocie".
Zero.pl rozmawiało z przedstawicielami kilku jednostek, w tym gmin i powiatów. Powtarza się jedna ocena: jeśli mamy działać w stu procentach zgodnie z prawem i dość restrykcyjnym podejściem rodzimych organów państwa do RODO, musielibyśmy zatrudnić dodatkowe osoby zajmujące się jedynie anonimizacją danych obywateli. A na to brakuje pieniędzy. W efekcie albo nic w działaniach samorządów się nie zmieni i zaczną otrzymywać one kary od prezesa UODO, albo po prostu przestaną umieszczać informacje o swoich działaniach w Biuletynie Informacji Publicznej.
– Rozumiem intencje UODO. Ale z punktu widzenia przejrzystości działania organów samorządu terytorialnego ta kontrola może przynieść więcej złego niż dobrego – uważa Szymon Osowski.
I wyjaśnia, że już dzisiaj gminy i powiaty umieszczają tylko te informacje, które są wymagane prawem.
– A paradoks całej sytuacji polega na tym, że prezes UODO dysponuje całym arsenałem kar, które może wymierzyć. Za niepublikowanie informacji publicznych zaś kar najczęściej nie ma wcale, ewentualnie są bardzo opóźnione i niskie – zauważa ekspert.
W 2024 r. głośna była sprawa dotycząca Aleksandrowa Kujawskiego. Naczelny Sąd Administracyjny potwierdził wówczas, że burmistrz miejscowości musi zapłacić karę w wysokości 40 tys. zł nałożoną przez prezesa UODO. Przyczyna ukarania? Publikacja nagrań sesji rady gminy na YouTube.
"Administrator, wybierając do zamieszczenia filmów z transmisją z posiedzeń rady wyłącznie kanał YouTube, nie przeprowadził analizy ryzyka. W konsekwencji administrator nie miał pełnej kontroli nad danymi zawartymi w nagraniach" - wskazał UODO w komunikacie.
I dalej, że "analiza ryzyka mogła pozwolić administratorowi upewnić się, czy dane z tego serwisu można odzyskać, czy w każdej sytuacji istnieje możliwość zrealizowania prawa osób do dostępu do danych, czy nie należy mieć kopii nagrań w innych miejscach, czy też jakie kategorie danych są w tym miejscu przetwarzane i zastosować odpowiednie środki ochrony, jak np. anonimizacja danych".
W praktyce więc transmisja na żywo za pośrednictwem serwisów typu YouTube jest dla samorządów ryzykowna.
Szymon Osowski nie ukrywa wzburzenia stanowiskiem UODO i wyrokiem NSA.
– Jeśli przeszkadza transmisja z sesji rady gminy na YouTube, może prezes urzędu oraz sądy wezmą się za marszałka Sejmu i szefa kancelarii? Przecież obrady Sejmu, w tym komisji sejmowych oraz sejmowych komisji śledczych, na których pojawiają się obywatele niebędący funkcjonariuszami publicznymi, także są transmitowane. Część na YouTube – spostrzega prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.